Istota grzechu
przeciwko Bogu i przeciwko bliźniemu

Grzech jest przede wszyst­kim aktem bał­wo­chwal­stwa i pychy czło­wie­ka wyra­ża­ją­cej się w pra­gnie­niu „bycia jak Bóg”. Jest usi­ło­wa­niem ze stro­ny czło­wie­ka, by zastą­pić Stwór­cę kimś lub czymś, tj. samym sobą lub dzie­łem przez sie­bie stwo­rzo­nym zarów­no w mate­rial­nym, jak i duchowo‐ideowym sen­sie [1Moj. 3:1–6; 11:1–4]. Miej­scem, w któ­rym się poja­wia i nasi­la jest życie ludz­kie: grzech to stan, w jakim czło­wiek się rodzi i żyje [Ps. 51:7; Job. 25:4]. Źró­dłem grze­chu jest ser­ce czło­wie­ka [Mat. 15:19].

Grzech zwra­ca się w swej isto­cie zarów­no prze­ciw­ko dru­gie­mu czło­wie­ko­wi, jak i prze­ciw­ko Bogu [1Moj. 3:7; 4:3–10,23–24]. W kon­tek­ście upad­ku Ada­ma jak i egzy­sten­cjal­nym życiu czło­wie­ka grzech jest odej­ściem od „słusz­nej dro­gi”, „prze­kro­cze­niem”, „bun­tem”, „opo­rem”, „nie tra­fie­niem do celu” jak i „złym tra­fie­niem”. Grzech jed­ne­go czło­wie­ka, jaki­kol­wiek by był, zawsze ma wpływ i wywo­łu­je ubocz­ne kon­se­kwen­cje dla innych ludzi.

Jest zja­wi­skiem powszech­nym i udzia­łem wszyst­kich ludzi, tak jak jest ich udzia­łem śmierć [Rzym. 5:12–13]. Grzech ujaw­nia się i swo­ją siłę w nas poprzez przy­ka­za­nia [zakon] [Rzym. 7:8,21–24]. Jedy­ną mocą mogą­cą wyzwo­lić czło­wie­ka od grze­chu i jego skut­ków czy­li śmier­ci dru­giej [Obj. 20:11–15] jest udział w pierw­szym zmar­twych­wsta­niu przez wia­rę w Chry­stu­sa i Jego moc [Rzym. 7: 6; 8:1–4; Efez. 2:1–10; Gal. 2:19–20; Flp. 3:7–11; Obj. 20:4–6].

1. Grzech prze­ciw­ko Bogu to bał­wo­chwal­stwo, jest nim przede wszyst­kim wszel­ki nie­wła­ści­wy kult[1], tj. odda­wa­nie czci, pole­ga­nie i poświę­ca­nie swo­je­go życia komuś lub cze­muś zamiast Bogu Ojcu (w Chry­stu­sie) [2Moj. 20:2–6; 5Moj. 27:15; 1Kor. 8:5–6; Jan 10:30; Łuk. 14:26–27]. Poja­wia się ono w momen­cie, kie­dy zaczy­na­my ufać cze­muś, komuś lub sytu­acji bar­dziej niż Bogu. Jezus powie­dział: „Bo gdzie jest skarb twój, tam będzie i ser­ce two­je”. Jeste­śmy zaan­ga­żo­wa­ni w bał­wo­chwal­stwo do takie­go stop­nia, do jakie­go sku­pie­ni jeste­śmy na czymś innym bar­dziej niż na Bogu. Bał­wo­chwal­stwem jest zatem wszel­ki kult zaj­mu­ją­cy miej­sce Boga w naszym życiu, jak i „mał­pu­ją­cy” cześć Boga w for­mie, któ­ra jest Boga nie­god­na, a więc wszel­kie­go rodza­ju zacho­wa­nia, prak­ty­ki i kult fał­szu­ją­cy wolę i wize­ru­nek Boga [Iz. 66:1–3]. Tym samym roz­ma­ite prak­ty­ki i for­my kul­tu nakie­ro­wa­ne na cokol­wiek i kogo­kol­wiek inne­go od Boga Biblii, są w swej isto­cie według naucza­nia apo­stol­skie­go, nie tyle kul­tem innych bogów, co przede wszyst­kim spo­łecz­no­ścią z demo­na­mi [1Kor. 8:5–6; 10:14–23].

Bał­wo­chwal­stwo to:

  • Kult innych bogów w posta­ci zwie­rząt, sił przy­ro­dy, posą­gów, ich wize­run­ków, idei jak i wyobra­ża­nie sobie, i czy­nie­nie podo­bi­zny biblij­ne­go Boga w posta­ci czło­wie­ka lub zwie­rzę­cia, i odda­wa­nie im czci [5Moj. 4:15–20; Iz. 40:18–19; 44:9–20; Rzym. 1:18–25].
  • Udział w obrzę­dach i prak­ty­kach innych reli­gii sta­ro­żyt­ne­go Egip­tu, Kana­anu, Mezo­po­ta­mii, Gre­cji, Sło­wian, Ger­ma­nów jak i reli­gii nam współ­cze­snych [5Moj. 29:15–17]: hin­du­izmu, bud­dy­zmu [kult prak­tyk i sztuk wal­ki z nimi zwią­za­ny­mi: jogi, zen, kara­te, itp.], isla­mu [5Moj. 11:16–17] i juda­izmu [Rzym. 2:28–29; Gal. 5:2–6].
  • Kult dia­bła, czar­na magia, okul­tyzm, kon­takt z siła­mi ducho­wy­mi celem zdo­by­cia tajem­nej wie­dzy [Mat. 4:8–10], wywo­ły­wa­nie duchów, wró­że­nie z kart, z gwiazd (horo­sko­py), z ręki, z fusów kawy, z wosku, loso­wa­nie wer­se­tów z Biblii na chy­bił tra­fił czy popu­lar­ne w nie­któ­rych śro­do­wi­skach loso­wa­nie wer­se­tów biblij­nych, tzw. nowo­rocz­nych „wyrocz­ków” itp. [3Moj. 19:31; Oz. 4:12]; zna­chor­stwo — lecze­nie za pomo­cą środ­ków magicz­nych poprzez zaże­gny­wa­nie, zaklę­cia [5Moj. 18:10–14].
  • Kult zmar­łych, sfor­ma­li­zo­wa­na żało­ba mają­ca cha­rak­ter obrzędowo‐rytualny, tzn. na pokaz, prze­kra­cza­ją­ca natu­ral­ny i auten­tycz­ny smu­tek w dniu pogrze­bu [5Moj. 14:1; 3Moj. 19:27–28], modli­twa za zmar­łe­go, kult pomni­ka [gro­bu], przy­no­sze­nie kwia­tów, jedze­nia, mówie­nie do zmar­łe­go, pale­nie świe­czek, obcho­dze­nie nad gro­bem uro­dzin, imie­nin, rocz­ni­cy ślu­bu [1Tes. 4:13–18; Hebr. 9:27–28].
  • Kult anio­łów [Kol. 2:18; Obj. 18:1; 19:9–10], maryj­ny, żyją­cych i nie­ży­ją­cych ludzi: apo­sto­łów, roz­ma­itych świę­tych, ducho­wych przy­wód­ców: pro­ro­ków, nauczy­cie­li, pasto­rów, kazno­dziei, papie­ży [Dz.Ap. 3:11–12; 14:11–18; Jan 14: 6; Jan 16:13–14; 1Tym. 2:5]. Zatem wszel­ka ado­ra­cja osób zmar­łych i żywych prze­kra­cza­ją­ca dopusz­czal­ne gra­ni­ce wyra­ża­ne­go wobec nich sza­cun­ku bądź uzna­nia w ramach ogól­nie przy­ję­tych form grzecz­no­ścio­wych jest bał­wo­chwal­stwem.
  • Kult miejsc świę­tych [Jan 4:20–24; Mat. 18:20], dni i rocz­nic zwią­za­nych z okre­ślo­ny­mi wyda­rze­nia­mi z życia apo­sto­łów lub pier­wot­ne­go Kościo­ła, któ­rych nie prak­ty­ko­wał apo­stol­ski [nowo­te­sta­men­to­wy] Kościół takich jak: Sabat, Nie­dzie­la [Rzym. 14:5], Trzech Kró­li, Boże Naro­dze­nie, Wiel­ka­noc, Dzień Zie­lo­nych Świąt, Boże Cia­ło [Iz. 1:12–17; Gal. 4:8–11; Kol. 2:16–23] lub kult i prak­ty­ki zwią­za­ne z tra­dy­cją pogań­ską: Dzień Zadusz­ny [Dzia­dy], Andrzej­ki, Syl­we­ster, Nowy Rok, Kar­na­wał itp. [5Moj. 16:21–22; Jer. 7:18–19; 1Piotra 4:2–5].[2] 
  • Kult ludzi, dni, przed­mio­tów i przy­pi­sy­wa­nie im siły nad­przy­ro­dzo­nej przy­no­szą­cej szczę­ście lub nie­szczę­ście; amu­le­ty, tali­zma­ny: sło­nik, pod­ko­wa, czte­ro­list­na koni­czy­na, komi­niarz, czar­ny kot, licz­ba „13″, pią­tek itp.; przed­mio­ty poświę­co­ne: obra­zy świę­tych, figu­ry, reli­kwie, meda­li­ki, krzy­ży­ki jak i dewo­cjo­na­lia „pro­te­stanc­kie” typu ryb­ki, dłu­go­pi­sy, kub­ki, koszul­ki z umiesz­czo­ny­mi na nich cyta­ta­mi z Pisma [4Moj. 21:8–9; zob. kon­tekst: 2Król. 18:4]; pla­ka­ty arty­stów, spor­tow­ców czy pomni­ki przy­wód­ców ducho­wych i polityczno‐wojskowych [Sędz. 8:22–27; 5Moj. 7: 25–26; Jer. 10:1–5, 8–10].
  • Gło­sze­nie nie­zgod­nych z ewan­ge­lią prawd wia­ry [Gal. 1:7–9] i fał­szo­wa­nie obra­zu Boga Biblii poprzez nie­wła­ści­wy kult i naucza­nie, tzn. uprzed­mio­to­wie­nie prawd wia­ry w Boga wbrew zasa­dzie odda­wa­nia Mu czci „w duchu i w praw­dzie” [Jan 4:20–24] na sku­tek for­ma­li­zo­wa­nia kul­tu i bra­ku w jego kon­tek­ście uświę­ce­nia [Amos 5:18–24; 6:4–5; Jer. 7:8–11]; akcen­to­wa­nia w naucza­niu zewnętrz­nej poboż­no­ści kosz­tem „wewnętrz­no­ści”, tj. zmia­ny ser­ca [Rzym. 8:1–4, 12–14; Kol. 2:18–23; Tyt. 1:15–16]. Demo­ni­za­cja oto­cze­nia poprzez nie­uwzględ­nia­nie prawd wia­ry w prak­tycz­nym życiu jed­nost­ki i Kościo­ła, tzn. doszu­ki­wa­nie się nie­bez­pie­czeń­stwa tam, gdzie go nie ma [Mar. 16:18; 1Kor. 10:25–26] bądź mocy Bożej poprzez przy­pi­sy­wa­nie nad­mier­ne­go zna­cze­nia doświad­cze­niom ducho­wym, któ­re są raczej środ­kiem w życiu chrze­ści­ja­ni­na, nie zaś celem [1Kor. 14:4,6–12].
  • Nar­cyzm — zachwy­ca­nie się sobą, pogar­da wobec innych i kult dni, rocz­nic, w któ­rych to my lub inni ludzie są w cen­trum uwa­gi: rocz­ni­ce ordy­na­cji pre­zbi­te­rów, ślu­bu, imie­ni­ny, uro­dzi­ny itp. prak­ty­ki dowar­to­ścio­wu­ją­ce swo­ją wła­sną oso­bę [Jak. 4:15–16]. For­mą dok­try­nal­ne­go nar­cy­zmu w kon­tek­ście powszech­no­ści grze­chu jest nie uzna­nie przez nas spra­wie­dli­wo­ści pocho­dzą­cej od Boga w Chry­stu­sie, o czym prze­ko­nu­je Duch Świę­ty [Jan 16:8]. Inny­mi sło­wy nar­cyzm dok­try­nal­ny to posta­wa reli­gij­na upa­tru­ją­ca spra­wie­dli­wość w swo­ich uczyn­kach z cia­ła, tzn. nie­wy­pły­wa­ją­cych z poku­ty i mocy Ducha Świę­te­go jak i dzie­ła odku­pie­nia, jakie mamy w Chry­stu­sie [Efez. 2:10]. To poczu­cie wła­snej spra­wie­dli­wo­ści, porów­ny­wa­nie się z inny­mi, pod­szy­te hipo­kry­zją, fary­ze­izmem, tj. kwa­sem fary­ze­uszy, przed któ­rym Chry­stus Kościół ostrze­gał [Łuk. 18:9–14]. Chrze­ści­ja­nie w kon­tek­ście biblij­nej praw­dy wia­ry, że „wszy­scy zgrze­szy­li i brak im chwa­ły Bożej” i jako ci, któ­rzy będąc grzesz­ni­ka­mi otrzy­ma­li odpusz­cze­nie grze­chów z łaski, a nie na sku­tek swo­ich dobrych uczyn­ków [Efez. 2:1–9] nie mają pra­wa potę­piać kogo­kol­wiek i obma­wiać innych chrze­ści­jan, któ­rzy czczą Pana w bra­ter­stwie i trwa­ją w pro­ce­sie uświę­ce­nia [Jak. 4:11–12; Mar. 9:37–41].
  • Kult cudów, zna­ków, pozna­nia opar­te­go na mądro­ści ludz­kiej, tj. gno­zie, filo­zo­fii, asce­zie kosz­tem praw­dy obja­wio­nej w Piśmie [5Moj. 13:1–11; Kol. 2:8–14, 16–23; 1Kor. 1:22–24; 2:6–8; Łuk. 16:27–31].
  • Kult docze­sno­ści pro­wa­dzą­cy do apa­tii, nie­za­do­wo­le­nia, prze­ja­wia­ją­cy się w nie­za­spo­ko­jo­nej namięt­no­ści, żądzy, chci­wo­ści i zbyt dużym przy­wią­zy­wa­niem się do uczest­nic­twa w życiu świa­ta (pra­co­ho­lizm, poli­ty­ka, zaku­py, teatr, kino, impre­zy roz­ryw­ko­we w tym obżar­stwo i pijań­stwo, moda, hob­by – pasja) [Jak. 4:4–5; 1Jan 2:15–17; Łuk. 12:34; 1Kor. 7:29–35; Efez. 5:18; Gal. 5:19–21].
  • Kult zwie­rząt domo­wych, tj. czy­nie­nia z nich przed­mio­tu, żywej zabaw­ki w celu zaspo­ko­je­nia swo­ich dewia­cji i ego­istycz­nych, emo­cjo­nal­nych potrzeb wyra­ża­ją­cych się w nie­zdro­wym poczu­ciu wła­dzy i bru­tal­no­ści wobec nich [Przyp. 12:10] lub nad­mier­ną ado­ra­cją psów, kotów, gadów, gry­zo­ni itp., kosz­tem bez­po­śred­nich rela­cji z ludź­mi jak i ich bez­pie­czeń­stwa [2Moj. 21:28–29] poprzez przed­kła­da­nie dobra bliź­nie­go nad nie­zgod­ne z natu­rą życie zwie­rzę­cia, tj. spro­wa­dza­nia jego egzy­sten­cji do życia czło­wie­ka (ubra­nia, ślu­by, pogrze­by, uro­dzi­ny) [1Moj. 1:21–24; 1Moj. 2:18–20].
  • Brak chwa­ły i czci dla Pana na sku­tek bra­ku nie­zbęd­ne­go cza­su wol­ne­go od zajęć zwią­za­nych z życiem docze­snym w celu poświe­ce­nia go Bogu, sobie i bliź­nie­mu [2Moj. 20:8–11; Iz. 58:13–14; Mat. 12:1–8; Rzym. 14: 1–8; Kol. 2:16].
  • Uży­wa­nie imie­nia Boga bez potrze­by, powa­gi i sza­cun­ku w mowie potocz­nej, np.: „O Jezu!”, „O Boże!” jak i nada­rem­nie, tj. w modli­twie bez wia­ry [2Moj. 20:7; Jak. 1:5–7; Hebr. 11:6].

2. Grzech prze­ciw­ko bliź­nie­mu, to brak miło­ści, miło­sier­dzia, życz­li­wo­ści, sza­cun­ku wobec dru­gie­go czło­wie­ka [Rzym. 13:8–10; 2Moj. 23:4–5] i star­szych ludzi [3Moj. 19:32], to ego­izm, chci­wość, skąp­stwo, wyzysk [3Moj. 25: 35–37, 39; 5Moj. 15:7–8, 10–11; 27:17–19], nacjo­na­lizm [3Moj. 19:33–34; 24:22], anty­se­mi­tyzm [Rzym. 11:13–29], zazdrość, pycha, podejrz­li­wość, małost­ko­wość, obra­ża­nie się, gniew, nie­na­wiść [Jak. 3:13–18] oraz gor­sze­nie innych swo­ją nie­wła­ści­wą posta­wą [Mat. 18: 6–7; 1Jan 2:10].

Brak miło­ści to:

  • Brak sza­cun­ku do rodzi­ców [2Moj. 20:12] wyra­ża­ją­cy się w nie­uza­sad­nio­nym nie­po­słu­szeń­stwie, bun­to­wa­niu się [5Moj. 27:16], wsty­dze­niu się swo­ich rodzi­ców [Przyp. 23:22], gar­dze­niu nimi [2Moj. 21:15, 17] i bra­kiem opie­ki wobec sta­rze­ją­cych się już rodzi­ców [Przyp. 19:26; 1Tym. 5:8].
  • Pozba­wie­nie życia bliź­nie­go, któ­re­go nikt, jako daru od Boga, nie ma pra­wa odbie­rać dru­gie­mu czło­wie­ko­wi, nawet w imię pra­wa usta­no­wio­ne­go przez insty­tu­cje pań­stwo­we [1Moj. 4:13–15; 2Moj. 20:13; Mat. 5:21]. For­mą pozba­wia­nia życia jest myśle­nie o odbie­ra­niu sobie życia (samo­bój­stwo), nisz­cze­nie wła­sne­go życia poprzez nało­gi: alko­ho­lizm, pale­nie papie­ro­sów, nar­ko­ma­nię, obżar­stwo, leni­stwo [Przyp. 10:4–5; 19:15; 23:21], nie­chluj­stwo pro­wa­dzą­ce do roz­no­sze­nia cho­rób [5Moj. 23:14–15]; oka­le­cza­nie swo­je­go lub cudze­go cia­ła: bój­ki, ręko­czy­ny, tatu­aże, samo­usz­ko­dze­nia [2Moj. 21:18–19, 22], brak odpo­wie­dzial­no­ści wobec dobra bliź­nie­go [2Moj. 21:33–34; 5Moj. 22:8]. Polityczno‐społeczną for­mą pozba­wia­nia życia jest dzie­cio­bój­stwo, nie­uza­sad­nio­ne prze­ry­wa­nie cią­ży, maso­we zabi­ja­nie ludzi (ludo­bój­stwo).
  • Cudzo­łó­stwo — sek­su­al­ne pożą­da­nie dru­giej oso­by, tj. jej cia­ła w celu zaspo­ko­je­nia sie­bie bez zobo­wią­zań wobec niej [2Moj. 20:14; 5Moj. 22:22, 28–29]. Cudzo­łó­stwo to wszel­kie­go rodza­ju sto­sun­ki sek­su­al­ne przed i poza­mał­żeń­skie: pożą­da­nie w myślach [Mat. 5:27–28]; gwałt – uży­cie prze­mo­cy sek­su­al­nej, tj. wymu­sze­nie współ­ży­cia wobec kobie­ty lub męż­czy­zny poza związ­kiem mał­żeń­skim jak i w sto­sun­ku do cór­ki, sio­stry, żony lub syna i męża [5Moj. 22:25–27; 2Sam. 13:11–16]; pro­sty­tu­cja — upra­wia­nie nie­rzą­du dla zysku [3Moj. 19:29]; kazi­rodz­two — sto­sun­ki sek­su­al­ne z krew­ny­mi [5Moj. 27:20, 22–23]; por­no­gra­fia, lubież­ność, tek­sty i zdję­cia o tre­ści nie­przy­zwo­itej, przed­sta­wia­ją­ce sce­ny ero­tycz­ne w celu pod­nie­ce­nia żądzy, namięt­no­ści [Ps. 101:3], spro­śne, wul­gar­ne dow­ci­py, prze­kleń­stwa [Efez. 5:3–4]; fety­szyzm płcio­wy — zaspo­ka­ja­nie potrzeb sek­su­al­nych przez doty­ka­nie przed­mio­tów oraz czę­ści ubio­ru osób odmien­nej płci [5Moj. 22:5]; bez­wstyd — brak wsty­du, skrom­no­ści w ubio­rze jak i w zacho­wa­niu się w miej­scach publicz­nych, tj. w par­ku, środ­kach komu­ni­ka­cji, teatrze, kinie, koście­le [1Moj. 9:22–25; Przyp. 9:13; 11:22]; eks­hi­bi­cjo­nizm, nudyzm (natu­ryzm) — wysta­wia­nie czę­ści wsty­dli­wych na widok publicz­ny [3Moj. 18:9–18]; sodo­mia — sto­sun­ki sek­su­al­ne ze zwie­rzę­ta­mi [3Moj. 18:23]; pedo­fi­lia — sto­sun­ki sek­su­al­ne z dzieć­mi; homo­sek­su­alizm — popęd płcio­wy do osób tej samej płci [3Moj. 18:22]; geron­to­fi­lia — współ­ży­cie ze star­ca­mi; nekro­fi­lia — obco­wa­nie z cia­łem zmar­łe­go. For­mą pośred­nią cudzo­łó­stwa jest roz­wód [Mar. 10:11–12] bez uza­sad­nio­nej duchowo‐egzystencjalnej biblij­nie przy­czy­ny [Mat. 5:32; 1Kor. 7:15–16] – (zob. arty­kuł pt.: Mał­żeń­stwo, sek­su­al­ność czło­wie­ka i roz­wód).
  • Przy­własz­cza­nie sobie wła­sno­ści bliź­nie­go — kra­dzież, rabu­nek [1Moj. 20:15; 5Moj. 27:17], spe­ku­la­cja i fał­szer­stwa (czar­ny rynek), łapow­nic­two, prze­kup­stwo — spo­sób nie­uczci­we­go boga­ce­nia się i stron­ni­czość [3Moj. 19:11, 35–36; 5Moj. 16:19–20], paser­stwo — prze­my­ca­nie i prze­cho­wy­wa­nie kra­dzio­nych rze­czy, nisz­cze­nie cudze­go mie­nia [2Moj. 22:5], nie wypła­ca­nie wyna­gro­dze­nia za wyko­na­ną pra­cę [3Moj. 19:13; 5Moj. 24:14–15; 2Moj. 23:4–5].
  • Skła­da­nie fał­szy­wych zeznań i opi­nii o bliź­nim w celu zaszko­dze­nia mu – krzy­wo­przy­się­stwo, kłam­stwo, nie­słusz­ne podej­rze­nia, oszczer­stwo, obma­wia­nie, szem­ra­nie, wia­ro­łom­stwo, zdra­da, nie­do­trzy­ma­nie sło­wa [2Moj. 20:16; 3Moj. 19:15–18].
  • Zazdrość i pożą­da­nie rze­czy bliź­nie­go, mająt­ku, uro­dy, żony, dzie­ci, powo­dze­nia w życiu zawo­do­wym, pry­wat­nym i ducho­wym [2Moj. 20:17].
  • Brak sza­cun­ku wobec ina­czej myślą­cych, tj. wobec sumie­nia współ­bra­ci oraz świa­to­po­glą­du i reli­gij­nych prze­ko­nań ludzi nie będą­cych chrze­ści­ja­na­mi w biblij­nym tego sło­wa zna­cze­niu [3Moj. 19:33–34; 5Moj. 10:17–19]. To, że Chry­stus dla wyznaw­ców biblij­ne­go chrze­ści­jań­stwa jest jedy­nym pośred­ni­kiem mię­dzy praw­dzi­wym Bogiem, a ludź­mi [Jan 1:1–5,12–14,16–18; 14:6; 1Tym. 2:5] w żaden spo­sób nie upo­waż­nia do wyśmie­wa­nia wie­rzeń i reli­gii innych jak i lek­ce­wa­że­nia też tych wszyst­kich, któ­rzy wie­rzą, że Bóg po pro­stu nie ist­nie­je [3]. Fakt zna­jo­mo­ści praw­dzi­we­go Boga i doświad­cza­nia Jego mocy w swo­im życiu nie upo­waż­nia do przy­mu­sza­nia, zastra­sza­nia czy narzu­ca­nia komu­kol­wiek wyzna­wa­nych przez sie­bie prawd wia­ry, w tym i wła­snej rodzi­nie, jak i wła­snym dzie­ciom. Gdyż czym innym jest prze­ka­zy­wa­nie tych prawd wia­ry poprzez swo­je oso­bi­ste świa­dec­two jak i wycho­wa­nie w duchu edu­ka­cji biblij­ne­go chrze­ści­jań­stwa [5Moj. 6:3–9], a czym innym jest reli­gij­na indok­try­na­cja [4], czy­li ter­ro­ry­zo­wa­nie, zastra­sza­nie, prze­ku­py­wa­nie, zaka­zy­wa­nie [Kol. 3:21] oraz pozba­wia­nie innych rze­tel­nej infor­ma­cji o ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści społeczno‐politycznej i reli­gij­nej. Jezus z Naza­re­tu nigdzie niko­go nie przy­mu­szał do pój­ścia za sobą, a jedy­nie dema­sko­wał społeczno‐religijną hipo­kry­zję i wyni­ka­ją­cą z niej pogar­dę do dru­gie­go czło­wie­ka i w tym wszyst­kim nawo­ły­wał do upa­mię­ta­nia się z tego grze­chu będą­ce­go wyni­kiem pychy i bun­tu czło­wie­ka wobec Boga. Boga, któ­ry w swo­jej spra­wie­dli­wo­ści daje odku­pie­nie jak i wyzwo­le­nie do nowe­go życia przez i w Chry­stu­sie ze Sobą. Toteż Jezus z Naza­re­tu jako Chry­stus i Syn Boży kazał tym, któ­rzy w Nie­go uwie­rzy­li jedy­nie gło­sić Ewan­ge­lię [Dobrą Nowi­nę], wobec tych wszyst­kich, któ­rzy jako ubo­dzy w duchu, cisi, pokor­ni, a jed­no­cze­śnie łak­ną­cy spra­wie­dli­wo­ści jak i w tym kon­tek­ście miło­sier­ni [Mat. 5:3–9] zosta­ną prze­ko­na­ni „o grze­chu, spra­wie­dli­wo­ści i sądzie” przez Ducha Świę­te­go [Jan 16:8–14] i tym samym zde­cy­du­ją się zarów­no stać się Jego ucznia­mi jak i też pójść tą okre­ślo­ną przez Boga dro­gą [Mat. 28:18–20]. Przy tym Chry­stus ostrze­gał wszyst­kich tych, któ­rzy chcie­li pójść za Nim przed ewen­tu­al­ny­mi też tego skut­ka­mi [Mat. 8:19–22; 16:24–26]. W tym też kon­tek­ście Apo­stoł Paweł ostrze­ga kościół przed nie­wła­ści­wą posta­wą wobec bliź­nich nie nale­żą­cych do zbo­ru w nastę­pu­ją­cych sło­wach: „Napi­sa­łem wam w liście, aby­ście nie prze­sta­wa­li z wsze­tecz­ni­ka­mi; ale nie mia­łem na myśli wsze­tecz­ni­ków tego świa­ta albo chciw­ców czy gra­bież­ców, czy bał­wo­chwal­ców, bo ina­czej musie­li­by­ście wyjść z tego świa­ta. Lecz teraz napi­sa­łem wam, aby­ście nie prze­sta­wa­li z tym, któ­ry się mie­ni bra­tem, a jest wsze­tecz­ni­kiem lub chciw­cem, lub bał­wo­chwal­cą, lub oszczer­cą, lub pija­kiem, lub gra­bież­cą, żeby­ście z takim nawet nie jada­li. Bo czy to moja rzecz sądzić tych, któ­rzy są poza zbo­rem? Czy to nie wasza rzecz sądzić raczej tych, któ­rzy są w zbo­rze? Tych tedy, któ­rzy są poza nami, Bóg sądzić będzie. Usuń­cie tego, któ­ry jest zły, spo­śród sie­bie” [5]. Tekst ten nie pozwa­la chrze­ści­ja­nom na trak­to­wa­nie osób, któ­re nie zna­ją Pana lub nie chcą Go też znać, w taki sam spo­sób jak swo­ich współ­bra­ci bądź też tych, któ­rzy uwa­ża­ją się za biblij­nie wie­rzą­cych chrze­ści­jan, a w rze­czy­wi­sto­ści nimi nie są, na sku­tek życia w nie­po­słu­szeń­stwie wobec Pisma. Inny­mi sło­wy treść tego naucza­nia wska­zu­je, że praw­dy wia­ry jak i ety­ka z nich wypły­wa­ją­ca obo­wią­zu­je przede wszyst­kim ludzi biblij­nie wie­rzą­cych i jed­no­cze­śnie nale­żą­cych do okre­ślo­nej wspól­no­ty kościel­nej. Tym samym tole­ran­cja ide­owa i reli­gij­na [6] wobec ludzi ina­czej myślą­cych, jeśli ich poglą­dy nie zagra­ża­ją życiu i wol­no­ści innych ludzi, jest dla oso­by biblij­nie wie­rzą­cej fun­da­men­tem rela­cji mię­dzy­ludz­kich jak i wyra­zem miło­ści, jeśli już nie wobec Bra­ta ina­czej rozu­mie­ją­ce­go chrze­ści­jań­skie praw­dy wia­ry [Rzym. 14:1–8], to przy­naj­mniej wobec bliź­nie­go [Mat. 5:43–44], któ­ry chce żyć bez Boga bądź też wie­rzy w inne­go boga niż ten obja­wio­ny Izra­elo­wi w histo­rii zba­wie­nia, tj. w Biblii. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że chrze­ści­ja­nin w swej posta­wie „nie łamiąc trzci­ny nad­ła­ma­nej i nie gasząc kno­ta o nikłym pło­mie­niu” jed­no­cze­śnie reagu­je też na nie­pra­wość i dostrze­ga też odpo­wie­dzial­ność ludzi przed Bogiem.


[1] Kult (z łac. cul­tus, a, um) – upra­wia­nie, pie­lę­gno­wa­nie, dba­nie, kształ­ce­nie, wycho­wa­nie, ura­bia­nie. Pod poję­ciem „kult” rozu­miem tu cało­kształt dostrze­gal­nych zja­wisk wraz z ich tre­ścią wewnętrz­ną.

[2] Tym samym usta­na­wia­nie lub też obcho­dze­nie przez współ­cze­snych chrze­ści­jan świąt zwią­za­nych z upa­mięt­nia­niem i czcze­niem nowo­te­sta­men­to­wych wyda­rzeń nie ma żad­ne­go biblij­ne­go uza­sad­nie­nia nie tyl­ko dla­te­go, że Pisma Nowe­go Testa­men­tu nic nam na ten temat nie prze­ka­zu­ją, ale też dla­te­go, że w kon­tek­ście przyj­ścia i zmar­twych­wsta­nia Mesja­sza nale­ży czcić Boga w „duchu i w praw­dzie”. To zaś ozna­cza dla Kościo­ła zupeł­nie nową ducho­wą rze­czy­wi­stość zwią­za­ną z kul­tem, rozu­mia­nym jako cało­kształt dostrze­gal­nych zja­wisk wraz z ich tre­ścią wewnętrz­ną, wyra­ża­ną w for­mach poboż­no­ści i w zasa­dach moral­no­ści zarów­no w wymia­rze indy­wi­du­al­nym jak i wspól­no­to­wym. Tą nową rze­czy­wi­sto­ścią dla nowo­te­sta­men­to­we­go Kościo­ła jest przede wszyst­kim sam Chry­stus, Jego dzie­ło i Jego Oso­ba [Mat. 5:17], któ­ry poprzez obec­ność Ducha Świę­te­go [Jan 4:23–24; 14:16–17; 16:7–14] urze­czy­wist­nia się w życiu odro­dzo­nej jed­nost­ki i wspól­no­ty zarów­no w wymia­rze moral­nym [Mat. 5:21–24,27–28,38–39,43–44] jak i poboż­no­ści [Mat. 6:1–2,5,16], co dzie­je się na sku­tek poku­ty i tym samym potę­pie­nia grze­chu w cie­le, a następ­nie wyla­nia i otrzy­ma­nia do życia „tu i teraz” nie­zbęd­nej mocy Ducha [Rzym. 8:1–4,12–14; Kol. 2:9–23]. To zaś impli­ku­je nie tyl­ko zmia­nę zako­nu, a zatem i kul­tu w jego for­mach i prak­ty­kach, zwią­za­nych z kapłań­stwem Lewie­go [Hebr. 7:12], ale w swej nowo­te­sta­men­to­wej isto­cie. Ta nowa isto­ta kul­tu i rze­czy­wi­sto­ści poprzez obec­ność zmar­twych­wsta­łe­go Chry­stu­sa w życiu jed­nost­ki i wspól­no­ty nie pozwa­la już na prak­ty­ko­wa­nie innych form kul­tu ana­lo­gicz­nych do tych sta­ro­te­sta­men­to­wych. Z przyj­ściem Chry­stu­sa prze­mi­nę­ła rola czcze­nia Boga w takim sen­sie jaki był obec­ny w świą­ty­ni jero­zo­lim­skiej, a któ­ry wyra­żał się w zewnętrz­nych for­mach, w skła­da­niu ofiar ze zwie­rząt za grzech, roz­ma­itych obrzę­dów zwią­za­nych z czcze­niem miejsc świę­tych i obcho­dze­niem świąt upa­mięt­nia­ją­cych histo­rię rela­cji Izra­ela z Bogiem mają­cych poprzez to uczcić Boga. Kul­tu według naucza­nia apo­stol­skie­go będą­ce­go tyl­ko cie­niem rze­czy przy­szłych, a nie samą isto­tą rze­czy [Kol. 2:16–17; Hebr. 10:1], kul­tu poprzez któ­ry to Bóg przede wszyst­kim wyra­żał wobec Izra­ela swo­ją obec­ność w cza­sie przez te roz­ma­ite świę­ta i w prze­strze­ni przez obec­ność namio­tu spo­tka­nia, a następ­nie świą­ty­ni. Chry­stus w Kaza­niu na Górze w odnie­sie­niu do swo­je­go dzie­ła odku­pie­nia oraz jego też skut­ków dla swo­ich wyznaw­ców pre­cy­zyj­nie i jed­no­znacz­nie nakre­ślił zarów­no moral­ne jak i prak­tycz­ne zasa­dy nowo­te­sta­men­to­we­go kul­tu czcze­niem Boga „w duchu i w praw­dzie” [Jan 4:23–24; Mat. 18:20; 1Kor. 12:3; 14:26–40]. Toteż wszel­kie reli­gij­ne prak­ty­ki zarów­no te zwią­za­ne z obrzę­do­wo­ścią Sta­re­go Testa­men­tem jak i te wypra­co­wa­ne w opar­ciu o Nowy Testa­ment przez antycz­ne i współ­cze­sne chrze­ści­jań­stwo, w któ­rych to Chry­stus (Jego oso­ba oraz skut­ki Jego śmier­ci oraz zmar­twych­wsta­nia w życiu jed­nost­ki i wspól­no­ty) już nie jest w cen­trum, są po pro­stu bał­wo­chwal­stwem w sto­sun­ku do Nie­go [Gal. 5:4–6]. By nie powie­dzieć, że są zaprze­cze­niem i fał­szo­wa­niem nowo­te­sta­men­to­we­go naucza­nia apo­stol­skie­go, w któ­rym to jed­no­znacz­nie okre­ślo­no isto­tę wia­ry chrze­ści­jań­skiej, że to przede wszyst­kim sam Chry­stus i tyl­ko On sam [Jan 14:6; 1Tym. 2:5] jest jedy­ną rze­czy­wi­sto­ścią [Kol. 2:17–23] jak i dopusz­czal­ną for­mą kul­tu skie­ro­wa­ną przez Nie­go i w Nim „ku chwa­le Ojca” [Filip. 2:10–11]. Każ­da zatem inna for­ma jest zaprze­cze­niem nie tyl­ko tej idei, któ­rą Chry­stus wyra­ził w roz­mo­wie z Sama­ry­tan­ką, że „ani na tej Górze, ani w Jero­zo­li­mie” nie nale­ży odda­wać czci Bogu, a w „duchu i w praw­dzie” [Jan 4:19–24], ale i tego wszyst­kie­go, co doko­na­ło się na Krzy­żu i powin­no być też udzia­łem Jego wyznaw­ców w ich życiu moral­nym i duchowo‐liturgicznym. Tym samym, w myśl tego co powy­żej, jakie­kol­wiek obcho­dze­nie i przy tym czy­nie­nie wize­run­ku Chry­stu­sa w kon­tek­ście świąt Boże­go Naro­dze­nia i Wiel­kiej Nocy w posta­ci dzie­ciąt­ka w żło­bie, gro­bu wiel­ka­noc­ne­go lub podo­bi­zny Jego na Krzy­żu czy w innej for­mie w opar­ciu o fakt, że Jezus z Naza­re­tu był w cie­le jest nie tyl­ko dowo­dem upad­ku i zanie­cha­nia nowo­te­sta­men­to­wych form czcze­nia Boga „w duchu i praw­dzie”, ale jest też nie­do­pusz­czal­ne zarów­no w kon­tek­ście sta­ro­te­sta­men­to­we­go jak i nowo­te­sta­men­to­we­go zaka­zu wyobra­ża­nia sobie posta­ci Boga i czy­nie­nia Jego podo­bi­zny, w tym i „Boga‐Logosu” [Rzym.1:18–25]. War­to tu przy­po­mnieć, że jako współ­cze­śni wyznaw­cy przede wszyst­kim zmar­twych­wsta­łe­go już Chry­stu­sa „nie zna­my Go według cia­ła” [2Kor. 5:16], nie mówiąc już o tym, że apo­sto­ło­wie nie prze­ka­za­li nam też żad­nych infor­ma­cji o tym jak Jezus wyglą­dał. Toteż w opar­ciu o te fun­da­men­tal­ne praw­dy wia­ry jesz­cze w IV wie­ku bisku­pi Kościo­ła więk­szo­ścio­we­go [kato­lic­kie­go] mie­li tego głę­bo­ką świa­do­mość, o czym świad­czą sło­wa jed­ne­go z nich: Epi­fa­niusz — biskup Sala­mi­ny na Cyprze ok. 400 r., ostrze­gał współ­cze­snych sobie: „Zapa­mię­taj­cie (…) nie umiesz­czać świę­tych obra­zów w kościo­łach i na cmen­ta­rzach, lecz zacho­waj­cie Boga cią­gle w waszych ser­cach i pamię­ci. (…). Nie wol­no bowiem chrze­ści­ja­ni­no­wi oma­miać się wizu­al­ną atrak­cją i zamro­cze­niem zmy­słów. (…). Kto zamie­rza uka­zać i for­mo­wać boski wize­ru­nek Boga‐Logos bar­wa­mi ziem­ski­mi w powo­ły­wa­niu się na jego ludz­ką natu­rę, nie­chaj spad­nie na nie­go ana­te­ma [klą­twa, wyklu­cze­nie]” . Samo już to, że Bóg by unik­nąć kul­tu bał­wo­chwal­cze­go w Izra­elu, sam zadbał o to, by po śmier­ci Moj­że­sza nie zna­le­zio­no jego cia­ła i nie uczy­nio­no z jego gro­bu i miej­sca jego pochów­ku kul­tu bał­wo­chwal­cze­go [Juda 9], któ­ry by odwiódł Izra­ela od isto­ty rze­czy – sam ten fakt powi­nien nam uzmy­sło­wić jak bar­dzo istot­nym zagad­nie­niem w kon­tek­ście wła­ści­we­go wize­run­ku Boga jest biblij­ny zakaz bał­wo­chwal­stwa, któ­ry może prze­ni­kać do Kościo­ła w uświę­co­nych for­mach odwo­łu­ją­cych się do tre­ści Biblii. Wszel­kie zatem prak­ty­ki zwią­za­ne z obcym kul­tem jak i nie­bi­blij­ne w swej isto­cie for­my czcze­nia Boga, w myśl naucza­nia apo­sto­ła Paw­ła, mają zwią­zek z demo­na­mi [1Kor. 10:14,19–21]. Inny­mi sło­wy Bóg przez i w Chry­stu­sie obja­wił się świa­tu w cie­le Jezu­sa z Naza­re­tu, któ­ry pocho­dził z nizin spo­łecz­nych Izra­ela i prze­ma­wiał do nas jak­by w ukry­ciu [Iz. 53:2–3; 1Kor. 1:21–24;2:6–8] zaś jako król w chwa­le zstę­pu­je w Duchu Świę­tym tyl­ko do tych, co zdo­ła­li roz­po­znać Go w duchu poko­ry i uni­że­nia [Filip. 2:6–8], nie w cie­le, a „w duchu i praw­dzie” [Jan 5:39; 14:15–17,21; 16:8–14].

[3] Bo tego czy On jest lub Go nie ma, nikt wie­dzieć nie może. Do Boga zbli­ża­my się przez wia­rę i w wie­rze Go dopie­ro pozna­je­my jak i też doświad­cza­my [Hebr. 11:1,3–4]. Innej dro­gi do Boga po pro­stu nie ma, jak tyl­ko przez wia­rę w Jego ist­nie­nie [Hebr. 11:6], a tym samym i w Jego obja­wie­nie się w stwo­rze­niu [Ps. 19:2–7; Rzym. 1:19–25], następ­nie w histo­rii zba­wie­nia jak i w Sło­wie [Jan 1:1–5,14,16–18; 2Tym. 3:16–17; Hebr. 1:1–14; 2:4; 1P. 1:19–21]. Ate­izm oszo­ło­mio­ny nauko­wą pew­no­ścią wyni­ka­ją­cą z fak­tu, że nauka nie dowo­dzi ist­nie­nia Boga, wywnio­sko­wał, że dowo­dzi, iż On nie ist­nie­je. Tym­cza­sem nauko­we dowo­dze­nie, że Boga nie ma jest rów­nie śmiesz­ne jak nauko­we dowo­dze­nie, że On jest. Wie­rze­nia i prak­ty­ki reli­gij­ne nie­wąt­pli­wie mają cha­rak­ter irra­cjo­nal­ny i są umiesz­cza­ne po prze­ciw­nej stro­nie kul­tu­ry inte­lek­tu­al­nej. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że w kul­tu­rze ludz­kiej ukształ­to­wa­nej histo­rycz­nie i dostęp­nej obser­wa­cji, wia­ra w Boga jak i reli­gia w ogó­le sta­no­wi jeden z jej pod­sys­te­mów, któ­ry poprzez przy­ję­cie odpo­wied­nich kry­te­riów, może być teo­re­tycz­nie zde­fi­nio­wa­ny i meto­dycz­nie wyod­ręb­nio­ny pod wzglę­dem okre­śle­nia miej­sca, w ogól­nym sys­te­mie spo­łecz­nym. Nie ma jed­nak regu­ły jed­no­znacz­nie okre­śla­ją­cej kry­te­ria, któ­re pozwo­li­ły­by opi­sać całą rze­czy­wi­stość tej wia­ry w Boga czy reli­gij­ną w kon­tek­ście histo­rii odpo­wia­da­ją­cej na pyta­nie: Czy wie­rze­nia i prak­ty­ki reli­gij­ne są wytwo­rem ogól­ne­go sys­te­mu kul­tu­ry, czy też trans­cen­dent­nym dodat­kiem do kul­tu­ry czło­wie­ka? Przy tym ate­izm mając na ogół posta­wę nega­tyw­ną wobec meta­fi­zy­ki, to jed­nak w podob­ny spo­sób jak teo­lo­gia pró­bu­je wytłu­ma­czyć wewnętrz­ną natu­rę tego, co ist­nie­je i choć nie posłu­gu­je się nad­przy­ro­dzo­ny­mi czyn­ni­ka­mi, to jed­nak zastę­pu­je je róż­ny­mi byta­mi, tj. uoso­bio­ny­mi abs­trak­cja­mi, sta­jąc się tym samym nie­do­sta­tecz­ną for­mą eman­cy­pa­cji, któ­ra nie odpo­wia­da na zasad­ni­cze egzy­sten­cjal­ne pyta­nia ani też nie usu­wa zła. Nie­za­leż­nie od tego czy ktoś zakła­da ist­nie­nie Boga czy też nie, jest nie­za­prze­czal­nym fak­tem, że ludz­kość ma jakąś nie­od­par­tą potrze­bę trans­cen­den­cji wyra­ża­ją­cej się w abso­lu­cie i w budo­wie bli­blij­nej wie­ży Babel w celu osią­gnię­cia jakie­goś uzna­ne­go przez sie­bie abso­lu­tu [1Moj. 11:1–9]. Isto­tę tej potrze­by odda­je dwu­dzie­sto­wiecz­ny psy­chia­tra i filo­zof nie­miec­ki Karl Jaspers (1883–1969) w sło­wach: „Być egzy­sten­cjal­nie zna­czy: stać się czło­wie­kiem w całej powa­dze tego poję­cia, stać się zaś czło­wie­kiem zna­czy: być nim w har­mo­nii albo w wię­zi z bytem, przez któ­ry i w któ­rym ist­nie­je­my. Nie ma egzy­sten­cji bez trans­cen­den­cji. Czło­wiek nie ist­nie­je bowiem bez cze­goś abso­lut­nie inne­go, co ist­nie­je przed nim, co jest jego mia­rą, od cze­go się wywo­dzi i do cze­go dąży osta­tecz­nie. Czy to nazwie­my nico­ścią, czy to tao, Jedy­nym czy trans­cen­den­cją czy bogiem Jere­mia­sza – jest to ów „Byt”, o któ­ry cho­dzi i któ­re­go w krót­kiej chwi­li nasze­go życia chce­my być pew­ni”.

[4] Indok­try­na­cja, sys­te­ma­tycz­ne, natar­czy­we wpa­ja­nie jakichś idei lub dok­tryn poli­tycz­nych, spo­łecz­nych bądź reli­gij­nych, jed­nym sło­wem ide­olo­gicz­ne „pra­nie mózgu” i tym samym pozba­wia­nie jed­nost­ki samo­dziel­ne­go myśle­nia. Indok­try­na­cja jest ści­śle zwią­za­na z inwi­gi­la­cją, zatem ze śle­dze­niem, moni­to­ro­wa­niem osób wobec któ­rych doko­nu­je się indok­try­na­cji.

[6] Tole­ran­cja, ozna­cza wyro­zu­mia­łość dla cudzych poglą­dów, upodo­bań i wie­rzeń, nie ozna­cza jed­nak obo­jęt­no­ści, bra­ku sta­no­wi­ska, opi­nii czy też bez­kry­tycz­nej apro­ba­ty wobec postaw innych ludzi z któ­ry­mi się nie zga­dza­my, a któ­rych to poglą­dy i zacho­wa­nia mogą zagra­żać lub zagra­ża­ją życiu bądź wol­no­ści innych ludzi. Tole­ran­cja zatem nie ozna­cza tego, że musi­my się zga­dzać z okre­ślo­ny­mi dok­try­na­mi reli­gij­ny­mi czy ide­ami społeczno‐politycznymi, ale ozna­cza, że nie może­my za pomo­cą prze­mo­cy narzu­cać swo­ich poglą­dów innym. Jeste­śmy tole­ran­cyj­ni przede wszyst­kim wte­dy i tyl­ko wte­dy, kie­dy sami nie naru­sza­my i nie ogra­ni­cza­my wol­no­ści innych ludzi poprzez swo­je zacho­wa­nie bądź też reali­za­cje wła­snych prze­ko­nań i idei. Jeste­śmy tole­ran­cyj­ni jeśli sami nie prze­śla­du­je­my, nie żąda­my też prze­śla­do­wań i nie zacho­wu­je­my się agre­syw­nie w sto­sun­ku do tych ludzi, któ­rych postaw i poglą­dów nie akcep­tu­je­my bądź się z nimi nie zga­dza­my. Inny­mi sło­wy tole­ran­cja urze­czy­wist­nia się w peł­ni, tyl­ko wów­czas gdy jest przede wszyst­kim obu­stron­na i ma miej­sce tam gdzie bez oba­wy o swo­ją pozy­cję spo­łecz­ną, pra­cę i swo­je życie na ryn­ku róż­nych idei społeczno‐politycznych i reli­gij­nych, może­my podej­mo­wać mery­to­rycz­ną pole­mi­kę i dys­ku­sję z tymi, z któ­ry­mi się nie zga­dza­my, w ramach posza­no­wa­nia wol­no­ści sumie­nia i ist­nie­ją­ce­go pra­wa.