Historia

Od chrze­ści­jań­stwa do cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej

logo_krzyz

Od chrze­ści­jań­stwa do cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej

„Kościół chrze­ści­jań­ski – jak zauwa­żył zna­ny socjo­log Flo­rian Zna­niec­ki – prze­żył ewo­lu­cję od typu gru­py rekru­tu­ją­cej się dro­gą dobo­ru, do typu gru­py, rekru­tu­ją­cej się prze­waż­nie poprzez przy­rost natu­ral­ny (…)”[14]. To zaś mia­ło istot­ny wpływ na zmia­nę jego ducho­wo­ści, litur­gii i dok­try­ny, szcze­gól­nie tam, gdzie ducho­we i egzy­sten­cjal­ne doświad­cze­nie reli­gij­ne pier­wot­ne­go chrze­ści­jań­stwa zwią­za­ne z poku­tą, nawró­ce­niem się zosta­ło zastą­pio­ne sfor­ma­li­zo­wa­ny­mi prak­ty­ka­mi asce­tycz­ny­mi i religijno‐kultowymi lub spe­ku­la­cją filo­zo­ficz­ną[15]. Roz­wój tych nowych form poboż­no­ści siłą rze­czy wypie­rał z roz­ra­sta­ją­ce­go się liczeb­nie Kościo­ła nie tyl­ko nowo­te­sta­men­to­wą ideę ducho­we­go odro­dze­nia i pneu­ma­tycz­ne[16] [ducho­we] ele­men­ty spon­ta­nicz­nie prze­ży­wa­nej litur­gii jak i spo­łecz­no­ści z Bogiem, ale i towa­rzy­szą­ce temu doświad­cze­niu nowo­te­sta­men­to­we cha­ry­zma­ty[17] oraz sta­ro­chrze­ści­jań­ską zasa­dę wyż­szo­ści „cha­ry­zma­tu per­so­nal­ne­go”[18] zwią­za­ne­go z oso­bą nad „cha­ry­zma­tem z urzę­du”[19] zwią­za­nym z funk­cją w wyni­ku cze­go nastę­pu­je wzrost urzę­du i pozy­cji bisku­pa[20] jak i postę­pu­ją­ca hie­rar­chi­za­cja w obrę­bie samych dia­ko­nów[21] i pozo­sta­łych pre­zbi­te­rów[22] w ramach wspól­no­ty bra­ter­skiej. Inny­mi sło­wy w wyni­ku tych zacho­dzą­cych prze­obra­żeń i poja­wie­nia się na miej­scu prze­ło­żo­ne­go Zbo­ru (gmi­ny) bisku­pa, któ­ry czer­pał głów­nie już swój auto­ry­tet reli­gij­ny z urzę­du (zasa­da suk­ce­sji apo­stol­skiej)[23] i jed­no­cze­sne wyklu­cze­nie „nawie­dzo­nych Duchem Świę­tym cha­ry­zma­ty­ków” – zamie­ni­ło osta­tecz­nie pier­wot­ną gmi­nę bra­ter­ską, czy­sto cha­ry­zma­tycz­ną, w zamknię­tą rama­mi praw­ny­mi spo­łecz­ność, two­rzą­cą już Kościół zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ny.

Nale­ży tu w kon­tek­ście tej postę­pu­ją­cej insty­tu­cjo­na­li­za­cji chrze­ści­jań­stwa przy­po­mnieć, że ustrój i for­ma litur­gii pierw­szych gmin chrze­ści­jań­skich według nie­któ­rych bada­czy wywo­dzi­ły się z sys­te­mu syna­go­gi[24], opie­ra­ją­cej się na kole­gial­nej wła­dzy senio­rów – zwa­nych cza­sa­mi pre­zbi­te­ra­mi[25], któ­rym prze­wod­ni­czył archont[26] w dia­spo­rze lub prze­wod­ni­czą­cy syna­go­gi w Judei. Skła­da­nie ofiar było zastrze­żo­ne tyl­ko dla świą­ty­ni jero­zo­lim­skiej, toteż w domach modli­twy – syna­go­gach – kult pole­gał na śpie­wa­niu psal­mów, pie­śni, modli­twie i czy­ta­niu Sta­re­go Testa­men­tu – litur­gii sło­wa. Syna­go­ga była miej­scem naucza­nia, któ­rą to funk­cję peł­ni­li „bie­gli” w Piśmie rabi­ni – nauczy­cie­le. Do wygła­sza­nia nauk zapra­sza­no innych mów­ców lub gości, co jude­ochrze­ści­ja­nie (nawró­ce­ni Żydzi), a szcze­gól­nie Apo­stoł Paweł, mając wykształ­ce­nie rabi­nicz­ne, wyko­rzy­sty­wa­li do gło­sze­nia Chry­stu­sa[27]. Z litur­gii syna­go­gal­nej, przy­naj­mniej w swej for­mie obrzędowo‐liturgicznej, pocho­dzi­ły trzy pod­sta­wo­we ryty obec­ne w apo­stol­skim chrze­ści­jań­stwie: obmy­wa­nia, tj. kąpiel rytu­al­na – chrzest, bie­sia­da sakral­na – aga­pa oraz litur­gia sło­wa – czy­ta­nie Pism Sta­re­go Testa­men­tu i powsta­ją­cych Pism Nowe­go Testa­men­tu. W rodzą­cym się chrze­ści­jań­stwie mamy zatem wyraź­ną pre­fe­ren­cję tek­stu sakral­ne­go, Biblii Żydów [Sta­ry Testa­ment], któ­rej przy­zna­no pocze­sne miej­sce we wspól­nych spo­tka­niach gmi­ny.

Kościół pier­wot­ny

W pier­wot­nym Koście­le, podob­nie jak w syna­go­dze, litur­gia była nad­zwy­czaj oszczęd­na w gestach i rytu­ałach. Istot­nym jej pod­mio­tem sta­ją się przede wszyst­kim wyznaw­cy Chry­stu­sa, gro­ma­dzą­cy się w okre­ślo­nym miej­scu. Towa­rzy­szy­ło temu prze­ko­na­nie, że sami chrze­ści­ja­nie są świą­ty­nią Boga – są „domem ducho­wym”[28]. Gło­szo­no, że Bóg nie miesz­ka w świą­ty­ni uczy­nio­nej ludz­ką ręką[29]. Świą­ty­nią zatem były tu nie mury, lecz ucznio­wie Chry­stu­sa, co wyni­ka­ło z zało­żeń doktrynalno‐liturgicznych opie­ra­ją­cych się na zasa­dzie czcze­nia Boga w „duchu i praw­dzie”[30], któ­re były skut­kiem wia­ry i duchowo‐egzystencjalnego świa­dec­twa[31]. Prze­ży­wa­na i pie­lę­gno­wa­na litur­gia chrze­ści­jań­ska była przede wszyst­kim chry­sto­cen­trycz­na, czy­li sku­pia­ła się wokół oso­by Jezu­sa Chry­stu­sa[32] i posia­da­ła cha­rak­ter wybit­nie wspól­no­to­wy, tj. bra­ter­ski[33] oraz – jak twier­dzi ks. Nadol­ski – była „przede wszyst­kim litur­gią domo­wą”[34]. Cen­tral­nym jej punk­tem było uczest­nic­two w uczcie upa­mięt­nia­ją­cej Ostat­nią Wie­cze­rzę Chry­stu­sa z apo­sto­ła­mi[35]. Począt­ko­wo spra­wo­wa­na w połą­cze­niu z „aga­pą” – ucztą miło­ści, następ­nie w wyni­ku nauki Paw­ła[36], zosta­ła wyod­ręb­nio­na jako samo­dziel­ny ryt pole­ga­ją­cy na dzie­le­niu się, tj. „łama­niu chle­ba” i wspól­no­to­wym spo­ży­ciu wina w kon­tek­ście pas­chal­nym[37]. Obok „litur­gii sło­wa” i pamiąt­ki Wie­cze­rzy Pań­skiej [Eucha­ry­stii] w spo­tka­niach zbo­ru prze­ja­wia­ły się rów­nież spon­ta­nicz­nie i emo­cjo­nal­nie prze­ży­wa­ne doświad­cze­nia „pneu­ma­tycz­ne”[38] zwią­za­ne z dostrze­gal­ną mani­fe­sta­cją cha­ry­zma­tów – darów Ducha Świę­te­go[39].Paweł zachę­cał człon­ków wspól­no­ty do czyn­ne­go udzia­łu w litur­gii: „Ducha nie gaście, pro­roctw nie lek­ce­waż­cie. Wszyst­kie­go doświad­czaj­cie, co dobre, tego się trzy­maj­cie”[40].

Toteż pod­czas nabo­żeństw wie­lu zebra­nych, korzy­sta­jąc z darów ducho­wych, „mówi­ło inny­mi języ­ka­mi” [w sen­sie róż­ny­mi][41],„pro­ro­ko­wa­ło”, dzie­li­ło się świa­dec­twem swo­jej wia­ry, obja­wie­niem, nauką, poprzez „mowę mądro­ści”, „mowę wie­dzy”. Modli­twy były impro­wi­zo­wa­ne, swo­bod­nie wyra­ża­ły uczu­cia reli­gij­ne uczest­ni­ków nabo­żeń­stwa. Mia­ły one cha­rak­ter zarów­no „ofiar­ny”, tj. uwiel­bia­ją­cy[42], pokut­ny[43] jak i wsta­wien­ni­czy[44]. Inny­mi sło­wy modli­twa była odpo­wie­dzią jed­nost­ki i wspól­no­ty na zwia­sto­wa­ne „tu i teraz” Sło­wo Boże[45]. Wszyst­ko to było nowym ele­men­tem w sto­sun­ku do prze­bie­gu nabo­żeń­stwa w syna­go­dze. W apo­stol­skim Koście­le litur­gię rozu­mia­no przede wszyst­kim jako zgro­ma­dze­nie wspól­no­ty będą­cej „Cia­łem Chry­stu­sa”, w któ­rej „mani­fe­stu­je się obec­ność Ducha Świę­te­go”, co Paweł wyra­ził w sło­wach: „Cóż tedy, bra­cia? Gdy się scho­dzi­cie, jeden z was słu­ży psal­mem [pie­śnią], inny nauką [mową wie­dzy, mową mądro­ści], inny obja­wie­niem, inny języ­ka­mi, inny ich wykła­dem; wszyst­ko to niech będzie ku zbu­do­wa­niu. Jeśli kto mówi języ­ka­mi, niech to czy­ni dwóch albo naj­wy­żej trzech, i to po kolei, a jeden niech wykła­da; A jeśli by nie było niko­go, kto by wykła­dał, niech mil­czą w zbo­rze, niech mówią samym sobie i Bogu. A co do pro­ro­ków, to niech mówią dwaj albo trzej, a inni niech osą­dza­ją; Lecz jeśli­by ktoś inny z sie­dzą­cych otrzy­mał obja­wie­nie, pierw­szy niech mil­czy. Może­cie bowiem kolej­no wszy­scy pro­ro­ko­wać, aby się wszy­scy cze­goś nauczy­li i wszy­scy zachę­ty dozna­li”[46].

Mamy w tym powyż­szym prze­ka­zie apo­stol­skim obraz wspól­no­ty bra­ter­skiej, świa­do­mej nie tyl­ko swo­ich oso­bi­stych rela­cji z Chry­stu­sem i ocze­ku­ją­cej na żywe Sło­wo[47], ale i swo­jej też roli wobec Zbo­ru, odpo­wie­dzial­no­ści za prze­bieg nabo­żeń­stwa w kon­tek­ście korzy­sta­nia z darów ducho­wych i tym samym wza­jem­ne­go budo­wa­nia się w wie­rze[48]. Pod­czas takie­go spo­tka­nia lokal­nej wspól­no­ty, jak wyni­ka z powyż­sze­go tek­stu, mia­ło miej­sce śpie­wa­nie pie­śni[49], naucza­nie[50], prze­ka­zy­wa­nie obja­wie­nia, któ­rym mogło być ducho­we widze­nie[51], pro­roc­two[52], w koń­cu „mówie­nie róż­ny­mi języ­ka­mi”, jako „znak dla nie­wie­rzą­cych”[53] i ich też wykład[54], będą­cy swo­istą for­mą pro­roc­twa mają­ce­go zwią­zek z obja­wie­niem prawd wia­ry[55] czy ujaw­nie­niem ukry­tych myśli ser­ca zebra­nych[56].

Wpraw­dzie Paweł nie wspo­mi­na w powyż­szym opi­sie prze­bie­gu nabo­żeń­stwa modli­twy wspól­no­to­wej Zbo­ru. Może­my jed­nak przy­jąć, że mia­ła ona miej­sce w opar­ciu o wcze­śniej­sze suge­stie doty­czą­ce korzy­sta­nia w cza­sie modli­twy pod­czas wspól­nych zebrań z daru „modli­twy róż­ny­mi języ­ka­mi”: „Cóż tedy? Będę się modlił duchem, będę się modlił i rozu­mem; będę śpie­wał duchem, będę też śpie­wał i rozu­mem. Bo jeże­li wysła­wiasz Boga w duchu, jak­że zwy­kły wier­ny, któ­ry jest obec­ny, może rzec na two­je dzięk­czy­nie­nie: Amen, sko­ro nie rozu­mie, co mówisz? Ty wpraw­dzie pięk­nie dzię­ku­jesz, ale dru­gi się nie budu­je”[57]. War­to zwró­cić uwa­gę, że Paweł w powyż­szym tek­ście roz­róż­nia poje­dyn­czą i oso­bi­stą modli­twę „duchem” róż­ny­mi języ­ka­mi do Boga[58] i „rozu­mem”, tj. w języ­ku sobie zna­nym od „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” do Zbo­ru[59]. Ta indy­wi­du­al­na modli­twa jed­ne­go z człon­ków wspól­no­ty „duchem i rozu­mem” mia­ła, jak na to wska­zu­je powyż­szy tekst, ści­sły zwią­zek przede wszyst­kim z inte­lek­tu­al­ną i ducho­wą asy­stą jego współ­bra­ci pod­czas wspól­no­to­wej modli­twy całe­go Zbo­ru. Korzy­sta­nie zaś z daru „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” przez oso­bę zwra­ca­ją­cą się za jego pośred­nic­twem do Zbo­ru mia­ło na celu ewen­tu­al­ny wykład tegoż „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi”. To wyod­ręb­nie­nie i roz­róż­nie­nie przez Paw­ła modli­twy „duchem” [róż­ny­mi języ­ka­mi] i „rozu­mem” do Boga od „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” do Zbo­ru ma ści­sły zwią­zek z prak­ty­ką pier­wot­ne­go Kościo­ła, w myśl któ­rej wszy­scy „ochrzcze­ni” [napeł­nie­ni] Duchem Świę­tym chrze­ści­ja­nie w celu budo­wa­nia samych sie­bie mogli i powin­ni „modlić się róż­ny­mi języ­ka­mi” pod­czas oso­bi­stej i indy­wi­du­al­nej modli­twy do Boga[60]. Nie ozna­cza­ło to jed­nak, że wszy­scy „ochrzcze­ni” Duchem mie­li zaraz dar „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” i mogli za jego pośred­nic­twem mówić do Zbo­ru. Na co wska­zu­je naucza­nie Paw­ła: „A Bóg usta­no­wił w koście­le naj­pierw apo­sto­łów, po wtó­re pro­ro­ków, po trze­cie nauczy­cie­li, następ­nie moc czy­nie­nia cudów, potem dary uzdra­wia­nia, nie­sie­nia pomo­cy, kie­ro­wa­nia, róż­ne języ­ki. Czy wszy­scy są apo­sto­ła­mi? Czy wszy­scy pro­ro­ka­mi? Czy wszy­scy nauczy­cie­la­mi? Czy wszy­scy mają moc czy­nie­nia cudów? Czy wszy­scy mają dary uzdra­wia­nia? Czy wszy­scy mówią języ­ka­mi? Czy wszy­scy je wykła­da­ją”[61]? Tekst ten jak i poprzed­nie nie pozo­sta­wia żad­nych wąt­pli­wo­ści, że dla Paw­ła dar „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” do Zbo­ru jest usy­tu­owa­ny obok takich darów jak dar apo­stol­stwa, pro­roc­twa, naucza­nia „prze­ja­wia­ją­cy się w mowie wie­dzy i mądro­ści”[62], czy­nie­nia cudów, uzdra­wia­nia i jest czymś innym od indy­wi­du­al­nej modli­twy „duchem” [róż­ny­mi języ­ka­mi] do Boga.

Kościół insty­tu­cjo­nal­ny, for­ma­li­za­cja prawd wia­ry i litur­gii

Z cza­sem jed­nak z powo­du zacho­dzą­cych prze­mian men­tal­nych, a w kon­se­kwen­cji i dok­try­nal­nych, dostrze­gal­nych już w takich pismach jak Dida­che[63], w kie­run­ku swo­iście poję­te­go w duchu chrze­ści­jań­skim sto­ic­kie­go już asce­ty­zmu, rzym­skie­go pate­ty­zmu, for­muł litur­gicz­nych jak i uze­wnętrz­nia­nia i for­ma­li­zo­wa­nia form poboż­no­ści pole­ga­ją­cych na postach w okre­ślo­nym cza­sie i modli­twach o z góry okre­ślo­nej już tre­ści, for­mo­wa­ła się nowa for­ma litur­gii i poboż­no­ści chrze­ści­jań­skiej poj­mo­wa­nej już w swej isto­cie jako kato­lic­kiej, tj. powszech­nej i dostęp­nej dla ogó­łu wier­nych. Oko­ło 210 roku Hipo­lit, teo­log i autor „Tra­dy­cji apo­stol­skiej” zawie­ra­ją­cej porzą­dek kościel­ny odno­śnie prze­pro­wa­dza­nia „Eucha­ry­stii” wpro­wa­dził for­mu­ły i podział ról w litur­gii na bisku­pa oraz resz­tę wier­nych. Jedy­nie kapłan, bo tak w tym okre­sie zaczę­to już postrze­gać cele­bru­ją­cych Pamiąt­kę Wie­cze­rzy Pańskiej,miał pra­wo według tych instruk­cji zwra­cać się do Boga, resz­cie wier­nych w tym porząd­ku przy­pa­da­ła już tyl­ko wtór­na funk­cja powta­rza­nia i potwier­dza­nia słów bisku­pa[64]. Fabian – Biskup Rzym­ski w 236 roku po obję­ciu urzę­du po bisku­pie Hipo­li­cie poprzez usta­no­wie­nie „niż­szych urzę­dów” spo­śród zaan­ga­żo­wa­nych w litur­gii kościel­nej człon­ków gmi­ny umoc­nił pozy­cje „dia­ko­nów” i „pre­zbi­te­rów” wobec pozo­sta­łych wyznaw­ców Chry­stu­sa. Dia­ko­nom pod­le­ga­li „sub­dia­ko­ni”. „Ako­li­ci” słu­ży­li bisku­pom, „lek­to­rzy” czy­ta­li Pismo w cza­sie nabo­żeń­stwa, „egzor­cy­ści” mie­li za zada­nie wypę­dza­nie demo­nów, zaś „ostia­rio­wie” spra­wo­wa­li nad­zór nad prze­bie­giem nabo­żeń­stwa.

Skut­kiem takie­go roz­dy­spo­no­wa­nia funk­cji, tj. przy­zna­nia pra­wa do udzie­la­nia dóbr ducho­wych w sakra­men­cie[65] jedy­nie upo­waż­nio­nym człon­kom gmi­ny pod­czas litur­gii, było nie tyl­ko ich sfor­ma­li­zo­wa­nie, ale też i unie­waż­nie­nie, biblij­ne­go i repre­zen­to­wa­ne­go jesz­cze przez Justy­na Męczen­ni­ka[66] i Ter­tu­lia­na[67] poglą­du o „powszech­nym kapłań­stwie wier­nych”. Z nabo­żeństw zosta­ło usu­nię­te wszyst­ko to, co mia­ło cha­rak­ter spon­ta­nicz­ny bądź posia­da­ło cechy impro­wi­za­cji i mogło przy­po­mi­nać „świa­to­we rado­ści” koja­rzo­ne przez kate­chu­me­nów [nie­ży­dow­skie­go pochodzenia]ze zna­nym im kul­tem pogań­skim. Zaka­za­no uży­wa­nia instru­men­tów [oprócz kita­ry dopusz­czal­nej na spo­tka­niach domo­wych] na rów­ni z ryt­micz­nym kla­ska­niem i tań­cem, któ­re to ele­men­ty obec­ne w pierw­szych gmi­nach chrze­ści­jań­skich zaczerp­nię­te były z tra­dy­cji Izra­ela i odgry­wa­ły istot­ną rolę w kon­tek­ście wyra­ża­nia uczuć reli­gij­nych i uwiel­bie­nia dla Boga[68]. Zabro­nio­no też pod­czas litur­gii śpie­wać kobie­tom, któ­rym na to pozwa­la­ły jesz­cze w IIIII wie­ku nie­któ­re nur­ty okre­śla­ne jako „here­tyc­kie” w sto­sun­ku do „Kościo­ła domi­nu­ją­ce­go”[69]. Inny­mi sło­wy na sku­tek tych zacho­dzą­cych pro­ce­sów pozo­sta­li uczest­ni­cy spo­tkań litur­gicz­nych zosta­li pozba­wie­ni swo­jej pod­mio­to­wo­ści, któ­ra była isto­tą naucza­nia apo­stol­skie­go i prze­bie­gu pier­wot­nych nabo­żeństw chrze­ści­jań­skich[70] na rzecz for­ma­li­zmu i pato­su reli­gij­ne­go. Nastę­pu­je zatem od dru­giej poło­wy II wie­ku bole­sny i trwa­ły pro­ces wypie­ra­nia, by nie powie­dzieć wręcz usu­wa­nia cha­ry­zma­ty­ków poza tzw. „Wiel­ki Kościół”. Podej­rze­wa­no ich, w kon­tek­ście tych roz­wi­ja­ją­cych się nowych sfor­ma­li­zo­wa­nych form poboż­no­ści i litur­gii, o opę­ta­nie przez sza­ta­na, na sku­tek doświad­cza­nia przez nich tych opi­sa­nych w Biblii i zasy­gna­li­zo­wa­nych już powy­żej rodza­jów zachwy­ce­nia ducho­we­go bądź eks­ta­zy[71], pod­czas któ­rej mówi­li róż­ny­mi języ­ka­mi i wyda­wa­li dziw­ne dźwię­ki pro­ro­ku­jąc prze­ciw­ko zwy­cza­jom kościel­nym, opar­tym na utrwa­lo­nej już w duchu sto­icy­zmu i for­ma­li­zmu rzym­skiej obrzę­do­wo­ści zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nej tra­dy­cji[72].

Wraz z roz­wo­jem tych nowych form litur­gii i prze­kształ­ca­nia się biblij­nych prawd wia­ry w sfor­ma­li­zo­wa­ny sakra­ment jed­no­cze­śnie wzmac­nia­ła się pozy­cja tych usta­no­wio­nych przez Fabia­na dys­po­nen­tów dóbr ducho­wych, któ­rzy zde­cy­do­wa­nie prze­wyż­sza­li nie tyl­ko ran­gą, ale i wie­dzą reli­gij­ną pozo­sta­łych wyznaw­ców Chry­stu­sa. Daw­ne pogań­skie magicz­ne wyobra­że­nia ludu, że kapła­ni są uświę­ce­ni przez pia­sto­wa­nie urzę­du i spra­wo­wa­ne prak­ty­ki reli­gij­ne sta­ło się powszech­ne wśród chrze­ści­jan. Szcze­gól­ną ich pozy­cję wobec pozo­sta­łych wyznaw­ców Chry­stu­sa pod­kre­śla­ły też sza­ty litur­gicz­ne podob­ne do tych, jakie nosi­li rzym­scy urzęd­ni­cy. Tym to spo­so­bem w Koście­le poapo­stol­skim, okre­śla­nym też jako kato­lic­ki [powszech­ny], nastą­pił osta­tecz­ny podział wier­nych na kler[73] i świec­kich – laikat[74].

Przy tym trud­no dziś obwi­niać i oskar­żać poapo­stol­ski jak i nowo­żyt­ny Kościół wyra­ża­ją­cy się obec­nie w roz­ma­itych for­mach poboż­no­ści chrze­ści­jań­skiej o fał­szo­wa­nie nauki Chry­stu­sa, na sku­tek tych natu­ral­nie zacho­dzą­cych prze­obra­żeń doktrynalno‐liturgicznych będą­cych nie­kie­dy skut­kiem nie­uświa­do­mio­ne­go odcho­dze­nia od pier­wot­nych idei nowo­te­sta­men­to­wych Kościo­ła, któ­ry wcho­dząc w rela­cję ze świa­tem zewnętrz­nym, musiał jed­no­cze­śnie spro­stać wyzwa­niom społeczno‐religijnym i poli­tycz­nym jak i nowym potrze­bom ducho­wym wobec tych, któ­rzy tego od nie­go ocze­ki­wa­li jak swe­go cza­su Izra­el od Aaro­na, gdy przyj­ście Moj­że­sza z góry Synaj się opóź­nia­ło[75]. Jest jed­nak bar­dzo wąt­pli­we by jakaś gru­pa ludzi wie­rzą­cych w Jezu­sa z Naza­re­tu – jak zauwa­ża Edmund Lewan­dow­ski – ukształ­to­wa­ła tak wiel­ką for­ma­cję społeczno‐religijną jak Kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki, pra­wo­sław­ny czy pro­te­stanc­ki. Tak jak trud­no też przy­jąć, że nad ewo­lu­cją insty­tu­cjo­nal­nej for­my Kościo­ła czu­wał Duch Świę­ty, bo zbyt dużo błę­dów i nie­pra­wo­ści popeł­nia­li jego wyznaw­cy, papie­że, bisku­pi, pasto­rzy, sobo­ry, syno­dy i epi­sko­pa­ty[76]. Nie tyl­ko prze­cież wyznaw­cy róż­nych odła­mów reli­gii chrze­ści­jań­skiej mor­do­wa­li się nawza­jem poprzez set­ki lat, ale rów­nież „chrze­ści­ja­nie” nale­żą­cy do tego same­go Kościo­ła w sen­sie wyzna­nio­wym i instytucjonalno‐hierarchicznym. I choć zawsze byli zarów­no w sta­ro­żyt­nej, śre­dnio­wiecz­nej, jak i nowo­żyt­nej histo­rii Kościo­ła tacy ludzie jak nie­miec­ki pastor Ditrich Bon­ho­ef­fer (1906–1945), któ­ry zde­cy­do­wa­nie sprze­ci­wiał się nazi­stom[77] czy biskup Geo­r­ge Bell (1883–1958) twier­dzą­cy, że: „Kościół prze­sta­je być Kościo­łem, jeśli zapo­mi­na, że jego człon­ków nale­żą­cych do jed­ne­go naro­du, łączy bra­ter­stwo z człon­ka­mi nale­żą­cy­mi do wszyst­kich naro­dów”[78], jed­nak mimo to z ambon pada­ły nie­kie­dy barw­ne sło­wa nie miesz­czą­ce się w opty­ce ety­ki ewan­ge­licz­nej. „To Bóg wezwał nas na tę woj­nę” – ogło­sił wie­leb­ny Ran­dolph H. McKim w swo­im waszyng­toń­skim koście­le, pod­czas pierw­szej woj­ny świa­to­wej. Inny pastor i pro­fe­sor teo­lo­gii Hen­ry B. Wri­ght zapew­niał żoł­nie­rzy, któ­rzy dosta­wa­li tor­sji pod­czas ćwi­czeń w wal­ce na bagne­ty, że „widział Jezu­sa, jak spo­glą­da na lufę kara­bi­nu i wbi­ja bagnet w cia­ło wro­ga”[79].

Igno­ro­wa­nie tych zasy­gna­li­zo­wa­nych zja­wisk i wyni­ka­ją­cych z nich dwu­znacz­no­ści ide­owych oraz moral­nych w życiu Kościo­ła i spo­łe­czeń­stwa powo­du­je nie tyl­ko szko­dy etycz­ne, ale i ideowo‐społeczne, ponie­waż fał­szu­je rze­czy­wi­sty obraz chrze­ści­jań­stwa i świa­ta, któ­ry jest przede wszyst­kim świa­tem ludzi, nie zaś Boga. Nato­miast poprzez ukry­wa­nie tych dwu­znacz­no­ści i sprzecz­no­ści jakie zacho­dzą mię­dzy nowo­te­sta­men­to­wym Kościo­łem a świa­tem będą­cym raczej czymś, co nazy­wa­my „cywi­li­za­cją chrze­ści­jań­ską”, a nie chrze­ści­jań­stwem w swej isto­cie, pod­wa­ża się wia­rę we wszel­kie moral­ne oce­ny doty­czą­ce zacho­wań ludzi zarów­no w samym Koście­le jak i w spo­łe­czeń­stwie. Powo­du­jąc tym samym bunt czło­wie­ka i jego ate­iza­cję wobec cier­pie­nia i samot­no­ści jed­nost­ki w świe­cie rze­ko­mo „chrze­ści­jań­skim”, któ­ry prze­cież nie kie­ru­je się ewan­ge­licz­ną miło­ścią bliź­nie­go, ale wła­snym inte­re­sem i chę­cią zysku, co jest spra­wą powszech­ną w kon­tek­ście grze­chu Ada­ma[80] i co też wszy­scy uczci­wi i trzeź­wo myślą­cy ludzie widzą i rozu­mie­ją. Dosko­na­łym przy­kła­dem takiej „cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej” jako społeczno‐politycznego bytu jest współ­cze­sny kato­li­cyzm, przez któ­ry obec­nie rozu­mie się Kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki, jego dok­try­nę i litur­gię. Nie włą­cza się jed­nak do tego poję­cia postę­po­wa­nia kato­li­ków, ich spo­so­bu myśle­nia i sty­lu życia. To wszyst­ko bowiem zwy­kło się okre­ślać mia­nem „kato­lic­ko­ści” – reli­gij­no­ści ludo­wej albo „kul­tu­ry kato­lic­kiej”. Wyod­ręb­nie­nie tej stre­fy z poję­cia kato­li­cy­zmu jest w ostat­nich latach postu­la­tem wie­lu czo­ło­wych ide­olo­gów Kościo­ła rzym­skie­go. Pozwa­la to uwal­niać Kościół od odpo­wie­dzial­no­ści za postę­po­wa­nie kato­li­ków, któ­re prze­cież jest uwa­run­ko­wa­ne roz­ma­ity­mi czyn­ni­ka­mi, a nie tyl­ko naucza­niem Kościo­ła[81].

Świa­do­mość tych zja­wisk ma dla nas i dzi­siaj istot­ne zna­cze­nie w związ­ku z tym, że tego typu pro­ce­sy nadal mają miej­sce, z tą tyl­ko róż­ni­cą, że doty­czą one już współ­cze­snych wspól­not pro­te­stanc­kich w ogó­le[82], ale i też tych wywo­dzą­cych się ide­owo i histo­rycz­nie z tzw. „alter­na­tyw­nej refor­ma­cji” bądź, jak chcą nie­któ­rzy, „dru­giej refor­ma­cji”[83]. Jaskra­wym tego przy­kła­dem w pol­skim nur­cie wspól­not o cha­rak­te­rze „ewan­ge­licz­nym” i „zie­lo­no­świąt­ko­wym”[84] jest wyło­nio­ny z roz­wią­za­ne­go w 1987 roku Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go[85] – Kościół Zie­lo­no­świąt­ko­wy w RP, któ­ry przy­jął struk­tu­rę epi­sko­pal­ną, co jest według nie­któ­rych obser­wa­to­rów „ewe­ne­men­tem w ska­li świa­to­wej”[86].

Zja­wi­skiem poprze­dza­ją­cym ten pro­ces prze­obra­żeń prze­ja­wia­ją­cy się w postę­pu­ją­cej hie­rar­chi­za­cji i for­ma­li­za­cji życia ducho­we­go, obok wie­lu czyn­ni­ków natu­ry teo­lo­gicz­nej, ducho­wej i społeczno‐politycznej, było stop­nio­we odcho­dze­nie całe­go pol­skie­go nur­tu wspól­not o cha­rak­te­rze „ewangeliczno‐zielonoświątkowym”[87] od tra­dy­cyj­nej w tych spo­łecz­no­ściach for­my prze­bie­gu nabo­żeń­stwa mniej lub bar­dziej nawią­zu­ją­ce­go w swym porząd­ku do litur­gii nowo­te­sta­men­to­wej[88]. To zaś impli­ko­wa­ło zmia­ny w ducho­wo­ści i poboż­no­ści człon­ków tych wspól­not oraz postę­pu­ją­ce odcho­dze­nie od „ewan­ge­licz­nej pra­cy u pod­staw” zarów­no pod­czas prze­ka­zy­wa­nia prawd wia­ry w prze­bie­gu nabo­żeń­stwa lokal­ne­go zbo­ru jak i w ewan­ge­li­za­cji na rzecz „zame­ry­ka­ni­zo­wa­nej” for­my litur­gii o cha­rak­te­rze estra­do­wym i wido­wi­sko­wym. Litur­gii mają­cej nie tyle wpły­nąć na zmia­nę życia i pogłę­bie­nie rela­cji z Bogiem, co na popra­wę samo­po­czu­cia jed­nost­ki w kon­tek­ście zaspo­ko­je­nia jej doznań este­tycz­nych i emo­cjo­nal­nych. Wymow­nym potwier­dze­niem skut­ków jej oddzia­ły­wa­nia jest treść ape­lu jaki wysto­so­wał jeden z jego czo­ło­wych przy­wód­ców i pre­zbi­te­rów Kazi­mierz Sosul­ski do pasto­rów cen­tral­ne­go okrę­gu „Kościo­ła Zie­lo­no­świąt­ko­we­go w RP” 22 listo­pa­da 2000 roku, w któ­rym z nie­po­ko­jem stwier­dził, że: „Współ­cze­sne maso­we ewan­ge­li­za­cje prze­bu­dze­nio­we »pro­du­ku­ją« coraz wię­cej pseu­do odro­dzo­nych chrze­ści­jan. Moż­na już wręcz mówić o poja­wie­niu się rze­szy »nomi­nal­nych zie­lo­no­świąt­kow­ców lub cha­ry­zma­ty­ków«”[89].

Istot­nym ele­men­tem tego postę­pu­ją­ce­go pro­ce­su degra­da­cji ewan­ge­licz­nych prawd wia­ry we współ­cze­snym nur­cie pro­te­stan­ty­zmu „ewangeliczno‐zielonoświątkowego” jest nie­od­po­wie­dzial­na kate­chi­za­cja dzie­ci pocho­dzą­cych z rodzin wie­rzą­cych. Ich przy­na­leż­ność do Kościo­ła w dużym stop­niu ma zwią­zek z przy­wią­za­niem do tra­dy­cji i kul­tu­ry ducho­wej okre­ślo­nej deno­mi­na­cji wyzna­nio­wej prze­ka­zy­wa­nej im przez rodzi­ców. Tym samym chrzest w wie­ku doj­rza­łym nie jest już dla nich, jak dla ich ojców, aktem wia­ry i nawró­ce­nia, lecz raczej swe­go rodza­ju reli­gij­ną ini­cja­cją, prze­kro­cze­niem jakie­goś pro­gu w kon­tek­ście reli­gij­nej edu­ka­cji w ramach kate­che­zy w szkół­ce nie­dziel­nej. To zaś obok tole­ran­cji wobec powierz­chow­ne­go prze­ży­cia ducho­we­go pod­czas maso­wych ewan­ge­li­za­cji jak i nie­uwzględ­nia­nia woli oraz zaan­ga­żo­wa­nia się jed­nost­ki w kon­tek­ście ponie­sie­nia kosz­tów pój­ścia za Chry­stu­sem[90] przy­czy­nia się do kształ­to­wa­nia spe­cy­ficz­nej „cha­ry­zma­tycz­nej”, by nie powie­dzieć „zie­lo­no­świąt­ko­wej”, nowej poboż­no­ści ode­rwa­nej od real­ne­go codzien­ne­go życia, peł­nej unie­sień emo­cjo­nal­nych jak i egzal­ta­cji reli­gij­nej w duchu „ewan­ge­lii suk­ce­su” i „pozy­tyw­ne­go wyzna­nia”. Tym samym są oni w dużej więk­szo­ści poza ducho­wy­mi i teo­lo­gicz­ny­mi war­to­ścia­mi ewangeliczno‐zielonoświątkowymi jakie wyzna­wa­li ich ojco­wie i twór­cy tych wspól­not[91]. To zaś umoż­li­wia na bazie i w ramach tych wspól­not powsta­wa­nie i roz­wój „nowe­go ruchu reli­gij­ne­go”, kształ­tu­ją­ce­go się w pro­ce­sie postę­pu­ją­ce­go wzro­stu liczeb­ne­go wyni­ka­ją­ce­go z fak­tu, że w obręb wia­ry i przy­na­leż­no­ści do okre­ślo­ne­go Kościo­ła wcho­dzi się już przez uro­dze­nie bądź na sku­tek powierz­chow­ne­go doświad­cze­nia reli­gij­ne­go mają­ce­go przede wszyst­kim pod­ło­że emo­cjo­nal­ne, nato­miast ele­ment oso­bi­ste­go wybo­ru, zma­ga­nia się z samym sobą jak i z Bogiem oraz poszu­ki­wa­nia praw­dy, zosta­je siłą rze­czy w toku zacho­dzą­cych prze­obra­żeń zarów­no w prze­bie­gu litur­gii jak i w bra­ku pod­sta­wo­we­go naucza­nia zupeł­nie zepchnię­ty na dru­gi plan. Toteż na sku­tek tych zacho­dzą­cych zmian zwią­za­nych z roz­ro­stem liczeb­nym w wyni­ku maso­wych ewan­ge­li­za­cji oraz natu­ral­ne­go przy­ro­stu w obrę­bie okre­ślo­ne­go wyzna­nia, zmian nie­wąt­pli­wie też ana­lo­gicz­nych do tych jakie mia­ły miej­sce w Koście­le poapo­stol­skim już od II wie­ku, wspól­no­ty te siłą rze­czy two­rzą już w znacz­nym stop­niu for­mę Kościo­ła poko­le­nio­we­go w złym sło­wa tego zna­cze­niu.

Inny­mi sło­wy chrze­ści­jań­stwo, jakie obec­nie zna­my i jest nam dostęp­ne w swej zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nej, nomi­nal­nej i zewnętrz­nej for­mie, jest w dużym stop­niu dzie­dzic­twem i wytwo­rem „cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej” bądź też prze­ja­wem tzw. „kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej”, a nie owo­cem bez­po­śred­nie­go naucza­nia apo­stol­skie­go i życia z Chry­stu­sem. W tym i kul­tu­ry cha­rak­te­ry­stycz­nej rów­nież dla wspól­not o cha­rak­te­rze „bap­ty­stycz­nym”[92], „ewan­ge­licz­nym” czy „zie­lo­no­świąt­ko­wym”. Kul­tu­ry nie­wąt­pli­wie ana­lo­gicz­nej w swej isto­cie do tej zna­nej nam i ist­nie­ją­cej już w naszym kra­ju rzym­sko­ka­to­lic­kiej, pra­wo­sław­nej czy ewan­ge­lic­kiej [lute­rań­skiej i kal­wiń­skiej]. Cechą zaś cha­rak­te­ry­stycz­ną każ­dej „kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej”, zatem i kul­tu­ry „ewangeliczno‐zielonoświątkowej”, jest to, że „oswa­ja” ona Boga na ludz­ki uży­tek. Ina­czej mówiąc, myśli o Bogu w jej uję­ciu nie róż­nią się od myśli o rze­czach docze­snych, wystę­pu­ją one jak­by na tym samym pozio­mie war­to­ści. W świe­cie „kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej” wia­ra prze­ka­zy­wa­na jest przede wszyst­kim poprzez spo­sób zacho­wa­nia się i myśle­nia, oby­cza­je, obrzę­dy, for­my pre­zen­ta­cji zaczerp­nię­tej nie­kie­dy „ze świa­ta”, takie jak „mar­sze dla Jezu­sa”, dni modli­twy, kon­fe­ren­cje, aga­py syl­we­stro­we i wigi­lij­ne czy też roz­ma­ite wystę­py sce­nicz­ne, kon­cer­ty „muzy­ki chrze­ści­jań­skiej” itp. środ­ki będą­ce w kon­tek­ście teo­lo­gii biblij­nej swe­go rodza­ju współ­cze­snym „wozem fili­styń­skim”, na któ­rym to „Lud Boży” usi­łu­je wieźć „chwa­łę Bożą” naśla­du­jąc pogan nie zna­ją­cych Boga[93].

Tym­cza­sem jak twier­dzi kato­lic­ki duchow­ny i publi­cy­sta Jan Andrzej Kło­czow­ski: „Wia­ra nie jest z kul­tu­ry lecz z łaski i dla­te­go kato­li­cyzm »otwar­ty« [tj. poso­bo­ro­wy] bar­dzo moc­no pod­kre­śla oso­bo­wy, a więc indy­wi­du­al­ny, nie tyl­ko wspól­no­to­wy wymiar wia­ry, poję­tej jako zawie­rze­nie Bogu i Jego Sło­wu. Doko­nu­je się ono nie tyl­ko na zasa­dzie udzia­łu w kościel­nej zbio­ro­wo­ści, ale tak­że w tajem­ni­cy samot­nej wię­zi z Bogiem, inny­mi sło­wy – w tajem­ni­cy wol­no­ści”[94]. Takie doświad­cza­nie i prze­ży­wa­nie chrze­ści­jań­stwa nie jest niczym zaska­ku­ją­cym, jeśli spoj­rzy­my na to z punk­tu widze­nia myśli­cie­la zaan­ga­żo­wa­ne­go, czło­wie­ka, któ­re­mu nie wystar­czy do życia zasta­ny stan rze­czy, będą­cy udzia­łem jego ojców i dzia­dów. Histo­rycz­nym, kul­tu­ro­wym jak i ide­owym przy­kła­dem tego zja­wi­ska może tu być dostrze­gal­ny we wcze­sno­hel­le­ni­stycz­nym pań­stwie podział reli­gii na dwa nur­ty: jaw­ny i taj­ny. Pierw­szy cha­rak­te­ry­zo­wał się tym, że był kul­tem obo­wiąz­ko­wym, naka­za­nym przez pra­wo lub tra­dy­cję. Uczest­nic­two w nim wią­za­ło się z przy­na­leż­no­ścią do okre­ślo­nej gmi­ny oby­wa­tel­skiej. Dru­gi miał cha­rak­ter wta­jem­ni­cze­nia, zaspa­ka­ja­ją­ce­go potrze­bę czło­wie­ka na oso­bi­sty kon­takt z bóstwem oraz potrze­bę wie­dzy, któ­ra mia­ła dać mu odpo­wiedź na pod­sta­wo­we pyta­nia: Kim jest czło­wiek i dokąd zmie­rza[95]?



[14] F. Zna­niec­ki, Socjo­lo­gia wycho­wa­nia, War­sza­wa 1973, t. 1, s. 76.

[15] Por. J. Kel­ler, Chrze­ści­jań­stwo pier­wot­ne, Opo­zy­cja i here­zje, Kato­li­cyzm, Pra­wo­sła­wie, Pro­te­stan­tyzm, [w:] J. Kel­ler, W. Kotań­ski, W. Tyloch, B. Kupis, Zarys dzie­jów reli­gii, War­sza­wa 1988; M. Simon, Cywi­li­za­cja wcze­sne­go chrze­ści­jań­stwa, War­sza­wa 1992; H. Cam­pen­hau­sen, Ojco­wie Kościo­ła, War­sza­wa 1967; E. Wip­szyc­ka, Kościół w świe­cie póź­ne­go anty­ku, War­sza­wa 1994; J. W. Kowal­ski, Chrze­ści­jań­stwo, War­sza­wa 1988; F. W. Deich­mann, Arche­olo­gia chrze­ści­jań­ska, War­sza­wa 1994; P. John­son, Histo­ria chrze­ści­jań­stwa, Gdańsk 1993; J. N.D. Kel­ly, Począt­ki dok­try­ny chrze­ści­jań­skiej, War­sza­wa 1988; Ks. B. Nadol­ski, Litur­gia, t. 1, Litur­gia fun­da­men­tal­na, Poznań 1989; J. J. Danie­lou, Teo­lo­gia Jude­ochrze­ści­jań­ska przed sobo­rem nicej­skim, Kra­ków 2002.

[16] Pneu­ma­tycz­ny [z gr. pneu­ma – tchnie­nie życia, powiew, wiatr, natchnie­nie, duch]. Mowa tu o ludziach będą­cych w zachwy­ce­niu bądź pod sil­nym natchnie­niem Ducha, pod­czas któ­re­go doświad­cza­li wstrzą­sów cia­ła i pro­ro­ko­wa­li lub też mówi­li róż­ny­mi języ­ka­mi [1Sam. 10:6, 9–11; 1Kor. 14:2, 4, 14–16, 26–28, 39]. Oso­by doświad­cza­ją­ce zachwy­ce­nia nie były jak suge­ru­ją nie­któ­rzy w eks­ta­zie, tj. w jakimś sta­nie ode­rwa­nym od miej­sca i cza­su, na co wska­zu­je treść naucza­nia apo­stol­skie­go, z któ­re­go jed­no­znacz­nie wyni­ka, że oso­ba posia­da­ją­ca okre­ślo­ny dar ducho­wy [cha­ry­zmat] korzy­sta z nie­go przy uży­ciu swo­jej woli i świa­do­mie.

[17] Cha­ry­zmat [z gr. cha­ri­sma – szcze­gól­ny dar łaski]. 1Kor. 12:1–2, 4–11.

[19] Por. J. W. Kowal­ski, Chrze­ści­jań­stwo, War­sza­wa 1988, s. 61.

[20] Biskup [z gr. doglą­da­ją­cy], w zna­cze­niu biblij­nym jeden z pre­zbi­te­rów, odpo­wie­dzial­ny za stan ducho­wy lokal­ne­go zbo­ru jako prze­wod­ni­czą­cy i koor­dy­nu­ją­cy pra­cę pozo­sta­łych pre­zbi­te­rów, two­rzą­cych kole­gial­ny ośro­dek decy­zyj­ny. Okre­śle­nia biskup i pre­zbi­ter są w Biblii uży­wa­ne zamien­nie [Dz.Ap. 20:17, 28; Tyt. 1:5, 7].

[21] Dia­kon [z gr. słu­ga], pier­wot­nie byli to męż­czyź­ni „peł­ni ducha”, wyrę­cza­ją­cy apo­sto­łów w usłu­dze przy sto­łach i wspie­ra­ją­cy ich w gło­sze­niu Sło­wa, powo­ła­ni z ich ini­cja­ty­wy przez wspól­no­tę jero­zo­lim­ską [Dz.Ap. 6:2–6, 8–10; 8:26, 29–30]. Dia­ko­ni peł­ni­li kole­gial­nie rolę star­szych w zbo­rze jero­zo­lim­skim i tym samym byli pre­kur­so­ra­mi [poprzed­ni­ka­mi] urzę­du i funk­cji póź­niej­szych pre­zbi­te­rów, któ­rzy poja­wi­li się na sku­tek roz­wo­ju kościo­ła poza Jero­zo­li­mą. Dia­kon w dru­giej poło­wie I wie­ku będąc jed­nym z pre­zbi­te­rów peł­nił już wśród nich wyod­ręb­nio­ną i okre­ślo­ną funk­cję. Na ogół był odpo­wie­dzial­ny za dzia­łal­ność cha­ry­ta­tyw­ną „przy sto­łach” i asy­sto­wał w służ­bie bisku­pa, nie­kie­dy też zastę­pu­jąc go jeśli zaszła taka potrze­ba [1Tym. 3:1–2, 8, 13].

[22] Pre­zbi­ter [z gr. star­szy], nie cho­dzi tu o star­szych wie­kiem, lecz o doj­rza­łych ducho­wo męż­czyzn cie­szą­cych się auto­ry­te­tem i zaufa­niem pozo­sta­łych człon­ków spo­łecz­no­ści, two­rzą­cych ośro­dek decy­zyj­ny lokal­ne­go zbo­ru.

[23] Zasa­da suk­ce­sji apo­stol­skiej w kon­tek­ście dok­try­ny Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go budzi­ła i budzi kon­tro­wer­sje wśród chrze­ści­jan. Pole­ga na legi­ty­mi­za­cji urzę­du prze­ka­zy­wa­ne­go w pro­stej linii przez Pio­tra, według nie­któ­rych myśli­cie­li chrze­ści­jań­skich pomi­ja naukę apo­stol­ską odwo­łu­ją­cą się do suk­ce­sji Ducha Świę­te­go [Dz.Ap. 20:28; Efez. 4:11–16]. Metro­po­li­ta moskiew­ski Fila­ret nauczał, że jedy­ną gło­wą Kościo­ła jest Jezus Chry­stus. Według nie­go ska­ła, na któ­rej zbu­do­wa­ny jest Kościół, to nie Piotr, ale jego wyzna­nie wia­ry: „Tyś jest Chry­stus”. Jed­ność kościo­ła nie ma cha­rak­te­ru jury­dycz­ne­go ani admi­ni­stra­cyj­ne­go. Kościół nie jest insty­tu­cją, ale „żyją­cym orga­ni­zmem praw­dy i miło­ści” [Efez 1:22–23; Efez 4:7; Efez 4:11–16; Dz.Ap. 13:1; Dz.Ap. 20:28; 1Tym 5:17–18; Dz.Ap. 6:1–6]. Podob­ny pogląd wyra­żał kato­lic­ki teo­log Miko­łaj z Kuzy na sobo­rze w Bazy­lei w 1433 r. Por. ks. Sz. Wło­dar­ski, W. Tarow­ski, Kościo­ły chrze­ści­jań­skie, War­sza­wa 1968, s. 225; J. N.D. Kel­ly, Począt­ki dok­try­ny chrze­ści­jań­skiej, War­sza­wa 1988., s. 38, 39; M. Simon, Cywi­li­za­cja wcze­sne­go chrze­ści­jań­stwa, War­sza­wa 1992., s. 174, 359.

[24] Ter­min „syna­go­ga” w języ­ku grec­kim ozna­cza „zgro­ma­dze­nie ludzi” i pocho­dzi od hebraj­skie­go sło­wa „kahał” – „Lud Boga”, „zgro­ma­dze­nie Pana”, co ozna­cza­ło szcze­gól­nie w dia­spo­rze zarów­no poboż­nych Żydów modlą­cych się i prze­strze­ga­ją­cych Tory [dro­ga, wska­zów­ka] jak i gmi­nę z jej budyn­ka­mi i sys­te­mem admi­ni­stra­cji wewnętrz­nej. W naszym krę­gu kul­tu­ro­wym syna­go­ga jako budy­nek była okre­śla­na nie­kie­dy sło­wem „bóż­ni­ca”. Jej począt­ków nale­ży szu­kać naj­praw­do­po­dob­niej już w okre­sie nie­wo­li babi­loń­skiej bądź po powro­cie Żydów z nie­wo­li do Jero­zo­li­my pod przy­wódz­twem kapła­na i pisa­rza Ezdra­sza oraz zarząd­cy Nehe­mia­sza. Dzię­ki tole­ran­cyj­ne­mu edyk­to­wi kró­la Per­sji Cyru­sa Wiel­kie­go w 538 r. p.n.e. jak i aktyw­no­ści reli­gij­nej Żydów w samej zie­mi Izra­ela oraz poza nią roz­wi­ja się „sys­tem syna­gog”, tj. domów modli­twy, w któ­rych czy­ta­ne były pisma Sta­re­go Testa­men­tu – Biblii hebraj­skiej [Ezdr. 1:1–11; Neh. 2:11–18; 8:1–8]. Tym samym obok świą­ty­ni w Jero­zo­li­mie odbu­do­wa­nej przez powra­ca­ją­cych z nie­wo­li babi­loń­skiej Żydów i wzno­wie­nia skła­da­nia w niej ofiar naka­za­nych przez Pra­wo Moj­że­sza, syna­go­ga była dru­gim co do zna­cze­nia miej­scem kul­tu Jah­we w Izra­elu i poza jego gra­ni­ca­mi po „nie­wo­li babi­loń­skiej”. Tora [dro­ga, wska­zów­ka] sło­wo tłu­ma­czo­ne jako „Pra­wo” spi­sa­ne w pię­ciu pierw­szych księ­gach Moj­że­sza, wcho­dzą­cych w skład Biblii hebraj­skiej.

[25] Prezbi­ter [z gr. star­szy], funk­cje tą na ogół peł­ni­li rabi­ni [nauczy­cie­le] jako prze­ło­że­ni syna­go­gi i wraz z pozo­sta­ły­mi uczo­ny­mi w piśmie, two­rzy­li ośro­dek decy­zyj­ny lokal­nej syna­go­gi – Radę star­szych – na wzór san­he­dry­nu, tj. Wyso­kiej Rady, będą­cej po upad­ku monar­chii sta­ro­żyt­ne­go Izra­ela z linii Dawi­da naj­waż­niej­szą insty­tu­cją religijno‐polityczną Żydów po nie­wo­li babi­loń­skiej, mają­cą upraw­nie­nia religijno‐administracyjne i sądow­ni­cze. W jej skład wcho­dzi­ło sie­dem­dzie­się­ciu jeden człon­ków, głow­nie przed­sta­wi­cie­li zna­nych rodów ary­sto­kra­tycz­nych i kapłań­skich oraz uzna­ni rabi­ni [ucze­ni w piśmie]. Prze­wod­ni­czą­cym san­he­dry­nu obli­ga­to­ryj­nie [z urzę­du] był zawsze arcy­ka­płan peł­nią­cy aktu­al­nie służ­bę w świą­ty­ni Jero­zo­lim­skiej.

[26] Archont (z gr.) tytuł urzęd­ni­ka w Ate­nach w sta­ro­żyt­nej Gre­cji.

[34] Ks. B. Nadol­ski, Litur­gia, t. 1, Litur­gia fun­da­men­tal­na, Poznań 1989, s. 32

[38] Pneu­ma­tycz­ny (z gr. pneu­ma – tchnie­nie życia, powiew, wiatr, natchnie­nie, duch).

[39] Cha­ry­zmat (z gr. cha­ri­sma – szcze­gól­ny dar łaski). Jan 14:16–17; 16:7–14; 1Kor. 12:1–2, 4–11

[41] W niniej­szej pre­zen­ta­cji w odnie­sie­niu do daru „mówie­nia języ­ka­mi” będzie­my uży­wa­li okre­śle­nia „róż­ne języ­ki” zamiast naj­czę­ściej spo­ty­ka­ne­go w wie­lu publi­ka­cjach ter­mi­nu „inne języ­ki”, któ­ry to ter­min wbrew temu co czy­ta­my w Piśmie świę­tym może suge­ro­wać i być rozu­mia­ny przez czy­tel­ni­ków nie zna­ją­cych Biblii jako „inne języ­ki” w zna­cze­niu nie­zna­ne zupeł­nie, w ogó­le, a nie jako „róż­ne” w kon­tek­ście wie­lo­ści i róż­no­rod­no­ści mowy ludz­kiej bądź aniel­skiej i tym samym nie­zro­zu­mia­łej dla postron­nych na sku­tek nie­zna­jo­mo­ści okre­ślo­ne­go języ­ka. Przy tym ten biblij­ny dar „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” okre­śla­ny jest przez nie­któ­rych współ­cze­snych bada­czy nie­zbyt traf­nie i wbrew nowo­te­sta­men­to­wym prze­ka­zom [Dz.Ap. 2:4–11; 1Kor. 14:22–23] ter­mi­nem „glo­so­la­lia”, któ­ry defi­nio­wa­ny jest naj­czę­ściej jako swo­isty rodzaj mowy nie­ar­ty­ku­ło­wa­nej, będą­cej języ­kiem duszy, oso­by doświad­cza­ją­cej reli­gij­nej eks­ta­zy. Inny­mi sło­wy ten biblij­ny dar „mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi” w rozu­mie­niu wie­lu współ­cze­snych ludzi nie jest w swej isto­cie w ogó­le żad­ną mową posia­da­ją­cą skład­nie cha­rak­te­ry­stycz­ną dla języ­ka jakim posłu­gu­ją się ludzie uży­wa­ją­cy inte­lek­tu, ale poto­kiem nie­zro­zu­mia­łych i nie­ar­ty­ku­ło­wa­nych słów, któ­re wypo­wia­da­ją ludzie będą­cy w sta­nie eks­ta­zy. Zob. Glo­so­la­lia, Eks­ta­za [w:] Prak­tycz­ny Słow­nik Biblij­ny, pod redak­cja A. Grabner‐Haidera, prze­ło­żył T. Miesz­kow­ski, P. Pach­cia­rek, War­sza­wa 1995. Por. R. Ulon­ska, Dary Ducha Świę­te­go, teo­ria i prak­ty­ka, Kra­ków 1987; G. D. Kin­na­man, Pyta­nia, któ­re zada­jesz, Kra­ków 1992; J. L. Sher­rill, Oni mówią inny­mi języ­ka­mi, wydaw­nic­two „Cre­do” dla Pola­ków we Fran­cji; D. Gee, Dary Ducha, a Służ­ba Kościel­na, prze­kład zbio­ro­wy, pod red. Jan Toł­wiń­ski, War­sza­wa 1970.

[63] Dida­che [z gr. — nauka, naucza­nie] — „Nauka dwu­na­stu apo­sto­łów”, jest zbio­rem naka­zów moral­nych, modlitw, prze­pi­sów litur­gicz­nych i zarzą­dzeń orga­ni­za­cyj­nych dla wspól­not chrze­ści­jań­skich, spo­rzą­dzo­nym przez ano­ni­mo­we­go auto­ra, praw­do­po­dob­nie w Syrii zachod­niej, naj­praw­do­po­dob­niej pod koniec I wie­ku, choć nie­któ­rzy bada­cze prze­su­wa­ją czas powsta­nia Dida­che do III wie­ku. Opi­su­je obrzęd chrztu, post tygo­dnio­wy, codzien­ną recy­ta­cję „Ojcze Nasz” i modli­twy eucha­ry­stycz­ne. Jest świa­dec­twem postę­pu­ją­cych zamian jakie zacho­dzi­ły w litur­gii Kościo­ła poapo­stol­skie­go w sto­sun­ku do cha­ry­zma­tycz­nej tra­dy­cji apo­stol­skiej spi­sa­nej Nowym Testa­men­cie. Por. J.M. Szy­mu­siak SJ, ks. M. Sta­ro­wiey­ski, „Słow­nik wcze­sno­chrze­ści­jań­skie­go piśmien­nic­twa”, Poznań 1971, s. 118.

[64] „Biskup [dzię­ki skła­da­jąc] mówi: Pan z wami. A wszy­scy niech powie­dzą: I z duchem two­im. Biskup: W górę ser­ca. Wszy­scy: Mamy je wznie­sio­ne ku Panu. Biskup: Dzię­ki skła­daj­my Panu. Wszy­scy: god­ne to i spra­wie­dli­we”. Cyt. za: B. Mokrzyc­ki, Dro­ga chrze­ści­jań­skie­go wta­jem­ni­cze­nia, War­sza­wa 1983, s. 445.

[65] Sakra­ment [z łac. sacra­men­tum — przy­się­ga, uro­czy­ste zobo­wią­za­nie, obiet­ni­ca]. W zna­cze­niu teo­lo­gicz­nym zewnętrz­ny i widzial­ny znak ducho­wej, wewnętrz­nej i nie­wi­dzial­nej łaski Bożej, wyra­ża­ny w okre­ślo­nym sło­wie, geście, rycie, tj. czyn­no­ściach obrzędowo‐rytualnych, któ­re jeśli weź­mie­my pod uwa­gę zna­cze­nie sło­wa sacra­men­tu są for­mą widzial­ne­go i sły­szal­ne­go zobo­wią­za­nia oraz obiet­ni­cy. Przez „sły­szal­ne zobo­wią­za­nie” nie nale­ży rozu­mieć dźwię­ku wypo­wia­da­ne­go pod nosem [mam­ro­ta­nia] czy reguł­ki wypo­wia­da­nej uro­czy­ście przez cele­bran­sa wobec wszyst­kich, któ­ra ma oddzia­ły­wać jak magicz­ne zaklę­cie, lecz przede wszyst­kim zwia­sto­wa­ne Sło­wo wia­ry [Rzym. 10:8; 1Kor. 11:26] lub modli­twę dzięk­czyn­ną i kon­se­kru­ją­cą Kościo­ła [1Kor. 11:24]. Przy tym woda, wino czy chleb same w sobie nie posia­da­ją żad­nej mocy by oczy­ścić nasze ser­ca, już św. Augu­styn mawiał, że: „gdy nie ma sło­wa, woda jest tyl­ko żywio­łem”. Zatem mocą sakra­men­tu w rozu­mie­niu biblij­nym jest przede wszyst­kim ofia­ra Chry­stu­sa i „Sło­wo wia­ry, któ­re gło­si­my” [Rzym. 10:8], samo tyl­ko obmy­cie wodą czy spo­ży­cie chle­ba i wina, nic nie daje jeśli gło­szo­ne Sło­wo Boże nie dzia­ła na uczest­ni­ka aktu sakra­men­tal­ne­go przez wia­rę w asy­ście Ducha [Jan 6:63; 16:13–14; Dz.Ap. 15:8–9]. Kościół poapo­stol­ski z cza­sem sfor­ma­li­zo­wał znak sakra­men­tu nada­jąc mu moc samą w sobie poprzez zasa­dę „ex ope­re ope­ra­to”. Zasa­da „ex ope­re ope­ra­to” zosta­ła ofi­cjal­nie usank­cjo­no­wa­na w kon­tek­ście podzia­łu Zachod­nie­go Kościo­ła na rzymsko‐katolicki i pro­te­stanc­ki na sobo­rze try­denc­kim w XVI wie­ku w celu wzmoc­nie­nia pozy­cji kle­ru. Zakła­da­ła ona, że akty litur­gicz­ne, będą­ce widzial­nym zna­kiem łaski Bożej, są sku­tecz­ne i waż­ne, jeśli są wyko­ny­wa­ne przez upo­waż­nio­ne­go kapła­na zgod­nie z pra­wem kano­nicz­nym, nie­za­leż­nie od jego oso­bi­stej posta­wy moral­nej. Skut­ki ducho­we takie­go aktu w litur­gii nie są też zależ­ne od posta­wy moral­nej oso­by go otrzy­mu­ją­cej np. chrzest czy komu­nię jeśli przyj­mo­wa­ła go ona od kapła­na wyświę­co­ne­go zgod­nie z pra­wem kano­nicz­nym. Osta­tecz­nie więc zna­ki litur­gicz­ne w zna­cze­niu tej zasa­dy dzia­ła­ją w spo­sób auto­ma­tycz­ny i są for­mą admi­ni­stro­wa­na łaska­mi boski­mi, któ­re dzia­ła­ją jako pewien rodzaj mecha­ni­zmu magicz­ne­go, któ­ry jest zawsze sku­tecz­ny, ile­kroć funk­cjo­nu­je w zgo­dzie z prze­pi­sa­mi kościel­ny­mi. Zasa­da ta zapew­nia­ła i zapew­nia nie­ty­kal­ność dla apa­ra­tu kościel­ne­go wobec kry­ty­ki ze stro­ny wier­nych. Pozwa­la­ła też roz­pra­wić się z wszel­ki­mi pró­ba­mi pod­wa­że­nia pra­wo­moc­no­ści kapłań­stwa, w takim zna­cze­niu, jak usta­no­wi­ła go hie­rar­chia kościel­na, ponie­waż pra­wo­moc­ność kapłań­stwa wypły­wa z okre­ślo­nych kry­te­riów pra­wa kościel­ne­go, nie zaś z moral­nych czy cha­ry­zma­tycz­nych pre­dys­po­zy­cji cele­bran­ta. Gwa­ran­to­wa­ła rów­nież łatwość uzy­ski­wa­nia przez wier­nych odpo­wied­nich łask, za pomo­cą zewnętrz­nych rytu­ałów poza doświad­cze­niem ich tre­ści w duchu.

[66] Justyn Męczen­nik [ok. 100–165 r.], filo­zof, naj­wy­bit­niej­szy z apo­lo­ge­tów [ide­owych obroń­ców] chrze­ści­jań­skich. „Pisze sam o sobie, że pra­gnąc poznać praw­dę zgła­szał się do róż­nych szkół filo­zo­ficz­nych. Był u sto­ików, pery­pa­te­ty­ków [uczniów Ary­sto­te­le­sa], pita­go­rej­czy­ków, pla­to­ni­ków, ale nic go nie mogło zado­wo­lić. Dopie­ro pew­ne­go razu, prze­cho­dząc się po wybrze­żu spo­tkał tajem­ni­cze­go star­ca, któ­ry skie­ro­wał jego myśl ku praw­dzie zawar­tej w pismach Pro­ro­ków ST”. Będąc wędrow­nym nauczy­cie­lem zało­żył szko­łę w Rzy­mie, gdzie w 165 roku za swo­ją bez­względ­ną kry­ty­kę mito­lo­gii pogań­skiej zosta­je ścię­ty wraz z sze­ścio­ma swo­imi towa­rzy­sza­mi. Por. J.M. Szy­mu­siak SJ, ks. M. Sta­ro­wiey­ski, „Słow­nik wcze­sno­chrze­ści­jań­skie­go piśmien­nic­twa”, Poznań 1971, s. 239.

[67] Ter­tu­lian [155–220], czło­wiek o wni­kli­wym i potęż­nym umy­śle, bez­kom­pro­mi­so­wy, żar­li­wy poszu­ki­wacz praw­dy, jako pisarz łaciń­ski wywarł ogrom­ny wpływ na litur­gicz­ny i teo­lo­gicz­ny język Kościo­ła Zachod­nie­go, pod­da­wał kry­ty­ce związ­ki Kościo­ła z filo­zo­fią grec­ką, prak­ty­kę odpusz­cza­nia nie­któ­rych grze­chów przez bisku­pów, tyl­ko w ogra­ni­czo­nym zakre­sie uzna­wa­ny jest za ojca Kościo­ła z powo­du przy­stą­pie­nia w 207 roku do Kościo­ła mon­ta­ni­stów.

[69] Por. Uwe Bern­ste­in, Wcze­sne chrze­ści­jań­stwo i wcze­sne śre­dnio­wie­cze, [w:] Kro­ni­ka chrze­ści­jań­stwa, War­sza­wa 1998, s. 52

[71] [4Moj. 11:24–25; 1Sam. 10:1, 5–7, 9–13; Mat. 11:16–19; Dz.Ap. 2:4–8, 12–13]. Eks­ta­za [z gr. odda­le­nie z miej­sca, sza­leń­stwo], stan zachwy­tu, unie­sie­nia, bar­dzo inten­syw­ne­go prze­ży­cia, szcze­gól­nie reli­gij­ne­go. Oso­by będą­ce pod natchnie­niem ducha, doświad­cza­ją­ce biblij­nych prze­żyć pneu­ma­tycz­nych, takich jak pro­ro­ko­wa­nie, mówie­nia róż­ny­mi języ­ka­mi nie są w jakimś sta­nie ode­rwa­nym od rze­czy­wi­stej świa­do­mo­ści, miej­sca i cza­su, na co też wska­zu­ją nie tyl­ko doświad­cze­nie ludzi ochrzczo­nych [zanu­rzo­nych] w Duchu, ale i treść naucza­nia apo­stol­skie­go z któ­re­go jed­no­znacz­nie wyni­ka, że oso­ba posia­da­ją­ca okre­ślo­ny dar, korzy­sta z nie­go świa­do­mie [1Kor. 14:2, 4, 14–16, 26–28, 39].

[72] Por. E. Wip­szyc­ka, Kościół w świe­cie póź­ne­go anty­ku, War­sza­wa 1994, s. 17, 127.

[73] Kler, [łac. cle­rus, gr. kléros – los] ogół ducho­wień­stwa w danym pań­stwie, Koście­le posia­da­ją­cy w kon­tek­ście hie­rar­chii okre­ślo­ne świę­ce­nia i stop­nie.

[74] Laik, (z łac. laicus – świec­ki, z gr. laikós – ludo­wy). Czło­wiek nie zna­ją­cy się na danej rze­czy, dyle­tant. Moż­li­we, że „niko­la­ici” [nike — zwy­cię­stwo, laik – nie zna­ją­cy się na rze­czy], o któ­rych z nie­chę­cią wypo­wia­da się Jezus w Apo­ka­lip­sie [Obj. 2:6, 15–16] są wła­śnie tymi nie odro­dzo­ny­mi ducho­wo ludź­mi, któ­rzy obok „kąko­lu” zaczę­li sta­no­wić już w tym okre­sie coraz to więk­szą nie­kom­pe­tent­ną i bier­ną masę gmin chrze­ści­jań­skich, któ­ra jako nie odro­dzo­na ducho­wo wno­si­ła na grunt Kościo­ła pogań­skie oby­cza­je i w ich kon­tek­ście też inter­pre­to­wa­ła i poj­mo­wa­ła praw­dy wia­ry.

[76] E. Lewan­dow­ski, Obli­cza reli­gii chrze­ści­jań­skiej, Łódź 1987, s. 71.

[77] Ditrich Bon­ho­ef­fer twier­dził, że „Kościół tyl­ko wte­dy sta­je się Kościo­łem, kie­dy ist­nie­je dla tych, któ­rzy pozo­sta­ją poza nim”, wyzna­wał więc „bez­wa­run­ko­wą powin­ność Kościo­ła wobec ofiar każ­de­go sys­te­mu spo­łecz­ne­go, nawet jeże­li nie nale­żą do wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej”.

[78] Cyt. za: N. Davies, Euro­pa, Kra­ków 2002, s. 980.

[79] P. John­son, Histo­ria Chrze­ści­jań­stwa, Gdańsk 1993, s. 613–614.

[81] Por. J. Kel­ler, Kato­li­cyzm, [w:] J. Kel­ler, W. Kotań­ski, W. Tyloch, B. Kupis, Zarys dzie­jów reli­gii, War­sza­wa 1988, s. 628.

[82] Pro­te­stan­tyzm obok kato­li­cy­zmu i pra­wo­sła­wia jest jed­ną z form wyra­ża­nia wia­ry w Chry­stu­sa jaka zosta­ła nada­na (ukształ­to­wa­na) w pro­ce­sie histo­rycz­nym reli­gii chrze­ści­jań­skiej. Samo sło­wo „pro­te­stan­tyzm” pocho­dzi od „pro­te­sta­cji”, tj. pro­te­stu sta­nów Rze­szy na Reich­sta­gu w Spi­rze 1529 roku prze­ciw­ko cesar­skie­mu zaka­zo­wi upo­wszech­nia­nia dok­tryn refor­ma­tor­skich, któ­re mia­ły zwią­zek z wcze­śniej­szym wystą­pie­niem w 1517 r. kato­lic­kie­go księ­dza i dok­to­ra teo­lo­gii Mar­ci­na Lutra, któ­re przy sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach poli­tycz­nych umoż­li­wi­ło pro­ces nie­za­leż­ne­go od papie­stwa sze­ro­kie­go ruchu powro­tu do ide­ałów pier­wot­ne­go chrze­ści­jań­stwa opar­te­go na Piśmie świę­tym. Tym samym pod tym poję­ciem kry­ją się wszyst­kie Kościo­ły i wspól­no­ty chrze­ści­jań­skie roz­wi­ja­ją­ce się poza struk­tu­ra­mi insty­tu­cjo­nal­ny­mi Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i pra­wo­sław­ne­go. Pro­te­stan­tyzm nie two­rzy ide­owo i orga­ni­za­cyj­nie jed­no­li­te­go wyzna­nia jak kato­li­cyzm czy pra­wo­sła­wie. Toteż po tym poję­ciem kry­ją się wszyst­kie współ­cze­sne chrze­ści­jań­skie Kościo­ły bądź wspól­no­ty wyzna­nio­we wywo­dzą­ce się zarów­no z tzw. „pierw­szej refor­ma­cji” two­rzą­ce już w XVI w. upań­stwo­wio­ne Kościo­ły o cha­rak­te­rze angli­kań­skim, lute­rań­skim i kal­wiń­skim jak i wspól­no­ty tzw. „dru­giej refor­ma­cji” zwią­za­nej z ide­ami zarów­no czter­na­sto­wiecz­nych lol­lar­dów, pięt­na­sto­wiecz­nych husy­tów i szes­na­sto­wiecz­nych współ­cze­snych Lutro­wi ana­bap­ty­stów czy spi­ry­tu­ali­stów. Refor­ma­cji zatem w zasa­dzie „alter­na­tyw­nej” bo prze­bie­ga­ją­cej jak­by rów­no­le­gle do tej „pierw­szej” [lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej], wobec któ­rej była ona z grun­tu opo­zy­cyj­na. Dopie­ro na sku­tek postę­pu cywi­li­za­cyj­ne­go i wzro­stu tole­ran­cji reli­gij­nej wspól­no­ty nawią­zu­ją­ce zarów­no do ide­ałów ww. szes­na­sto­wiecz­nych ana­bap­ty­stów, spi­ry­tu­ali­stów czy też roz­wi­ja­ją­cych się w angli­kań­skim Koście­le pury­tan uzy­ska­ły w ramach państw wyzna­nio­wych kato­lic­kich i pro­te­stanc­kich sta­tus „wol­nych Kościo­łów” mają­cych cha­rak­ter „ewan­ge­licz­ny” [ewan­ge­li­kal­ny] bądź też z począt­kiem XX wie­ku „ewangeliczno‐zielonoświątkowy”. Pod­sta­wą tych wszyst­kich wspól­not pro­te­stanc­kich było jesz­cze do lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia uzna­nie Biblii za jedy­ne źró­dło wia­ry i tym samym odrzu­ce­nie poza­bi­blij­nej obrzę­do­wo­ści i tra­dy­cji rzym­sko­ka­to­lic­kiej oraz pra­wo­sław­nej; powszech­ne kapłań­stwo wier­nych, odpusz­cze­nie grze­chów z łaski Boga; duża samo­dziel­ność gmin (Zborów‐ para­fii) i pra­wo wol­ne­go zrze­sza­nia się.

[83] Poprzez „alter­na­tyw­ną” czy też „dru­gą refor­ma­cję” rozu­mie się ogół ruchów reli­gij­nych, któ­re wywo­dzą się gene­tycz­nie z trzech naj­więk­szych zrze­szeń refor­ma­cyj­nych, tzw. „pierw­szej refor­ma­cji”: lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej bądź też przez wstrząs tej „pierw­szej refor­ma­cji” obu­dzo­ne zosta­ły do duchowo‐teologicznego życia zwra­ca­jąc się prze­ciw powsta­ją­cym kościo­łom pro­te­stanc­kim tej „pierw­szej refor­ma­cji”, zarzu­ca­jąc im poło­wicz­ność, nie­kon­se­kwen­cję i kom­pro­mis ze świa­tem na obsza­rze teo­lo­gii czy też w zakre­sie oby­cza­jów, życia reli­gij­ne­go i życia poli­tycz­ne­go. Do głów­nych form tej „dru­giej refor­ma­cji” roz­wi­ja­ją­cych się rów­no­le­gle wobec tej „pierw­szej” lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej nale­żał przede wszyst­kim ana­bap­tyzm [z gr. ana­bap­ti­smos – powtór­ny chrzest] i spi­ry­tu­alizm [z łac. spi­ri­tus — tchnie­nie, duch], a następ­nie meno­ni­ci. Zarów­no ana­bap­tyzm jak i spi­ry­tu­alizm to wie­lo­po­sta­cio­we ruchy wyzna­nio­we będą­ce w opo­zy­cji do Kościo­ła kato­lic­kie­go jak i do insty­tu­cjo­na­li­zu­ją­cych się form refor­my lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej, tzw. „lewe skrzy­dło”, któ­re pod­ję­ło wysił­ki rekon­struk­cji pier­wot­ne­go, praw­dzi­we­go chrze­ści­jań­stwa, zdo­mi­no­wa­ne pra­gnie­niem „rady­kal­nej refor­my” Kościo­ła i sto­sun­ków spo­łecz­nych. Pra­gnie­nie to usi­ło­wa­no reali­zo­wać roż­ny­mi spo­so­ba­mi np. w posta­ci krót­ko­trwa­łe­go „ana­bap­ty­zmu libe­ra­li­stycz­ne­go” czy „poko­jo­we­go ana­bap­ty­zmu ewan­ge­licz­ne­go”, ale też zwią­za­ne­go z prze­mo­cą „ana­bap­ty­zmu apo­ka­lip­tycz­ne­go” [woj­ny chłop­skie w Niem­czech]. Ogól­nie rzecz jed­nak ujmu­jąc ana­bap­ty­ści i spi­ry­tu­ali­ści gło­si­li odwró­ce­nie się od świa­ta, nie­chęć do służ­by woj­sko­wej, skła­da­nia przy­się­gi, sto­so­wa­nia prze­mo­cy (kary śmier­ci). Nowo­chrz­czeń­cy, tj. ana­bap­ty­ści według wie­lu bada­czy przed­mio­tu jako pierw­si (w jak naj­bar­dziej oso­bi­stym inte­re­sie) gło­si­li idee tole­ran­cji reli­gij­nej i tym samym ode­gra­li istot­ną rolę w jej upo­wszech­nie­niu, cze­go też skut­kiem był stop­nio­wy pro­ces roz­dzia­łu Kościo­ła od pań­stwa. Spi­ry­tu­ali­ści dodat­ko­wo pod­kre­śla­li cha­ry­zma­tycz­ny cha­rak­ter funk­cji, tj. urzę­dów we wspól­no­cie peł­nej Ducha Świę­te­go, wol­ność od zewnętrz­nych form rytu­al­nych w litur­gii na rzecz wewnętrz­ne­go ducho­we­go prze­ży­cia. Meno­ni­ci zaś to ruch bio­rą­cy swą nazwę od nie­zmor­do­wa­ne­go i ener­gicz­ne­go dzia­ła­cza reli­gij­ne­go Men­no Sim­mon­sa, któ­ry w 1536 roku, po porzu­ce­niu kościel­ne­go urzę­du w Koście­le kato­lic­kim, sta­je się ana­bap­ty­stą. Men­no Sim­mons w odróż­nie­niu jed­nak od wie­lu mu współ­cze­snych myśli­cie­li ana­bap­ty­stycz­nych i spi­ry­tu­ali­stycz­nych kładł więk­szy nacisk na prak­tycz­ne zor­ga­ni­zo­wa­nie gmi­ny reli­gij­nej tu i teraz niż na spra­wy czy­sto teo­lo­gicz­ne. Toteż poglą­dy jego nie róż­ni­ły się jakoś szcze­gól­nie i nie odbie­ga­ły też od upo­wszech­nio­nych już idei ana­bap­ty­stów czy spi­ry­tu­ali­stów. Nego­wał on przede wszyst­kim pre­de­sty­na­cję, uzna­wał Nowy Testa­ment za jedy­ną regu­łę życia i wia­ry, odrzu­cał auto­ma­tycz­ne dzia­ła­nie sakra­men­tów zwłasz­cza chrztu i wie­cze­rzy, uzna­wał zakaz przy­się­gi i uży­wa­nia mie­cza w ogó­le, w tym i wobec inno­wier­ców [kace­rzy]. Jed­nak jego idea kościo­ła, była już nie­co inna, samo znie­sie­nie sta­nu duchow­ne­go [kapłań­stwa w rozu­mie­niu rzym­sko­ka­to­lic­kim] nie ozna­cza­ło dla nie­go znie­sie­nia gmi­ny jako takiej. Inny­mi sło­wy chrze­ści­jań­stwo według Men­na Sim­mon­sa nie koń­czy się na indy­wi­du­al­nej odpo­wie­dzial­no­ści każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na z osob­na przed Bogiem, jak uwa­ża­li spi­ry­tu­ali­ści, ale reali­zu­je się w nie­hie­rar­chicz­nej wspól­no­cie chrze­ści­jan, cał­ko­wi­cie wol­nej jed­nak od wpły­wu wspól­no­ty świec­kiej. Kościół praw­dzi­wy w tym rozu­mie­niu, jest bier­ną nega­cją insty­tu­cji spo­łecz­nych i życia świec­kie­go, for­mą kolek­tyw­nej eman­cy­pa­cji war­to­ści reli­gij­nych od pań­stwa. Men­no zale­cał posłu­szeń­stwo admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, pła­ce­nie podat­ków, itp. rze­czy, ale uwa­żał jed­no­cze­śnie, że nale­ży powstrzy­my­wać się od peł­nie­nia świec­kich urzę­dów i służ­by woj­sko­wej. Ta zasa­da oddzie­le­nia Kościo­ła od pań­stwa zakła­da­ła jed­nak akcep­ta­cję i ist­nie­nie pew­nej gru­py ludzi, któ­rzy jako okre­ślo­na zbio­ro­wość mogą kon­ty­nu­ować cha­ry­zma­tycz­ne war­to­ści, mimo, że war­to­ści takie nie są zwią­za­ne z poszcze­gól­ny­mi jed­nost­ka­mi wyróż­nio­ny­mi ze wzglę­du na spe­cjal­ne funk­cje w owej wspól­no­cie. Ta kon­cen­tra­cja wszyst­kich wysił­ków Men­na wokół gmi­ny i nacisk na jej zna­cze­nie jak i rolę jaką ona odgry­wa w kon­tek­ście zba­wie­nia, bar­dzo wcze­śnie spo­wo­do­wa­ły reak­cje ze stro­ny anty­kon­fe­syj­nie [wyzna­nio­wo] nasta­wio­nych spi­ry­tu­ali­stów w ruchu ana­bap­ty­stycz­nym, reak­cje te sta­ły się przy­czy­ną postę­pu­ją­cych sece­sji i wyod­ręb­nie­nia się samo­dziel­nych gmin meno­nic­kich. To zaś siłą rze­czy nasu­wa­ło nie­od­par­te pyta­nie: Czy jaka­kol­wiek zbio­ro­wość kościel­na [wyzna­nio­wa] ma pra­wo uwa­żać się za jedy­nie praw­dzi­wy Kościół Chry­stu­sa, z wyłą­cze­niem innych? Do póź­niej­szych zaś grup wię­cej lub mniej nawią­zu­ją­cych ide­owo do tej szes­na­sto­wiecz­nej „alter­na­tyw­nej dru­giej refor­ma­cji” zali­cza się takie ruchy reli­gij­ne jak pury­ta­nizmmeto­dyzm, któ­re powsta­ły w ramach Kościo­ła angli­kań­skie­go czy też jak pie­tyzm roz­wi­ja­ją­cy się w łonie Kocio­ła lute­rań­skie­go. Ojcem pie­ty­zmu obok Jaku­ba Boeh­me (1575–1624), szew­ca ze Zgo­rzel­ca na Łuży­cach, kry­ty­ku­ją­ce­go skost­nie­nie, sfor­ma­li­zo­wa­nie i kle­ry­ka­li­za­cję lute­ra­ni­zmu był nie­wąt­pli­wie pro­fe­sor uni­wer­sy­te­tu w Hal­le Filip Spen­ner (1635–1705), któ­ry jako kazno­dzie­ja podob­nie jak Jakub Boeh­me, sprze­ci­wiał się od 1669 roku powierz­chow­nej i sfor­ma­li­zo­wa­nej poboż­no­ści lute­rań­skiej, opo­wia­da­jąc się za koniecz­no­ścią „czy­stej wia­ry”. Pod wpły­wem Jeana de Laba­die (1610–1674) byłe­go jezu­ity, wyświę­co­ne­go w 1639 roku na księ­dza, któ­ry następ­nie został pasto­rem Kościo­ła refor­mo­wa­ne­go i po zło­że­niu tego urzę­du w 1669 roku zało­żył wła­sną gmi­nę w Amster­da­mie gło­sząc „nowo­na­ro­dze­nie z Ducha”, Spen­ner zakła­dał „col­le­gia pie­tas” – gru­py poboż­no­ścio­we, w któ­rych wier­ni spo­ty­ka­li się celem pogłę­bie­nia wie­dzy biblij­nej i umoc­nie­nia wia­ry. Spo­so­bem uzdro­wie­nia Kościo­ła lute­rań­skie­go według Spen­ne­ra mia­ła być oso­bi­sta, aktyw­na reli­gij­ność każ­de­go wier­ne­go, opar­ta na modli­twie, samo­dziel­nym stu­dio­wa­niu Biblii i wypeł­nia­niu dobrych uczyn­ków wyni­ka­ją­cych z jej codzien­nej lek­tu­ry. Pie­ty­ści, podob­nie jak szes­na­sto­wiecz­ni ana­bap­ty­ści i spi­ry­tu­ali­ści, opo­wia­da­li się za wyeks­po­no­wa­niem roli, jaką odgry­wa indy­wi­du­al­na, wewnętrz­na reli­gij­ność, gło­si­li „nowo­na­ro­dze­nie w Duchu Świę­tym” odwo­łu­jąc się do tre­ści Nowe­go Testa­men­tu, przy­wią­zy­wa­li więk­szą wagę do auten­tycz­no­ści wia­ry niż do jej „orto­dok­sji”, tj. pra­wo­wier­no­ści dogma­tycz­nej i rytualno‐obrzędowej, opo­wia­da­li się też za rygo­ry­zmem moral­nym zbli­żo­nym do pury­ta­ni­zmu (od łac. purus – czy­sty), któ­ry był ana­lo­gicz­ną do pie­ty­zmu w lute­ra­ni­zmie reak­cją na swo­bo­dę i upa­dek oby­cza­jów w Koście­le angli­kań­skim epo­ki kró­lo­wej Elż­bie­ty I (1558–1603). Z tej to pury­tań­skiej doktrynalno‐moralnej opo­zy­cji w angli­kań­skim Koście­le, wyro­sły prze­ję­te w póź­niej­szym okre­sie przez ich ide­owych spad­ko­bier­ców cha­rak­te­ry­stycz­ne dla nie­któ­rych współ­cze­snych grup zasa­dy doktrynalno‐moralne takie jak: świę­ce­nie nie­dzie­li na wzór biblij­ne­go sza­ba­tu, odrzu­ce­nie teatru, tań­ca i kul­tu­ry świec­kiej jako pocho­dzą­cej z „ducha tego świa­ta”, dopro­wa­dza­jąc w nie­któ­rych przy­pad­kach do „dok­try­nal­ne­go obsku­ran­ty­zmu” obec­ne­go i dzi­siaj w wie­lu nur­tach chrze­ści­jań­skich wspól­not. Pury­ta­nizm, jako ruch refor­ma­cyj­ny w okre­sie wojen domo­wych i reli­gij­nych w Anglii, stał się koleb­ką opo­zy­cji reli­gij­nej prze­ciw angiel­skie­mu Kościo­ło­wi pań­stwo­we­mu, któ­ry ujaw­nił się w XVII w. w ide­olo­gii kon­gre­ga­cjo­na­li­stów i inde­pen­den­tów, a następ­nie ewan­ge­li­kal­nych chrze­ści­jan, któ­rzy podob­nie jak pury­ta­nie odrzu­ca­jąc Kościół pań­stwo­wy, doma­ga­li się auto­no­mii dla poszcze­gól­nych gmin wyzna­nio­wych. Meto­dyzm zaś roz­wi­nął się w trak­cie maso­we­go oży­wie­nia reli­gij­ne­go w Wiel­kiej Bry­ta­nii, koja­rzo­ne­go z nazwi­skiem angli­kań­skie­go pasto­ra Joh­na Wesley’a (1703–1791), któ­ry w 1738 roku pod­czas kaza­nia i roz­mo­wy z zało­ży­cie­lem osa­dy Her­rn­hut (Straż Pań­ska) na Łuży­cach sku­pia­ją­cej dysy­den­tów reli­gij­nych (mię­dzy inny­mi bra­ci cze­skich, ana­bap­ty­stów, spi­ry­tu­ali­stów i schwenck­fel­dy­stów) Miko­ła­jem von Zizen­dor­fem prze­żył nawró­ce­nie i od tej chwi­li stał się kazno­dzie­ją „reli­gii ser­ca”. Istot­ne dla dok­try­ny Wesley’a było świa­do­me, kon­tro­lo­wa­ne dąże­nie do uświę­ce­nia spe­cjal­ny­mi meto­da­mi wyra­ża­ją­cy­mi się czte­re­ma stop­nia­mi pro­wa­dzą­cy­mi do zba­wie­nia: uspra­wie­dli­wie­niem, odro­dze­niem, prze­świad­cze­niem Ducha Świę­te­go i uświę­ce­niem. Uspra­wie­dli­wie­nie osią­ga­ło się poprzez wia­rę, odro­dze­nie doko­ny­wa­ło się przez chrzest, prze­świad­cze­nie było owo­cem wewnętrz­nie prze­ży­tej reli­gii i dopro­wa­dza­ło do zba­wie­nia oraz sta­łe­go uzdro­wie­nia duszy. Ide­owy­mi spad­ko­bier­ca­mi i kon­ty­nu­ato­ra­mi tych powy­żej zasy­gna­li­zo­wa­nych prą­dów dok­try­nal­nych byli „ewan­ge­li­kal­ni chrze­ści­ja­nie” wyod­ręb­nia­ją­cy się jako „wol­ne Kościo­ły” z Kościo­ła angli­kań­skie­go jak i dwu­dzie­sto­wiecz­ni „zie­lo­no­świąt­kow­cy” wywo­dzą­cy się z meto­dy­stycz­nych grup uświę­ce­nia. Ich zaś odpo­wied­ni­kiem w Euro­pie były wspól­no­ty powsta­ją­ce na sku­tek roz­wi­ja­ją­ce­go się ruchu pie­ty­stycz­ne­go w ramach Kościo­ła lute­rań­skie­go jak i prze­ni­ka­nia też na sta­ry kon­ty­nent z USA i Anglii tych „ewa­ge­li­kal­nych” idei. W Pol­sce wspól­no­ty nawią­zu­ją­ce do idei „dru­giej refor­ma­cji” zarów­no tych pie­ty­stycz­nych jak i „ewan­ge­li­kal­nych” na ogół okre­śla­ły się ter­mi­nem „ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie” bądź „zie­lo­no­świąt­kow­cy”, któ­rych to idee na począt­ku XX wie­ku stop­nio­wo prze­ni­ka­ły zarów­no ruch pie­ty­stycz­ny na Ślą­sku Cie­szyń­skim jak i ten „ewan­ge­licz­ny” roz­wi­ja­ją­cy się w cen­tral­nej i wschod­niej Pol­sce przed odzy­ska­niem nie­pod­le­gło­ści oraz w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Znacz­na część tych wschod­nich ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan, któ­rzy zna­leź­li się w gra­ni­cach Pol­ski po I woj­nie świa­to­wej była pokło­siem rosyj­skie­go prze­bu­dze­nia zwią­za­ne­go z przy­by­ciem i osie­dle­niem się na połu­dniu Rosji w XVIII w. nie­miec­kich meno­ni­tów, któ­rzy zatrud­nio­nym z róż­nych stron Rosji w swo­ich gospo­dar­stwach chło­pom rosyj­skim i ukra­iń­skim na tzw. „biblij­nych godzi­nach” prze­ka­zy­wa­li ewan­ge­licz­ne praw­dy wia­ry. Ci zaś po zakoń­cze­niu robót polo­wych i powro­cie do swo­ich miejsc zamiesz­ka­nia urzą­dza­li w swo­ich domach podob­ne „biblij­ne godzi­ny” gło­sząc Sło­wo Boże. W ten to spo­sób w róż­nych miej­sco­wo­ściach Rosji powsta­wa­ły nowe ośrod­ki nowo­na­ro­dzo­nych chrze­ści­jan. Nawró­co­nych [odro­dzo­nych] meno­ni­tów i pra­wo­sław­nych Rosjan powszech­nie nazy­wa­no „sztun­dy­sta­mi” od nie­miec­kie­go sło­wa „die Stun­den”, co ozna­cza „godzi­ny”. Dru­gim istot­nym ośrod­kiem roz­po­wszech­nia się idei nowo­te­sta­men­to­wych w Rosji obok „sztun­dy­stów”, była dzia­łal­ność angiel­skie­go ewan­ge­li­kal­ne­go kazno­dziei, byłe­go ofi­ce­ra i uczest­ni­ka woj­ny Krym­skiej Lor­da G. Red­stoc­ka [1833–1913] w Peters­bur­gu. Na sku­tek jego dzia­łal­no­ści głów­nie wśród ary­sto­kra­cji rosyj­skiej nawró­ci­li się twór­cy i dzia­ła­cze ruchu ewan­ge­licz­ne­go w Rosji, były ofi­cer armii car­skiej w stop­niu puł­kow­ni­ka Wasi­lij A. Pasz­kow i Baron Modest M. Korf. W odróż­nie­niu od Lor­da Red­stoc­ka, Wasi­lij Pasz­kow na zebra­niach orga­ni­zo­wa­nych w swo­im domu i nie tyl­ko prze­ma­wiał po rosyj­sku, co znacz­nie posze­rzy­ło krąg słu­cha­czy. Z cza­sem „red­sto­kow­cy” i „pasz­kow­cy” jak nazy­wa­no pier­wot­nie tych ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan nawią­za­li kon­tak­ty ze „sztun­dy­sta­mi” na Ukra­inie i bap­ty­sta­mi na Kau­ka­zie. W 1884 roku w Peters­bur­gu odbył się pierw­szy zjazd zjed­no­cze­nio­wy tych ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan „pasz­kow­ców”, „sztun­dy­stów”, bap­ty­stów i bra­ci meno­ni­tów. Ter­min „ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie” w warun­kach pol­skich jest grą słów mają­cą na celu odróż­nia­nie „ewan­ge­lic­kich chrze­ści­jan” tzw. „pierw­szej refor­ma­cji” [lute­rań­skiej i kal­wiń­skiej] od wspól­not i kon­ty­nu­ato­rów tej „dru­giej, alter­na­tyw­nej refor­ma­cji” sku­pia­ją­cej przede wszyst­kim ludzi nowo­na­ro­dzo­nych i ochrzczo­nych w wie­ku doj­rza­łym. Por. G. Den­zler, C. Andre­sen, Lek­sy­kon histo­rii kościo­ła, War­sza­wa 2005; J. W. Kowal­ski, Pro­te­stan­tyzm, [w:] J. Kel­ler, W Kotań­ski, W. Tylach, B. Kupis, Zarys dzie­jów reli­gii, War­sza­wa 1988; G. Wąs, Kaspar von Schwenck­feld, Myśl i dzia­łal­ność do 1534 roku, Wro­cław 2005; L. Koła­kow­ski, Świa­do­mość reli­gij­na i więź kościel­na, Stu­dia nad chrze­ści­jań­stwem bez­wy­zna­nio­wym sie­dem­na­ste­go wie­ku, War­sza­wa 1965; L. Szen­de­row­ski, Ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie, Ruch odrodzeniowo‐reformatorski w histo­rycz­nym Koście­le chrze­ści­jań­skim. Rys histo­rycz­ny XIXXX w., War­sza­wa 1982.

[84] Okre­śle­nie „zie­lo­no­świąt­kow­cy”, według reli­gio­znaw­cy Zbi­gnie­wa Paska, odno­si się nie tyl­ko do pro­te­stanc­kich „wol­nych Kościo­łów” tzw. „kla­sycz­nych zie­lo­no­świąt­kow­ców”, ale do grup modli­tew­nych powsta­łych w latach 60‐tych w kościo­łach nie‐zielonoświątkowych. Tym samym nurt ten obej­mu­je w sen­sie ide­owym swy­mi wpły­wa­mi więk­szość wyznań tra­dy­cyj­nych, takich jak: kato­li­cyzm, pra­wo­sła­wie i pro­te­stan­tyzm, two­rząc swe­go rodza­ju ruch prze­kra­cza­ją­cy ramy jed­ne­go wyzna­nia. W swym fun­da­men­tal­nym, pier­wot­nym zna­cze­niu odwo­ły­wał się on do nowo­te­sta­men­to­wych tre­ści doty­czą­cych cha­ry­zma­tycz­ne­go prze­ży­cia ducho­we­go, okre­śla­ne­go w nowo­te­sta­men­to­wej ter­mi­no­lo­gii jako „chrzest (zanu­rze­nie) w Duchu Świę­tym”, mani­fe­stu­ją­ce­go się pod­czas modli­twy przez oso­by doświad­cza­ją­ce tego reli­gij­ne­go prze­ży­cia „mówie­niem inny­mi języ­ka­mi”. Poprzez swo­ją spon­ta­nicz­ność reli­gij­ną i ideę doświad­cze­nia cha­ry­zma­tów, tj. darów Ducha Świę­te­go („mowę mądro­ści”, „mowę wie­dzy”, „pro­ro­ko­wa­nie”, „audy­cje”, „widze­nia”, „mówie­nie inny­mi języ­ka­mi”), któ­re były obec­ne w chrze­ści­jań­stwie przez całą jego histo­rię, przy­wró­cił on z począt­kiem XX wie­ku pier­wot­ny i cha­ry­zma­tycz­ny cha­rak­ter Kościo­ła we współ­cze­snym zhie­rar­chi­zo­wa­nym i zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nym chrze­ści­jań­stwie. Ruch zie­lo­no­świąt­ko­wy, o czym nale­ży pamię­tać, powsta­wał w ramach wspól­not meto­dy­stycz­nych, tzw. grup uświę­ce­nio­wych, a w Pol­sce roz­wi­jał się w nur­cie zbo­rów „ewan­ge­licz­nych” i w ramach grup pie­ty­stycz­ne­go Kościo­ła lute­rań­skie­go, będą­cych pokło­siem tzw. „dru­giej refor­ma­cji”. Sama nazwa ruchu zie­lo­no­świąt­ko­we­go pocho­dzi od żydow­skie­go świę­ta Dnia Zie­lo­nych Świąt obcho­dzo­ne­go w pięć­dzie­siąt dni od Pas­chy, w któ­rym to według Dzie­jów Apo­stol­skich ucznio­wie Chry­stu­sa doświad­czy­li zesła­nia obie­ca­ne­go im Ducha Świę­te­go, mani­fe­stu­ją­ce­go się wła­śnie „mówie­niem inny­mi języ­ka­mi”, któ­re to zesła­nie w myśl kla­sycz­nej dok­try­ny zie­lo­no­świąt­ko­wej czer­pa­nej z całe­go kon­tek­stu Nowe­go Testa­men­tu jest skut­kiem zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa i tym samym naro­dze­niem się Ludu Nowe­go Przy­mie­rza — Kościo­ła. Zie­lo­no­świąt­kow­cy, obok tre­ści zaczerp­nię­tych z nur­tu ewan­ge­licz­ne­go, gło­szą tzw. trzy­eta­po­wą dro­gę zba­wie­nia, któ­ra uzna­je pomię­dzy nawró­ce­niem się, tj. nowo­na­ro­dze­niem zapie­czę­to­wa­nym chrztem wod­nym w wie­ku doj­rza­łym, a „chrztem w Duchu Świę­tym”, cią­gły też pro­ces uświę­ce­nia się poprzez poku­tę jako odręb­ny etap, tj. znak łaski na tzw. dro­dze zba­wie­nia. W lite­ra­tu­rze przed­mio­tu, nie­za­leż­nie od tego, któ­re z dok­tryn tzw. „dru­giej refor­ma­cji”, tj. ana­bap­ty­stycz­nych, spi­ry­tu­ali­stycz­nych czy purytańsko‐pietystycznych domi­nu­ją w danej wspól­no­cie, związ­ku reli­gij­nym czy nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cych „Zbo­rach domo­wych”, na sku­tek odwo­ły­wa­nia się ich do reli­gij­ne­go doświad­cze­nia pierw­szych uczniów Jezu­sa w Dniu Zie­lo­nych Świąt uży­wa się w sto­sun­ku do nich ter­mi­nu „zie­lo­no­świąt­kow­cy”. Wystę­pu­ją też obok tego ter­mi­nu inne nazwy na okre­śle­nie tego spo­so­bu prze­ży­wa­nia chrze­ści­jań­stwa, takie jak „ruch pen­te­ko­stal­ny”, tj. pięć­dzie­siąt­ni­cy czy „ruch cha­ry­zma­tycz­ny”. To ostat­nie okre­śle­nie w warun­kach pol­skich na ogół odno­si się do dzia­ła­ją­ce­go w ramach Kościo­ła kato­lic­kie­go tzw. „Cha­ry­zma­tycz­ne­go Ruchu Odno­wy w Duchu Świę­tym”. W Pol­sce ruch zie­lo­no­świąt­ko­wy, roz­wi­ja­ją­cy się od począt­ku dwu­dzie­ste­go wie­ku kształ­to­wał się nie tyl­ko pod wpły­wem wie­lu nur­tów dok­try­ny pen­te­ko­stal­nej, ale też, jak już wcze­śniej zasy­gna­li­zo­wa­li­śmy, w ramach ruchu „ewan­ge­licz­ne­go” będą­ce­go pod sil­nym wpły­wem idei pury­tań­skich i pie­ty­stycz­nych. Tym samym kie­ro­wał on swą uwa­gę nie tyl­ko na prze­ży­cie zie­lo­no­świąt­ko­we, ale i na duchowo‐moralną, pie­ty­stycz­ną „wewnętrz­ną” pra­cę uświę­ce­nio­wą jak i na pury­tań­ską, zewnętrz­ną for­mę poboż­no­ści, prze­ja­wia­ją­cą się nie­kie­dy skraj­nym asce­ty­zmem do „rze­czy tego świa­ta”, two­rząc tym samym nie­kie­dy rodzi­mą odręb­ność ustrojowo‐liturgiczną i dok­try­nal­ną. Pierw­szy­mi zna­ny­mi w lite­ra­tu­rze przed­mio­tu pol­ski­mi zie­lo­no­świąt­kow­ca­mi obok róż­nych nie­miec­ko­ję­zycz­nych i anglo­sa­skich orga­ni­za­cji reli­gij­nych nio­są­cych pomoc znisz­czo­ne­mu kra­jo­wi po I woj­nie świa­to­wej w cen­tral­nej Pol­sce, byli nie­któ­rzy człon­ko­wie spo­łecz­no­ści chrze­ści­jań­skiej nur­tu pie­ty­stycz­ne­go w łonie Kościo­ła lute­rań­skie­go na Ślą­sku Cie­szyń­skim, któ­ra pod nazwą „Zwią­zek Sta­now­czych Chrze­ści­jan” w 1910 r. zosta­ła zare­je­stro­wa­na w Cie­szy­nie. Sta­jąc się tym samym pierw­szym, ofi­cjal­nie funk­cjo­nu­ją­cym wyzna­niem o cha­rak­te­rze zie­lo­no­świąt­ko­wym. Dru­gi nurt dok­try­ny zie­lo­no­świąt­ko­wej nie­za­leż­ny od „Związ­ku Sta­now­czych Chrze­ści­jan” roz­wi­jał się na Kre­sach Wschod­nich. Prak­ty­kę „chrztu w Duchu Świę­tym”, cha­rak­te­ry­stycz­ne­go doświad­cze­nia ducho­we­go dla zie­lo­no­świąt­kow­ców, na te zie­mie przy­nie­śli reemi­gran­ci, któ­rzy po odzy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści w 1918 roku zaczę­li wra­cać w rodzin­ne stro­ny, sze­rząc dok­try­ny zie­lo­no­świąt­ko­we wśród lud­no­ści pol­skiej, bia­ło­ru­skiej, ukra­iń­skiej i łem­kow­skiej na ogół już sku­pio­nej w roz­ma­itych gru­pach o cha­rak­te­rze ewan­ge­licz­nym bądź bap­ty­stycz­nym, two­rząc tym samym w ich ramach lokal­ne Zbo­ry zie­lo­no­świąt­ko­we. W 1929 r., w Sta­rej Czop­ni­cy doszło do for­mal­ne­go, insty­tu­cjo­nal­ne­go zjed­no­cze­nia znacz­nej czę­ści tych samo­dziel­nych Zbo­rów z Pol­ski cen­tral­nej i kre­sów wschod­nich, two­rzą­cych naj­licz­niej­szy w II Rze­czy­po­spo­li­tej Kościół zie­lo­no­świąt­ko­wy, tj. „Zwią­zek Zbo­rów Chrze­ści­jan Wia­ry Ewan­ge­licz­nej”. Nie­za­leż­nie od tych zrze­szo­nych i zale­ga­li­zo­wa­nych już w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym zie­lo­no­świąt­kow­ców, w latach 1922–1947 na Łem­kowsz­czyź­nie roz­wi­nął się trze­ci nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cy rodzi­my nurt zie­lo­no­świąt­ko­wy okre­śla­ny w lite­ra­tu­rze przed­mio­tu jako „pięć­dzie­siąt­ni­cy” lub „pro­sta­cy”, któ­ry na sku­tek prze­sie­dleń lud­no­ści ukra­iń­skiej i łem­kow­skiej pod­czas „Akcji Wisła” od lat 50. zaczął roz­wi­jać się na tzw. zie­miach odzy­ska­nych, oraz zbli­żo­ny do nie­go choć nie toż­sa­my z nim inny czwar­ty nurt, któ­ry ukształ­to­wał się wśród lud­no­ści wschod­nio­sło­wiań­skiej, gru­py etnicz­nie nie posia­da­ją­cej wów­czas świa­do­mo­ści naro­do­wej, zamiesz­ku­ją­cej tere­ny mię­dzy Bugiem a Narwią.

[85] Po dru­giej woj­nie świa­to­wej więk­szość „ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan” i „zie­lo­no­świąt­kow­ców” weszło w skład „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” (ZKE), któ­ry kształ­to­wał się w latach 1947 — 1953 pod nie­kie­dy bru­tal­nym naci­skiem władz PRL‐u. Kościół ten od 1953 roku two­rzył fede­ra­cje pię­ciu ugru­po­wań, swe­go rodza­ju unię spo­łecz­no­ści wol­no­ko­ściel­nych, dwóch o cha­rak­te­rze „zie­lo­no­świąt­ko­wym”, tj. „Chrze­ści­jan Wia­ry Ewan­ge­licz­nej” i „Sta­now­czych Chrze­ści­jan” oraz trzech ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan – „Wol­nych Chrze­ści­jan”, „Ewan­ge­licz­nych Chrze­ści­jan” i „Kościół Chry­stu­so­wy”. Por. Z. Pasek, Ruch zie­lo­no­świąt­ko­wy, pró­ba mono­gra­fii, Kra­ków 1992, s. 150. Sz. Wło­dar­ski, W. Tarow­ski, Kościo­ły chrze­ści­jań­skie, War­sza­wa 1968, s. 210–214; A. Tokar­czyk, Pro­te­stan­tyzm, War­sza­wa 1980, s. 269; E. Czaj­ko, Kościół Zie­lo­no­świąt­ko­wy w Pol­sce, War­sza­wa 1991, s. 24–25; A. Tokar­czyk, Trzy­dzie­ści wyznań, War­sza­wa 1987, s. 191–200; S. Mar­kie­wicz, Pro­te­stan­tyzm, War­sza­wa 1982, s. 125–132; T. Lan­ger, Pań­stwo a nie­rzym­sko­ka­to­lic­kie związ­ki wyzna­nio­we w Pol­sce Ludo­wej, Poznań 1967, s. 136.

[86] Por. J. Szczepankiewicz‐Battek, Kościo­ły pro­te­stanc­kie i ich rola społeczno‐kulturalna, Świat‐Europa‐Polska‐Śląsk, Wro­cław 2005, s. 56.

[87] Pod poję­ciem nurt, ruch „ewangeliczno‐zielonoświątkowy” rozu­mie­my tu wszyst­kie pol­skie wspól­no­ty odwo­łu­ją­ce się do idei tzw. „dru­giej refor­ma­cji” jak i prze­ży­cia zie­lo­no­świąt­ko­we­go, a roz­wi­ja­ją­ce się na zie­miach pol­skich od począt­ku XX wie­ku, zarów­no te zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ne jak i te dzia­ła­ją­ce nie­for­mal­nie jako „wspól­no­ty domo­we”. Zbo­ry te do lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia, mimo ich odręb­no­ści orga­ni­za­cyj­nej i histo­rycz­nych pro­ce­sów kształ­to­wa­nia się, cecho­wa­ła znacz­na wspól­no­ta wyzna­wa­nych prawd wia­ry i ety­ki jak i pro­sto­ta litur­gii oraz ustrój pre­zbi­te­rial­ny, wszyst­kie one odrzu­ca­ły wszel­kie poza biblij­ne tra­dy­cje kościel­ne na rzecz „biblij­no­ści”. Doty­czy­ło to nie tyl­ko samej litur­gii i dok­try­ny, ale też tytu­lar­no­ści i posłu­gi swo­ich „duchow­nych” okre­śla­nych naj­czę­ściej biblij­ny­mi ter­mi­na­mi: biskup [z gr. doglą­da­ją­cy], dia­kon [z gr. słu­ga], pre­zbi­ter [z gr. star­szy, w zna­cze­niu doj­rza­ły ducho­wo, nie zaś wie­kiem] czy pastor [od paste­rza], któ­re to tytu­ły i urzę­dy mia­ły przede wszyst­kim funk­cyj­ny i słu­żeb­ny cha­rak­ter, poza może nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi, gdzie ter­mi­ny te mogły ozna­czać sto­pień w hie­rar­chii; rela­cje zaś mię­dzy nimi a pozo­sta­ły­mi człon­ka­mi Zbo­ru mia­ły mniej­szy dystans niż w kato­li­cy­zmie, pra­wo­sła­wiu czy Kościo­łach, tzw. „pierw­szej refor­ma­cji”, tj. „ewan­ge­lic­kich”. Od począt­ku XX wie­ku w nur­cie pol­skich Kościo­łów i wspól­not nawią­zu­ją­cych do „dru­giej refor­ma­cji” wyod­ręb­nić moż­na było dwie pod­gru­py, tj. „zbo­ry ewan­ge­licz­ne” oraz „zbo­ry zie­lo­no­świąt­ko­we”. Ponad­to pod wzglę­dem organizacyjno‐ustrojowym moż­na było je podzie­lić na „deno­mi­na­cje” zrze­sza­ją­ce wię­cej niż jeden zbór w ramach struk­tur pozio­mych oraz samo­dziel­ne poje­dyn­cze zbo­ry. Nie­za­leż­nie od tych zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nych „ewan­ge­licz­nych” czy „zie­lo­no­świąt­ko­wych” „poje­dyn­czych zbo­rów” bądź „deno­mi­na­cji” posia­da­ją­cych oso­bo­wość praw­ną na obsza­rze Pol­ski dzia­ła­ły i dzia­ła­ją obec­nie nie­for­mal­ne wspól­no­ty chrze­ści­jań­skie w ramach, tzw. „Zbo­ru domo­we­go”. Jest to for­ma Kościo­ła chrze­ści­jań­skie­go, któ­ry roz­wi­ja się i dzia­ła w ramach zebrań domo­wych, two­rząc tym samym spe­cy­ficz­ny ducho­wy kli­mat, ustrój i for­mę litur­gii bar­dziej lub mniej nawią­zu­ją­cą do pier­wot­nych form nowo­te­sta­men­to­wych zebrań. Spo­łecz­no­ści tego typu nale­żą naj­czę­ściej do tzw. efe­me­rycz­ne­go pogra­ni­cza wyzna­nio­we­go, któ­re nie chcą two­rzyć żad­ne­go wyzna­nia w insty­tu­cjo­nal­nym tego sło­wa zna­cze­niu. Pro­pa­gu­ją ideę życia chrze­ści­jań­skie­go wol­ne­go i nie­za­leż­ne­go od kościel­nej zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nej i scen­tra­li­zo­wa­nej zwierzch­no­ści na rzecz cha­ry­zma­tycz­ne­go wewnętrz­ne­go ustro­ju wspól­no­ty, któ­rej pod­sta­wą ist­nie­nia jest oso­bi­sta poboż­ność i cha­ry­zma jej człon­ków. Zbo­ry tego typu dzia­ła­ją na zasa­dach samo­dziel­nej spo­łecz­no­ści lokal­nej bądź też nie­kie­dy two­rzą „deno­mi­na­cje” w ramach dobro­wol­nej fede­ra­cji „Zbo­rów domo­wych”. Po dru­giej woj­nie świa­to­wej więk­szość „ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan” i „zie­lo­no­świąt­kow­ców” weszło w skład „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go”. W wyni­ku zmian poli­tycz­nych i wewnątrz­ko­ściel­ne­go podzia­łu w dru­giej poło­wie lat 80‐tych, doty­czą­ce­go nowych form litur­gicz­nych i dok­try­nal­nych, napły­wa­ją­cych z USA i Euro­py Zachod­niej jak i coraz więk­sze­go wzro­stu pozy­cji nur­tu „zie­lo­no­świąt­ko­we­go” w ramach „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” uległ on roz­wią­za­niu na XII Syno­dzie tego Kościo­ła, w 1987 roku. Wcho­dzą­ce w jego skład ugru­po­wa­nia (Kościo­ły) usa­mo­dziel­ni­ły się, przy czym duża część jego człon­ków weszła w skład nowo powsta­łe­go „Kościo­ła Zie­lo­no­świąt­ko­we­go w Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej” (KZ). Pozo­sta­li zaś człon­ko­wie, któ­rzy nie zwią­za­li się z żad­nym z ugru­po­wań wyło­nio­nych z roz­pa­du „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” two­rzy­li non­kon­for­mi­stycz­ne, nowe samo­dziel­ne domo­we jed­nost­ki orga­ni­za­cyj­ne lub też liczeb­nie zasi­li­li już ist­nie­ją­ce nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­ce „Zbo­ry domo­we” bądź inne nowo powsta­ją­ce zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ne wspól­no­ty na ogół już o nowym cha­rak­te­rze „ewangeliczno‐neozielonoświątkowym” z ele­men­ta­mi dok­try­ny „pozy­tyw­ne­go wyzna­nia” i „ewan­ge­lii suk­ce­su”. Toteż w kon­tek­ście histo­rycz­ne­go roz­wo­ju, ten prze­ni­ka­ją­cy się wza­jem­nie w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym jak i po dru­giej woj­nie świa­to­wej wie­lo­po­sta­cio­wy rodzi­my nurt zbo­rów „ewan­ge­licz­nych” i „zie­lo­no­świąt­ko­wych” „dru­giej refor­ma­cji” zrze­szo­nych w ramach „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” bądź też roz­wi­ja­ją­cy się poza nim jak choć­by „Chrze­ści­jań­ska Wspól­no­ta Zie­lo­no­świąt­ko­wa”, powsta­ła w 1970 roku na sku­tek wyod­ręb­nie­nia się spo­rej licz­by „wspól­not domo­wych” z naj­więk­szej w Pol­sce nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cej fede­ra­cji „Zbo­rów domo­wych” o cha­rak­te­rze zie­lo­no­świąt­ko­wym, czy „Ewan­ge­licz­na Wspól­no­ta Zie­lo­no­świąt­ko­wa” będą­ca odła­mem „Sta­now­czych Chrze­ści­jan” przy­by­łych z Cze­cho­sło­wa­cji do Pol­ski pod koniec lat 60., two­rzył jesz­cze do koń­ca lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia dość jed­no­li­ty pod wzglę­dem ducho­wym i ideowo‐etycznym krąg, któ­ry moż­na by okre­ślić wspól­nym ter­mi­nem jako ruch „ewangeliczno‐zielonoświątkowy”.

[88] Por. M. Czaj­ko, A. Bajeń­ski, T. Gaweł, M. Kwie­cień, M. Suski, O porząd­ku naszych nabo­żeństw, opra­co­wał S. Lot­ta [w:] „Chrze­ści­ja­nin” nr 12, War­sza­wa 1982, s. 11–16. Zob. też: A. Matia­szuk, Litur­gia – służ­ba Boża, tam­że, s. 8–10,18.

[89] K. Sosul­ski, Okól­nik do pasto­rów cen­tral­ne­go okrę­gu „Kościo­ła Zie­lo­no­świąt­ko­we­go” War­sza­wa, ul. Sien­na 68/70, e‐mail: sosulski@webmedia.pl z dnia 22 listo­pa­da 2000. Wal­ka ducho­wa wg nowe­go para­dyg­ma­tu, opra­co­wa­nie zespo­ło­we, redak­cja Mie­sięcz­ni­ka „Chrze­ści­ja­nin” War­sza­wa z dnia 22. 11. 2000 r.

[92] Bap­ty­ści [z grec­kie­go „bap­ti­ze­in” – zanu­rzyć, chrzcić], nurt w reli­gii chrze­ści­jań­skiej ukształ­to­wa­ny w okre­sie pore­for­ma­cyj­nym, jed­no z naj­więk­szych wyznań o cha­rak­te­rze pro­te­stanc­kim, nie­któ­rzy bada­cze dopa­tru­ją się jego korze­ni w ruchu szes­na­sto­wiecz­nych ana­bap­ty­stów powsta­łym w Szwaj­ca­rii i w Niem­czech. Pierw­szą wspól­no­tę bap­ty­stów zało­ży­li J. Smyth i T. Hel­wys, któ­rzy pod koniec XVI w. wystą­pi­li z Kościo­ła angli­kań­skie­go i utwo­rzy­li nie­za­leż­ną gru­pę reli­gij­ną. Na sku­tek prze­śla­do­wań wyemi­gro­wa­li do Amster­da­mu, gdzie w 1609 powo­ła­li do życia wspól­no­tę bap­ty­stów na kon­ty­nen­cie, któ­rej człon­ko­wie wraz z Hel­wy­sem powró­ci­li do Wiel­kiej Bry­ta­nii. W 1631 za spra­wą R. Wil­liam­sa bap­ty­ści poja­wi­li się w Ame­ry­ce Pół­noc­nej. W XVIII wie­ku ruch ten upo­wszech­nił się w USA zaś w XIX w. wspól­no­ty bap­ty­stów zaczę­ły powsta­wać na innych kon­ty­nen­tach tak, że już w 1905 powstał w Lon­dy­nie Świa­to­wy Zwią­zek Bap­ty­stów. W Pol­sce bap­ty­ści dzia­ła­ją od 1851 roku, obec­nie zrze­sze­ni są w ramach Pol­skie­go Kościo­ła Chrze­ści­jan Bap­ty­stów, któ­ry jest też człon­kiem Pol­skiej Rady Eku­me­nicz­nej. Więk­szość współ­cze­snych bap­ty­stów repre­zen­tu­je na ogół ewan­ge­li­kal­ne chrze­ści­jań­stwo, choć ist­nie­ją w ramach bap­ty­zmu tak­że nie­licz­ne odła­my nale­żą­ce do bar­dziej libe­ral­ne­go nur­tu pro­te­stan­ty­zmu. Cho­ciaż współ­cze­śni bap­ty­ści podob­nie jak ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie róż­nią się czę­sto mię­dzy sobą w pew­nych kwe­stiach dok­try­nal­nych takich jak pre­de­sty­na­cja, wol­na wola, pew­ność bądź moż­li­wość utra­ce­nia zba­wie­nia czy też sto­sun­kiem do teo­rii ewo­lu­cji, to jed­nak wspól­ną ich cechą jest nacisk na indy­wi­du­al­ną reli­gij­ność, któ­ra w rozu­mie­niu bap­ty­stów jest ponad wszel­ki­mi jej for­ma­mi zbio­ro­wy­mi. Podob­nie też jak wszy­scy pro­te­stan­ci za pod­sta­wę obja­wie­nia Boże­go bap­ty­ści uzna­ją tyl­ko Biblię, któ­ra powin­na być stu­dio­wa­na i inter­pre­to­wa­na przez każ­de­go z wier­nych oso­bi­ście. Chrzczą przede wszyst­kim oso­by nawró­co­ne i jak sama nazwa ich ruchu wska­zu­je przez cał­ko­wi­te zanu­rze­nie w wodzie, trak­tu­jąc ten akt jako sym­bol ducho­wej śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia, nie­kie­dy jed­nak bap­ty­ści dopusz­cza­ją chrzest dzie­ci w wie­ku 14 lat, pod­kre­śla­jąc przy tym, że przy­ję­cie takie­go chrztu musi wią­zać się z głę­bo­kim zro­zu­mie­niem prawd reli­gij­nych. Jak więk­szość wspól­not o cha­rak­te­rze ewan­ge­licz­nym prak­ty­ku­ją też pod dwo­ma posta­cia­mi „chle­ba i wina” nowo­te­sta­men­to­wy ryt Ostat­niej Wie­cze­rzy Chry­stu­sa z ucznia­mi. Wie­rzą w nie­śmier­tel­ność duszy, powszech­ne zmar­twych­wsta­nie i Sąd Osta­tecz­ny, przyj­mu­ją ist­nie­nie kary wiecz­nej i odrzu­ca­ją czy­ściec. Uzna­ją odku­pi­ciel­ską moc ofia­ry Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry ma powró­cić na Zie­mię, by dokoń­czyć osta­tecz­nie dzie­ła zba­wie­nia w imię Ojca i ku Jego chwa­le. W odróż­nie­niu jed­nak od nie­któ­rych nur­tów ewan­ge­licz­nych i zie­lo­no­świąt­ko­wych bez żad­nych zastrze­żeń wie­rzą w nicejsko‐konstantynopolitański dogmat doty­czą­cy „Trój­cy Świę­tej”. Ustrój Kościo­ła bap­ty­stów cha­rak­te­ry­zu­je tzw. kon­gre­ga­cjo­nizm, w któ­rym pod­sta­wo­wą rolę odgry­wa auto­no­micz­ny lokal­ny zbór, kie­ro­wa­ny przez pasto­ra, będą­ce­go w rozu­mie­niu bap­ty­stów odpo­wied­ni­kiem biblij­ne­go pre­zbi­tra [star­sze­go], któ­ry wraz z dia­ko­nem lub też inny­mi jesz­cze pre­zbi­te­ra­mi [star­szy­mi] two­rzy „Radę Zbo­ru” kie­ru­jąc nim, jed­nak nie jako straż­nik i wykła­dow­ca dok­try­ny, a raczej jako zarząd­ca i orga­ni­za­tor życia reli­gij­ne­go zbo­ru, przy tym urzę­dy te podob­nie jak w więk­szo­ści wspól­not ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan obsa­dza się w dro­dze wybo­rów. Zbo­ry bap­ty­stów na okre­ślo­nym tere­nie two­rzą okręg zaś wszyst­kie zbo­ry w danym kra­ju unię zbo­rów (Kościół). Orga­nem usta­wo­daw­czym i naj­wyż­szą wła­dzą takiej unii zbo­rów są syno­dy lub kon­fe­ren­cje zwo­ły­wa­ne corocz­nie lub co trzy lata. Do naj­bar­dziej zna­nych posta­ci jak i przed­sta­wi­cie­li zbo­rów bap­ty­stycz­nych zali­cza­ni są: wspo­mnia­ny już wcze­śniej Roger Wil­liams, były angli­kań­ski duchow­ny o poglą­dach pury­tań­skich zna­ny jako pio­nier bap­ty­zmu w Ame­ry­ce Pół­noc­nej, któ­ry nie tyl­ko gło­sił, ale i prak­tycz­nie wpro­wa­dził w życie zasa­dę roz­dzia­łu Kościo­ła od pań­stwa, następ­nie Wil­liam Carey, jeden z pierw­szych nowo­żyt­nych misjo­na­rzy pra­cu­ją­cych w XIX wie­ku na rzecz ewan­ge­li­za­cji w Indiach, a tak­że pastor Mar­tin Luther King, dzia­łacz społeczno‐religijny doma­ga­ją­cy się rów­no­upraw­nie­nia dla afro­ame­ry­ka­nów w USA oraz lau­re­at Poko­jo­wej Nagro­dy Nobla (1964), czy wresz­cie pastor Bil­ly Gra­ham, naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­na postać w pro­te­stan­ty­zmie w ogó­le dru­giej poło­wy XX wie­ku. Nazy­wa­ny też przez współ­cze­snych mu „Bożym amba­sa­do­rem”, „pasto­rem Ame­ry­ki”, „naj­więk­szym chrze­ści­ja­ni­nem, jakie­go kie­dy­kol­wiek wyda­ła Ame­ry­ka”, „Janem Chrzci­cie­lem”, „pro­te­stanc­kim papie­żem” i „pasto­rem pre­zy­den­tów USA”. W Pol­sce bap­ty­ści podob­nie jak zbo­ry ewangeliczno‐zielonoświątkowe czy wspól­no­ty cha­ry­zma­tycz­ne dzia­ła­ją­ce w ramach Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go w więk­szym bądź mniej­szym stop­niu w latach 90. ubie­głe­go stu­le­cia rów­nież ule­gli nowym for­mom zame­ry­ka­ni­zo­wa­nej litur­gii estradowo‐widowiskowej jak i nie­któ­rym ide­om „pozy­tyw­ne­go wyzna­nia” bądź „ewan­ge­lii suk­ce­su” napły­wa­ją­cym z Zacho­du Euro­py i USA.

[94] J. A. Kło­czow­ski, Kato­li­cyzm „otwar­ty” i jego wro­go­wie…, „Znak” nr 8, 1993, [w:] Spór o Pol­skę 1989 -1999, s. 417