Wstęp

kielich4

Zało­że­niem tej pre­zen­ta­cji jest nie tyl­ko przed­sta­wie­nie ustro­ju, dok­try­ny i litur­gii[1] okre­ślo­ne­go Zbo­ru[2], ale też uka­za­nie na tle współ­cze­sne­go chrze­ści­jań­stwa[3] nowo­te­sta­men­to­wych idei, któ­re w pro­ce­sie histo­rycz­nym ule­gły zani­ko­wi na sku­tek społeczno‐politycznej trans­for­ma­cji i zwią­za­nych z nią doktrynalno‐liturgicznych, prze­obra­żeń jakie nastą­pi­ły w Pol­sce w koń­cu lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia w nie­któ­rych wspól­no­tach pro­te­stanc­kich[4] nawią­zu­ją­cych bar­dziej lub mniej ide­owo do tzw. „alter­na­tyw­nej refor­ma­cji” bądź jak chcą nie­któ­rzy „dru­giej refor­ma­cji”[5]. Obec­nie zaś już nie­wie­le mają­cych wspól­ne­go z tymi jej pier­wot­ny­mi w swej isto­cie zało­że­nia­mi dok­try­nal­ny­mi i litur­gicz­ny­mi.

W pre­zen­ta­cji zasy­gna­li­zo­wa­li­śmy nie­któ­re istot­ne zja­wi­ska pozwa­la­ją­ce zro­zu­mieć nasze­mu czy­tel­ni­ko­wi sens i potrze­bę for­mo­wa­nia się wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej w swej isto­cie non­kon­for­mi­stycz­nej[6], nie tyl­ko do tzw. nomi­nal­ne­go chrze­ści­jań­stwa kato­lic­kie­go, pra­wo­sław­ne­go czy pro­te­stanc­kie­go w ogó­le, ale i do wspól­not o cha­rak­te­rze „ewangeliczno‐zielonoświątkowym”[7] mniej lub bar­dziej nawią­zu­ją­cych też do pier­wot­nych idei zie­lo­no­świąt­ko­wych[8].

Mimo uka­za­nia przez nas i pod­da­nia w tej pre­zen­ta­cji kry­ty­ce nie­któ­rych postaw, z któ­ry­mi się nie zga­dza­my, chce­my z całą sta­now­czo­ścią pod­kre­ślić, że przy­to­czo­ne reli­gij­ne zja­wi­ska jak i przy­kła­dy histo­rycz­ne nie są i nie powin­ny być odczy­ty­wa­ne i trak­to­wa­ne przez naszych czy­tel­ni­ków jako argu­men­ty do pod­trzy­my­wa­nia jakiejś nie­chę­ci do okre­ślo­nych wyznań chrze­ści­jań­skich czy nie­to­le­ran­cji wyzna­nio­wej[9].

Wycho­dzi­my z zało­że­nia, iż w poszu­ki­wa­niu praw­dy nie da się zro­zu­mieć sie­bie same­go i ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści bez pod­da­nia rze­czo­wej kry­ty­ce zarów­no swo­je­go postę­po­wa­nia w kon­tek­ście wła­sne­go wyzna­nia jak i histo­rii Kościo­ła w ogó­le czy naro­du. Jed­nym z mier­ni­ków doj­rza­ło­ści biblij­nie wie­rzą­cych chrze­ści­jan jest umie­jęt­ność dostrze­ga­nia w świe­tle Sło­wa Boże­go[10] swo­ich teo­lo­gicz­nych pomy­łek i wyni­ka­ją­cych z nich wypa­czeń dok­try­nal­nych zarów­no w sys­te­mie orga­ni­za­cji lub litur­gii zbo­ru jak i w nie­mo­ral­nych zacho­wa­niach swo­ich człon­ków w życiu codzien­nym bądź społeczno‐politycznym obec­nie i w prze­szło­ści.

Inny­mi sło­wy, obser­wu­jąc roz­wój chrze­ści­jań­stwa, dostrze­ga­my, że w swo­im pozna­wa­niu, ucznio­wie Jezu­sa czę­sto idą dro­gą bar­dzo wąskiej „spe­cja­li­za­cji” naj­czę­ściej zwią­za­nej z jakąś odkry­tą przez nich biblij­ną praw­dą wia­ry. Każ­da z tych odkry­tych prawd wia­ry mia­ła i ma w sobie nie­wąt­pli­wie swo­je „ziar­no praw­dy” i każ­da z nich na prze­strze­ni histo­rii chrze­ści­jań­stwa wnio­sła jakieś „świa­tło” do obec­ne­go dorob­ku pozna­nia i pogłę­bie­nia obja­wie­nia Boże­go, poczy­na­jąc od wcze­snych myśli­cie­li chrze­ści­jań­skich, poprzez róż­ne nur­ty refor­ma­cyj­ne zarów­no te w łonie kato­li­cy­zmu, pra­wo­sła­wia jak i pro­te­stan­ty­zmu.

„Spe­cja­li­za­cje” te jed­nak czę­sto są przy­czy­ną zamknię­cia się okre­ślo­nej deno­mi­na­cji wyzna­nio­wej w jakiejś cha­rak­te­ry­stycz­nej dla niej samej sfe­rze ducho­wej, któ­ra nie­jed­no­krot­nie wypły­wa z Pisma, ale sta­je się nie­bi­blij­na, gdy zawę­ża pozna­nie swo­ich wyznaw­ców tyl­ko do niej samej i sta­je się pro­bie­rzem praw­dy abso­lut­nej, zamy­ka­jąc ich na inne dzie­dzi­ny życia ducho­we­go opi­sa­ne w Biblii. „Skut­kiem tego – jak zauwa­ża jeden z ewangeliczno‐zielonoświątkowych publi­cy­stów Józef Kaj­fosz – jest chrze­ści­jań­stwo podzie­lo­ne na obo­zy, nie znaj­du­ją­ce wspól­ne­go języ­ka, z któ­rych każ­dy biblij­ną naukę o Koście­le, jego człon­kach i ich wza­jem­nych sto­sun­kach odno­si wyłącz­nie do sie­bie, co naj­wy­żej dopusz­cza­jąc jesz­cze ogra­ni­czo­ną moż­li­wość zba­wie­nia nie­któ­rych innych, naj­bliż­szych do sie­bie pod wzglę­dem dok­try­nal­nym”[11]. Zapo­mi­na­jąc przy tym o pod­sta­wo­wym prze­sła­niu Chry­stu­sa, któ­ry ostrze­gał swo­ich uczniów przed nad­mier­nym i nie­za­sad­nym sepa­ra­ty­zmem, gdy oni widząc ludzi „nie cho­dzą­cych za nimi” zabra­nia­li im w imie­niu Jego wyga­niać demo­ny i uzdra­wiać, z czym Jezus się nie zgo­dził poucza­jąc ich w tym wzglę­dzie w sło­wach: „Bo kto nie jest prze­ciw­ko nam, ten jest z nami”[12]. Waż­nym też tek­stem zarów­no w tym powyż­szym kon­tek­ście zacho­wa­nia tole­ran­cji wobec tych, któ­rzy w imie­niu Chry­stu­sa wystę­pu­ją z mocą i w imie­niu Jego jak i na tle Kościo­ła Powszech­ne­go w ogó­le, jest stwier­dze­nie Apo­sto­ła Paw­ła: „Jeśli ktoś jest prze­ko­na­ny, że jest Chry­stu­so­wy, niech też i to roz­wa­ży sam w sobie, że tak jak i on jest Chry­stu­so­wy, tak i my”[13]. W podob­nym zna­cze­niu Paweł sta­wia nie­któ­rym swo­im opo­nen­tom w Koryn­cie zasad­ni­cze, a zara­zem reto­rycz­ne pyta­nie: „Czy Sło­wo Boże od was wyszło albo czy tyl­ko do was samych dotar­ło?”[14] Uzmy­sła­wia­jąc im [jak i nam współ­cze­snym] fakt, że nie są oni ani pierw­si, ani jedy­ni, do któ­rych Sło­wo Boże dotar­ło dzię­ki dzia­ła­niu Ducha Świę­te­go, i że tym samym nie powin­ni się wyno­sić nad innych, któ­rzy może „nie cho­dzą za nami”, ale nale­żą do Chry­stu­sa poprzez fakt oso­bi­stej poku­ty, ducho­we­go odro­dze­nia i posłu­szeń­stwa wobec Jego Sło­wa[15]. Nie mówiąc już o tym, że każ­dy praw­dzi­wie odda­ny Bogu czło­wiek radu­je się z gło­sze­nia ewan­ge­lii nie­za­leż­nie od moty­wów tych co ją gło­szą, jak to Paweł ujął: „Nie­któ­rzy wpraw­dzie gło­szą Chry­stu­sa z zazdro­ści i prze­ko­ry, inni nato­miast w dobrej myśli; jed­ni z miło­ści […], aby bro­nić ewan­ge­lii, dru­dzy zaś gło­szą Chry­stu­sa z kłó­tli­wo­ści, nie­szcze­rze […]. Lecz o co cho­dzi? Byle tyl­ko wszel­ki­mi spo­so­ba­mi Chry­stus był zwia­sto­wa­ny, czy obłud­nie, czy szcze­rze, z tego się radu­ję i rado­wać będę”[16].

W życiu reli­gij­nym, tj. wewnątrz­ko­ściel­nym, my chrze­ści­ja­nie z roz­ma­itych wspól­not nie postę­puj­my tak jak byśmy wszy­scy nie byli obcią­że­ni „grze­chem pier­wo­rod­nym” w kon­tek­ście przy­po­wie­ści o kąko­lu, któ­re­go nie nale­ży wyry­wać aż do żni­wa i w któ­rej to przy­po­wie­ści nie tyle jest mowa o tole­ran­cji zła, ale o mądrym współ­ży­ciu z ludź­mi by nie znisz­czyć też dobra[17]. Bo też tyl­ko ludzie nie­świa­do­mi prawd wia­ry i isto­ty Kościo­ła mogą uwa­żać, że chrze­ści­jań­stwo się urze­czy­wist­ni­ło i w peł­ni ukon­sty­tu­owa­ło, w jakiejś okre­ślo­nej, abso­lu­ty­stycz­nej moralno‐doktrynalnej tre­ści: kato­lic­kiej, pra­wo­sław­nej, kal­wiń­skiej, lute­rań­skiej czy zie­lo­no­świąt­ko­wej lub innej. Chrze­ści­jań­stwo Nowe­go Testa­men­tu nie jest kato­lic­kie, pra­wo­sław­ne czy pro­te­stanc­kie, ono jest samo w sobie chrze­ści­jań­stwem, któ­re jest w swej isto­cie ponad inte­re­sa­mi wyzna­nio­wy­mi, spo­łecz­ny­mi, naro­do­wo­ścio­wy­mi i eko­no­micz­ny­mi. Ewan­ge­lia Jezu­sa Chry­stu­sa jest skie­ro­wa­na do wszyst­kich ludzi, któ­rzy rodzą się i żyją w róż­nych śro­do­wi­skach religijno‐kulturowych, wyzna­nio­wych, poli­tycz­nych i eko­no­micz­nych.

Zanim więc okre­śli­my jakąś gru­pę wyzna­nio­wą mia­nem „sek­ty”[18] lub „odłą­czo­ny­mi Brać­mi” w kon­tek­ście idei chrze­ści­jań­skich czer­pa­nych z Biblii, zasta­nów­my się czy to cza­sa­mi my sami nie jeste­śmy w świe­tle histo­rii chrze­ści­jań­stwa i fun­da­men­tal­nych zasad dok­try­ny tej reli­gii spo­łecz­no­ścią czy jed­nost­ką odłą­czo­ną lub nie miesz­czą­cą się w jej ogól­nych ramach.

Tym bar­dziej, że bada­cze pol­skiej reli­gij­no­ści chrze­ści­jań­skiej, tak­że kościel­ni, nie od dziś ostrze­ga­ją, że jest ona płyt­ka i wybiór­cza, stwier­dza­jąc, iż np. pol­scy kato­li­cy są w dużej czę­ści nie­świa­do­my­mi here­ty­ka­mi, co zapew­ne doty­czy i innych wspól­not wyzna­nio­wych[19]. Oczy­wi­ście są i zawsze były takie wspól­no­ty w ramach reli­gii chrze­ści­jań­skiej, któ­re zacho­wu­ją się tak, jak­by tyl­ko do nich jedy­nie „Sło­wo Boże doszło i od nich jedy­nie wycho­dzi­ło” i któ­re też jedy­nie „są Chry­stu­so­we” zawłasz­cza­jąc sobie tym samym pra­wo do orze­ka­nia kto jest tym odłą­czo­nym, here­ty­kiem czy sek­cia­rzem. Bar­dziej jed­nak docie­kli­wi zada­dzą sobie pro­ste, acz­kol­wiek zasad­ne pyta­nie: Jakież to mery­to­rycz­ne kry­te­rium zosta­ło zasto­so­wa­ne w kon­tek­ście tre­ści naucza­nia Jezu­sa jak i w świe­tle wie­lo­po­sta­cio­we­go cha­rak­te­ru ducho­wo­ści reli­gii chrze­ści­jań­skiej nie­kie­dy nawet w obrę­bie jed­ne­go wyzna­nia by okre­ślić tych, co są sek­tą lub odłą­czo­ny­mi Brać­mi? Nie mówiąc już o takich kry­te­riach, któ­rych pod­sta­wą oce­ny danej deno­mi­na­cji wyzna­nio­wej są zasa­dy moral­ne, zna­jo­mość prawd wia­ry czy stan psy­chicz­ny jej człon­ków i zwią­za­ny z tym sto­su­nek do ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści.

Zatem każ­dy chrze­ści­ja­nin nie­za­leż­nie od wyzna­nia w kon­tek­ście tej wie­lo­po­sta­cio­wo­ści współ­cze­sne­go chrze­ści­jań­stwa, powi­nien doko­ny­wać sta­łej wery­fi­ka­cji swo­ich oso­bi­stych prze­ko­nań w celu zna­le­zie­nia jakiejś „praw­dy obiek­tyw­nej” w opar­ciu o sfor­mu­ło­wa­ną przez Apo­sto­ła Paw­ła zasa­dę, że to: „Całe Pismo przez Boga jest natchnio­ne i poży­tecz­ne do nauki, do wykry­wa­nia błę­dów, do popra­wy, do wycho­wy­wa­nia w spra­wie­dli­wo­ści, aby czło­wiek Boży był dosko­na­ły, …”[20], a nie jakaś okre­ślo­na tra­dy­cja wyzna­nio­wa, w któ­rej się aku­rat wycho­wa­li­śmy bądź prze­ka­za­li nam ją rodzi­ce. Toteż każ­dy chrze­ści­ja­nin powi­nien poszu­ki­wać praw­dy zarów­no tej w zna­cze­niu poznaw­czym, inte­lek­tu­al­nym jak i ducho­wym – abso­lut­nym, wyko­rzy­stu­jąc przy tym doro­bek współ­cze­snej bibli­sty­ki Kościo­ła Powszech­ne­go jak i wie­dzę histo­rycz­ną w tym wzglę­dzie i jako czy­tel­nik Biblii z jed­nej stro­ny powi­nien kry­tycz­nie odno­sić się do zasta­nych w Koście­le nale­cia­ło­ści pogań­skich będą­cych ele­men­tem kul­tu­ry i cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej, z dru­giej zaś do nowych form reli­gij­no­ści chrze­ści­jań­skiej, nie mają­cej potwier­dze­nia w Piśmie świę­tym. Inny­mi sło­wy powi­nien szu­kać „praw­dy obiek­tyw­nej” jakiejś hete­ro­dok­syj­nej[21], tj. for­my „orto­dok­sji otwar­tej” [pra­wo­wier­no­ści] miesz­czą­cej się w ramach wia­ry i teo­lo­gii biblij­nej[22], któ­ra by nie pozba­wi­ła go trzeź­wo­ści myśle­nia, bra­ter­stwa z tymi, któ­rzy szu­ka­ją Pana i peł­nej spo­łecz­no­ści z Bogiem przez i w Chry­stu­sie.

Przy tym jeste­śmy prze­ko­na­ni na pod­sta­wie Pisma świę­te­go, że ludzie auten­tycz­nie wie­rzą­cy, zba­wie­ni i wol­ni w Chry­stu­sie, są świa­do­mi róż­ni­cy jaka zacho­dzi mię­dzy Kró­le­stwem Ceza­ra a Kró­le­stwem Bożym, któ­re w swej isto­cie nie jest prze­cież z tego świa­ta[23]. Tym samym oso­by auten­tycz­nie nawró­co­ne, poza misyj­nym obo­wiąz­kiem prze­ka­zy­wa­nia biblij­nych prawd wia­ry wszyst­kim ludziom i koniecz­no­ścią skła­da­nia przede wszyst­kim oso­bi­ste­go świa­dec­twa poprzez swo­ją poboż­ność wyra­ża­ną zarów­no w litur­gii jak i w posta­wach moral­nych w życiu spo­łecz­nym[24], niko­go do nicze­go w tym wzglę­dzie nie przy­mu­sza­ją i też nie naka­zu­ją żyć według zasad, któ­re sami na sku­tek zro­zu­mie­nia prze­sła­nia Ewan­ge­lii uzna­ją za słusz­ne[25]. Bo też ludzie odro­dze­ni przez Sło­wo Boże i osa­dze­ni w swej wie­rze w Piśmie świę­tym nie potrze­bu­ją od innych ludzi potwier­dze­nia racji tego, w co wie­rzą. Prze­strze­ga­ją wyzna­wa­ne przez sie­bie praw­dy wia­ry z miło­ści do Boga, a nie dla pokla­sku, podzi­wu i uzna­nia przez innych[26] Przy tym oso­by auten­tycz­nie odro­dzo­ne mają głę­bo­ką świa­do­mość, że wia­ra nie jest też udzia­łem wszyst­kich, ale tyl­ko tych, któ­rzy odpo­wia­da­ją na wezwa­nie Ewan­ge­lii.

Tym samym tole­ran­cja ide­owa i reli­gij­na wobec ludzi ina­czej myślą­cych, jeśli ich poglą­dy nie zagra­ża­ją życiu i wol­no­ści innych ludzi, jest dla oso­by biblij­nie wie­rzą­cej fun­da­men­tem rela­cji mię­dzy­ludz­kich jak i wyra­zem miło­ści, zarów­no wobec Bra­ta, jeśli nie dopusz­cza się on czy­nów nie­mo­ral­nych[27], jak i wzglę­dem bliź­nie­go, któ­ry chce żyć bez Boga bądź też ina­czej rozu­mie chrze­ści­jań­skie praw­dy wia­ry niż my.

Celem zatem niniej­szej pre­zen­ta­cji, nawet w jej naj­bar­dziej kry­tycz­nych momen­tach i oce­nach opi­sy­wa­nych przez nas reli­gij­nych postaw czy zja­wisk, jest przede wszyst­kim po pierw­sze uświa­do­mie­nie nasze­mu czy­tel­ni­ko­wi nie­któ­rych fak­tów i w wyni­ku nich zacho­dzą­cych pro­ce­sów oraz prze­obra­żeń w ota­cza­ją­cym nas świe­cie chrze­ści­jań­skim. Po dru­gie – uza­sad­nie­nie potrze­by ist­nie­nia i for­mo­wa­nia się wspól­not chrze­ści­jań­skich w swej isto­cie non­kon­for­mi­stycz­nych do ota­cza­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści społeczno‐religijnej zarów­no w prze­szło­ści jak i współ­cze­śnie. Bo też jak mówi­ła Mat­ka Tere­sa z Kal­ku­ty: “Lepiej jest zapa­lić świę­cę, niż prze­kli­nać ciem­ność”.

 



[1] Litur­gia, (z gr. Litur­gia). W sta­ro­żyt­nej Gre­cji nazy­wa­no litur­gią każ­dą czyn­ność, w któ­rej oby­wa­tel, spo­łe­czeń­stwo wspie­ra­ło przed­się­wzię­cia o cha­rak­te­rze ogól­no­pań­stwo­wym. Dopie­ro z począt­kiem II w. p.n.e. obok litur­gii „świec­kiej” [pań­stwo­wej] wyra­sta poję­cie litur­gii „sakral­nej” [kościel­nej] i obie były wyra­zem ini­cja­ty­wy spo­łecz­nej. Toteż litur­gia pier­wot­nie jako służ­ba pań­stwo­wa, póź­niej publicz­ne spra­wo­wa­nie kul­tu reli­gij­ne­go – nabo­żeń­stwa w jego for­mie i prze­bie­gu jest przede wszyst­kim wspól­no­to­wą for­mą spo­tka­nia z Panem [Mat. 18:20]. Była i jest wspie­ra­niem przed­się­wzięć przez poszcze­gól­nych człon­ków Kościo­ła [Zbo­ru] o cha­rak­te­rze ogólno‐kościelnym, orga­ni­za­cyj­nym i gospo­dar­czym jak i ducho­wą odpo­wie­dzią na kon­kret­ne zapo­trze­bo­wa­nie wspól­no­ty pod­czas prze­bie­gu nabo­żeń­stwa bądź na zwia­sto­wa­ne Sło­wo Boże [Hebr. 2:15–18], [1Kor. 14:26].

[2] Poję­cie „Zbór”, któ­rym w naszej tra­dy­cji okre­śla się współ­cze­śnie Kościo­ły i lokal­ne wspól­no­ty pro­te­stanc­kie, zosta­ło upo­wszech­nio­ne na zie­miach pol­skich przez jed­ne­go z czo­ło­wych publi­cy­stów Bra­ci Pol­skich – Pio­tra z Gonią­dza, któ­ry uży­wał kon­se­kwent­nie tego ter­mi­nu na okre­śle­nie „zgro­ma­dze­nia”, „zebra­nia” chrze­ści­jan nie­ka­to­li­ków. Toteż sło­wo „Zbór” sta­ło się sztan­da­ro­wym wyra­zem słow­nic­twa refor­ma­cyj­ne­go w Pol­sce wypie­ra­ją­cym dotych­cza­so­wy ter­min „Kościół”. Piotr z Gonią­dza rów­nież w kon­tek­ście idei ana­bap­ty­stycz­nych, tj. chrztu wia­ry w wie­ku doro­słym wśród Bra­ci Pol­skich, pole­micz­nie odwra­cał zna­cze­nie uży­wa­ne­go wobec nich pogar­dli­we­go poję­cia „nowo­chrz­czeń­cy”, nazy­wa­jąc tym ter­mi­nem jak­by na prze­kór zwo­len­ni­ków chrztu nie­mow­ląt, ponie­waż jak twier­dził, to oni wła­śnie upra­wia­ją „nowy” chrzest nie­zna­ny epo­ce apo­stol­skiej.

[3] W celu lep­sze­go poru­sza­nia się we współ­cze­snej moza­ice wyzna­nio­wej chrze­ści­jań­stwa, dzie­li się je obec­nie na trzy nur­ty: pierw­szy – kato­li­cyzm z pra­wo­sła­wiem; dru­gi – pro­te­stan­tyzm angli­kań­ski i ewan­ge­lic­ki jak i pro­te­stan­tyzm ewan­ge­licz­ny (w tra­dy­cji anglo­sa­skiej – ewan­ge­li­kal­ny) oraz trze­ci – two­rzą­cy współ­cze­śnie wspól­no­ty o cha­rak­te­rze zie­lo­no­świąt­ko­wym i cha­ry­zma­tycz­nym. Ten ostat­ni ter­min naj­czę­ściej uży­wa się na okre­śle­nie rzym­sko­ka­to­lic­kie­go „Ruchu Odno­wy w Duchu Świę­tym” i współ­cze­snych wspól­not o cha­rak­te­rze pro­te­stanc­kim two­rzą­cych obec­nie na bazie pier­wot­nych idei zie­lo­no­świąt­ko­wych swo­isty „nowy ruch reli­gij­ny” cha­rak­te­ry­zu­ją­cy się dużą opra­wą muzycz­ną, estra­do­wy­mi for­ma­mi litur­gii jak i dok­try­na­mi mniej lub bar­dziej zaczerp­nię­ty­mi z tre­ści teo­lo­gii tzw. „ruchu wia­ry”, „pozy­tyw­ne­go wyzna­nia” i „ewan­ge­lii suk­ce­su”. Tu nale­ży zasy­gna­li­zo­wać, że uży­wa­nie ter­mi­nu „cha­ry­zma­tycz­ny” zarów­no w sto­sun­ku do powsta­łe­go w USA „ruchu wia­ry” jak i wobec kato­lic­kie­go ruchu „Odno­wy w Duchu Świę­tym” czy też w odnie­sie­niu do tego pro­te­stanc­kie­go „nowe­go ruchu reli­gij­ne­go”, któ­ry w Pol­sce ukształ­to­wał się w latach 90. ubie­głe­go stu­le­cia na bazie pier­wot­nych idei zie­lo­no­świąt­ko­wych, jest spo­rym nad­uży­ciem w sto­sun­ku do zna­cze­nia tego sło­wa, ma on w odnie­sie­niu do tych wspól­not cha­rak­ter umow­ny i nie­wąt­pli­wie inny już sens zna­cze­nio­wy, niż pier­wot­nie.

[4] Pro­te­stan­tyzm obok kato­li­cy­zmu i pra­wo­sła­wia jest jed­ną z form wyra­ża­nia wia­ry w Chry­stu­sa jaka zosta­ła nada­na (ukształ­to­wa­na) w pro­ce­sie histo­rycz­nym reli­gii chrze­ści­jań­skiej. Samo sło­wo „pro­te­stan­tyzm” pocho­dzi od „pro­te­sta­cji”, tj. pro­te­stu sta­nów Rze­szy na Reich­sta­gu w Spi­rze 1529 roku prze­ciw­ko cesar­skie­mu zaka­zo­wi upo­wszech­nia­nia dok­tryn refor­ma­tor­skich, któ­re mia­ły zwią­zek z wcze­śniej­szym wystą­pie­niem w 1517 r. kato­lic­kie­go księ­dza i dok­to­ra teo­lo­gii Mar­ci­na Lutra, któ­re przy sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach poli­tycz­nych umoż­li­wi­ło pro­ces nie­za­leż­ne­go od papie­stwa sze­ro­kie­go ruchu powro­tu do ide­ałów pier­wot­ne­go chrze­ści­jań­stwa opar­te­go na Piśmie świę­tym. Tym samym pod tym poję­ciem kry­ją się wszyst­kie Kościo­ły i wspól­no­ty chrze­ści­jań­skie roz­wi­ja­ją­ce się poza struk­tu­ra­mi insty­tu­cjo­nal­ny­mi Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i pra­wo­sław­ne­go. Pro­te­stan­tyzm nie two­rzy ide­owo i orga­ni­za­cyj­nie jed­no­li­te­go wyzna­nia jak kato­li­cyzm czy pra­wo­sła­wie. Toteż pod tym poję­ciem kry­ją się wszyst­kie współ­cze­sne chrze­ści­jań­skie Kościo­ły bądź wspól­no­ty wyzna­nio­we wywo­dzą­ce się zarów­no z tzw. „pierw­szej refor­ma­cji” two­rzą­ce już w XVI w. upań­stwo­wio­ne Kościo­ły o cha­rak­te­rze angli­kań­skim, lute­rań­skim i kal­wiń­skim jak i wspól­no­ty tzw. „dru­giej refor­ma­cji” zwią­za­nej z ide­ami zarów­no czter­na­sto­wiecz­nych lol­lar­dów, pięt­na­sto­wiecz­nych husy­tów i szes­na­sto­wiecz­nych współ­cze­snych Lutro­wi ana­bap­ty­stów czy spi­ry­tu­ali­stów. Refor­ma­cji zatem w zasa­dzie „alter­na­tyw­nej” bo prze­bie­ga­ją­cej jak­by rów­no­le­gle do tej „pierw­szej” [lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej], wobec któ­rej była ona z grun­tu opo­zy­cyj­na. Dopie­ro na sku­tek postę­pu cywi­li­za­cyj­ne­go i wzro­stu tole­ran­cji reli­gij­nej wspól­no­ty nawią­zu­ją­ce zarów­no do ide­ałów ww. szes­na­sto­wiecz­nych ana­bap­ty­stów, spi­ry­tu­ali­stów czy też roz­wi­ja­ją­cych się w angli­kań­skim Koście­le pury­tan uzy­ska­ły w ramach państw wyzna­nio­wych kato­lic­kich i pro­te­stanc­kich sta­tus „wol­nych Kościo­łów” mają­cych cha­rak­ter „ewan­ge­licz­ny” [ewan­ge­li­kal­ny] bądź też z począt­kiem XX wie­ku „ewangeliczno‐zielonoświątkowy”. Pod­sta­wą tych wszyst­kich wspól­not pro­te­stanc­kich było jesz­cze do lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia uzna­nie Biblii za jedy­ne źró­dło wia­ry i tym samym odrzu­ce­nie poza­bi­blij­nej obrzę­do­wo­ści i tra­dy­cji rzym­sko­ka­to­lic­kiej oraz pra­wo­sław­nej; powszech­ne kapłań­stwo wier­nych, odpusz­cze­nie grze­chów z łaski Boga; duża samo­dziel­ność gmin (Zborów‐ para­fii) i pra­wo wol­ne­go zrze­sza­nia się.

[5] Poprzez „alter­na­tyw­ną” czy też „dru­gą refor­ma­cję” rozu­mie się ogół ruchów reli­gij­nych, któ­re wywo­dzą się gene­tycz­nie z trzech naj­więk­szych zrze­szeń refor­ma­cyj­nych, tzw. „pierw­szej refor­ma­cji”: lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej bądź też przez wstrząs tej „pierw­szej refor­ma­cji” obu­dzo­ne zosta­ły do duchowo‐teologicznego życia zwra­ca­jąc się prze­ciw powsta­ją­cym kościo­łom pro­te­stanc­kim tej „pierw­szej refor­ma­cji”, zarzu­ca­jąc im poło­wicz­ność, nie­kon­se­kwen­cję i kom­pro­mis ze świa­tem na obsza­rze teo­lo­gii czy też w zakre­sie oby­cza­jów, życia reli­gij­ne­go i życia poli­tycz­ne­go. Do głów­nych form tej „dru­giej refor­ma­cji” roz­wi­ja­ją­cych się rów­no­le­gle wobec tej „pierw­szej” lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej nale­żał przede wszyst­kim ana­bap­tyzm [z gr. ana­bap­ti­smos – powtór­ny chrzest] i spi­ry­tu­alizm [z łac. spi­ri­tus – tchnie­nie, duch], a następ­nie meno­ni­ci. Zarów­no ana­bap­tyzm jak i spi­ry­tu­alizm to wie­lo­po­sta­cio­we ruchy wyzna­nio­we będą­ce w opo­zy­cji do Kościo­ła kato­lic­kie­go jak i do insty­tu­cjo­na­li­zu­ją­cych się form refor­my lute­rań­skiej, kal­wiń­skiej i zwin­gliań­skiej, tzw. „lewe skrzy­dło”, któ­re pod­ję­ło wysił­ki rekon­struk­cji pier­wot­ne­go, praw­dzi­we­go chrze­ści­jań­stwa, zdo­mi­no­wa­ne pra­gnie­niem „rady­kal­nej refor­my” Kościo­ła i sto­sun­ków spo­łecz­nych. Pra­gnie­nie to usi­ło­wa­no reali­zo­wać roż­ny­mi spo­so­ba­mi np. w posta­ci krót­ko­trwa­łe­go „ana­bap­ty­zmu libe­ra­li­stycz­ne­go” czy „poko­jo­we­go ana­bap­ty­zmu ewan­ge­licz­ne­go”, ale też zwią­za­ne­go z prze­mo­cą „ana­bap­ty­zmu apo­ka­lip­tycz­ne­go” [woj­ny chłop­skie w Niem­czech]. Ogól­nie rzecz jed­nak ujmu­jąc ana­bap­ty­ści i spi­ry­tu­ali­ści gło­si­li odwró­ce­nie się od świa­ta, nie­chęć do służ­by woj­sko­wej, skła­da­nia przy­się­gi, sto­so­wa­nia prze­mo­cy (kary śmier­ci). Nowo­chrz­czeń­cy, tj. ana­bap­ty­ści według wie­lu bada­czy przed­mio­tu jako pierw­si (w jak naj­bar­dziej oso­bi­stym inte­re­sie) gło­si­li idee tole­ran­cji reli­gij­nej i tym samym ode­gra­li istot­ną rolę w jej upo­wszech­nie­niu, cze­go też skut­kiem był stop­nio­wy pro­ces roz­dzia­łu Kościo­ła od pań­stwa. Spi­ry­tu­ali­ści dodat­ko­wo pod­kre­śla­li cha­ry­zma­tycz­ny cha­rak­ter funk­cji, tj. urzę­dów we wspól­no­cie peł­nej Ducha Świę­te­go, wol­ność od zewnętrz­nych form rytu­al­nych w litur­gii na rzecz wewnętrz­ne­go ducho­we­go prze­ży­cia. Meno­ni­ci zaś to ruch bio­rą­cy swą nazwę od nie­zmor­do­wa­ne­go i ener­gicz­ne­go dzia­ła­cza reli­gij­ne­go Men­no Sim­mon­sa, któ­ry w 1536 roku, po porzu­ce­niu kościel­ne­go urzę­du w Koście­le kato­lic­kim, sta­je się ana­bap­ty­stą. Men­no Sim­mons w odróż­nie­niu jed­nak od wie­lu mu współ­cze­snych myśli­cie­li ana­bap­ty­stycz­nych i spi­ry­tu­ali­stycz­nych kładł więk­szy nacisk na prak­tycz­ne zor­ga­ni­zo­wa­nie gmi­ny reli­gij­nej tu i teraz niż na spra­wy czy­sto teo­lo­gicz­ne. Toteż poglą­dy jego nie róż­ni­ły się jakoś szcze­gól­nie i nie odbie­ga­ły też od upo­wszech­nio­nych już idei ana­bap­ty­stów czy spi­ry­tu­ali­stów. Nego­wał on przede wszyst­kim pre­de­sty­na­cję, uzna­wał Nowy Testa­ment za jedy­ną regu­łę życia i wia­ry, odrzu­cał auto­ma­tycz­ne dzia­ła­nie sakra­men­tów zwłasz­cza chrztu i wie­cze­rzy, uzna­wał zakaz przy­się­gi i uży­wa­nia mie­cza w ogó­le, w tym i wobec inno­wier­ców [kace­rzy]. Jed­nak jego idea kościo­ła, była już nie­co inna, samo znie­sie­nie sta­nu duchow­ne­go [kapłań­stwa w rozu­mie­niu rzym­sko­ka­to­lic­kim] nie ozna­cza­ło dla nie­go znie­sie­nia gmi­ny jako takiej. Inny­mi sło­wy chrze­ści­jań­stwo według Men­na Sim­mon­sa nie koń­czy się na indy­wi­du­al­nej odpo­wie­dzial­no­ści każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na z osob­na przed Bogiem, jak uwa­ża­li spi­ry­tu­ali­ści, ale reali­zu­je się w nie­hie­rar­chicz­nej wspól­no­cie chrze­ści­jan, cał­ko­wi­cie wol­nej jed­nak od wpły­wu wspól­no­ty świec­kiej. Kościół praw­dzi­wy w tym rozu­mie­niu, jest bier­ną nega­cją insty­tu­cji spo­łecz­nych i życia świec­kie­go, for­mą kolek­tyw­nej eman­cy­pa­cji war­to­ści reli­gij­nych od pań­stwa. Men­no zale­cał posłu­szeń­stwo admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, pła­ce­nie podat­ków, itp. rze­czy, ale uwa­żał jed­no­cze­śnie, że nale­ży powstrzy­my­wać się od peł­nie­nia świec­kich urzę­dów i służ­by woj­sko­wej. Ta zasa­da oddzie­le­nia Kościo­ła od pań­stwa zakła­da­ła jed­nak akcep­ta­cję i ist­nie­nie pew­nej gru­py ludzi, któ­rzy jako okre­ślo­na zbio­ro­wość mogą kon­ty­nu­ować cha­ry­zma­tycz­ne war­to­ści, mimo, że war­to­ści takie nie są zwią­za­ne z poszcze­gól­ny­mi jed­nost­ka­mi wyróż­nio­ny­mi ze wzglę­du na spe­cjal­ne funk­cje w owej wspól­no­cie. Ta kon­cen­tra­cja wszyst­kich wysił­ków Men­na wokół gmi­ny i nacisk na jej zna­cze­nie jak i rolę jaką ona odgry­wa w kon­tek­ście zba­wie­nia, bar­dzo wcze­śnie spo­wo­do­wa­ły reak­cje ze stro­ny anty­kon­fe­syj­nie [wyzna­nio­wo] nasta­wio­nych spi­ry­tu­ali­stów w ruchu ana­bap­ty­stycz­nym, reak­cje te sta­ły się przy­czy­ną postę­pu­ją­cych sece­sji i wyod­ręb­nie­nia się samo­dziel­nych gmin meno­nic­kich. To zaś siłą rze­czy nasu­wa­ło nie­od­par­te pyta­nie: Czy jaka­kol­wiek zbio­ro­wość kościel­na [wyzna­nio­wa] ma pra­wo uwa­żać się za jedy­nie praw­dzi­wy Kościół Chry­stu­sa, z wyłą­cze­niem innych? Do póź­niej­szych zaś grup wię­cej lub mniej nawią­zu­ją­cych ide­owo do tej szes­na­sto­wiecz­nej „alter­na­tyw­nej dru­giej refor­ma­cji” zali­cza się takie ruchy reli­gij­ne jak pury­ta­nizmmeto­dyzm, któ­re powsta­ły w ramach Kościo­ła angli­kań­skie­go czy też jak pie­tyzm roz­wi­ja­ją­cy się w łonie Kocio­ła lute­rań­skie­go. Ojcem pie­ty­zmu obok Jaku­ba Boeh­me (1575–1624), szew­ca ze Zgo­rzel­ca na Łuży­cach, kry­ty­ku­ją­ce­go skost­nie­nie, sfor­ma­li­zo­wa­nie i kle­ry­ka­li­za­cję lute­ra­ni­zmu był nie­wąt­pli­wie pro­fe­sor uni­wer­sy­te­tu w Hal­le Filip Spen­ner (1635–1705), któ­ry jako kazno­dzie­ja podob­nie jak Jakub Boeh­me, sprze­ci­wiał się od 1669 roku powierz­chow­nej i sfor­ma­li­zo­wa­nej poboż­no­ści lute­rań­skiej, opo­wia­da­jąc się za koniecz­no­ścią „czy­stej wia­ry”. Pod wpły­wem Jeana de Laba­die (1610–1674) byłe­go jezu­ity, wyświę­co­ne­go w 1639 roku na księ­dza, któ­ry następ­nie został pasto­rem Kościo­ła refor­mo­wa­ne­go i po zło­że­niu tego urzę­du w 1669 roku zało­żył wła­sną gmi­nę w Amster­da­mie gło­sząc „nowo­na­ro­dze­nie z Ducha”, Spen­ner zakła­dał „col­le­gia pie­tas” – gru­py poboż­no­ścio­we, w któ­rych wier­ni spo­ty­ka­li się celem pogłę­bie­nia wie­dzy biblij­nej i umoc­nie­nia wia­ry. Spo­so­bem uzdro­wie­nia Kościo­ła lute­rań­skie­go według Spen­ne­ra mia­ła być oso­bi­sta, aktyw­na reli­gij­ność każ­de­go wier­ne­go, opar­ta na modli­twie, samo­dziel­nym stu­dio­wa­niu Biblii i wypeł­nia­niu dobrych uczyn­ków wyni­ka­ją­cych z jej codzien­nej lek­tu­ry. Pie­ty­ści, podob­nie jak szes­na­sto­wiecz­ni ana­bap­ty­ści i spi­ry­tu­ali­ści, opo­wia­da­li się za wyeks­po­no­wa­niem roli, jaką odgry­wa indy­wi­du­al­na, wewnętrz­na reli­gij­ność, gło­si­li „nowo­na­ro­dze­nie w Duchu Świę­tym” odwo­łu­jąc się do tre­ści Nowe­go Testa­men­tu, przy­wią­zy­wa­li więk­szą wagę do auten­tycz­no­ści wia­ry niż do jej „orto­dok­sji”, tj. pra­wo­wier­no­ści dogma­tycz­nej i rytualno‐obrzędowej, opo­wia­da­li się też za rygo­ry­zmem moral­nym zbli­żo­nym do pury­ta­ni­zmu (od łac. purus – czy­sty), któ­ry był ana­lo­gicz­ną do pie­ty­zmu w lute­ra­ni­zmie reak­cją na swo­bo­dę i upa­dek oby­cza­jów w Koście­le angli­kań­skim epo­ki kró­lo­wej Elż­bie­ty I (1558–1603). Z tej to pury­tań­skiej doktrynalno‐moralnej opo­zy­cji w angli­kań­skim Koście­le, wyro­sły prze­ję­te w póź­niej­szym okre­sie przez ich ide­owych spad­ko­bier­ców cha­rak­te­ry­stycz­ne dla nie­któ­rych współ­cze­snych grup zasa­dy doktrynalno‐moralne takie jak: świę­ce­nie nie­dzie­li na wzór biblij­ne­go sza­ba­tu, odrzu­ce­nie teatru, tań­ca i kul­tu­ry świec­kiej jako pocho­dzą­cej z „ducha tego świa­ta”, dopro­wa­dza­jąc w nie­któ­rych przy­pad­kach do „dok­try­nal­ne­go obsku­ran­ty­zmu” obec­ne­go i dzi­siaj w wie­lu nur­tach chrze­ści­jań­skich wspól­not. Pury­ta­nizm, jako ruch refor­ma­cyj­ny w okre­sie wojen domo­wych i reli­gij­nych w Anglii, stał się koleb­ką opo­zy­cji reli­gij­nej prze­ciw angiel­skie­mu Kościo­ło­wi pań­stwo­we­mu, któ­ry ujaw­nił się w XVII w. w ide­olo­gii kon­gre­ga­cjo­na­li­stów i inde­pen­den­tów, a następ­nie ewan­ge­li­kal­nych chrze­ści­jan, któ­rzy podob­nie jak pury­ta­nie odrzu­ca­jąc Kościół pań­stwo­wy, doma­ga­li się auto­no­mii dla poszcze­gól­nych gmin wyzna­nio­wych. Meto­dyzm zaś roz­wi­nął się w trak­cie maso­we­go oży­wie­nia reli­gij­ne­go w Wiel­kiej Bry­ta­nii, koja­rzo­ne­go z nazwi­skiem angli­kań­skie­go pasto­ra Joh­na Wesley’a (1703–1791), któ­ry w 1738 roku pod­czas kaza­nia i roz­mo­wy z zało­ży­cie­lem osa­dy Her­rn­hut (Straż Pań­ska) na Łuży­cach sku­pia­ją­cej dysy­den­tów reli­gij­nych (mię­dzy inny­mi bra­ci cze­skich, ana­bap­ty­stów, spi­ry­tu­ali­stów i schwenck­fel­dy­stów) Miko­ła­jem von Zizen­dor­fem prze­żył nawró­ce­nie i od tej chwi­li stał się kazno­dzie­ją „reli­gii ser­ca”. Istot­ne dla dok­try­ny Wesley’a było świa­do­me, kon­tro­lo­wa­ne dąże­nie do uświę­ce­nia spe­cjal­ny­mi meto­da­mi wyra­ża­ją­cy­mi się czte­re­ma stop­nia­mi pro­wa­dzą­cy­mi do zba­wie­nia: uspra­wie­dli­wie­niem, odro­dze­niem, prze­świad­cze­niem Ducha Świę­te­go i uświę­ce­niem. Uspra­wie­dli­wie­nie osią­ga­ło się poprzez wia­rę, odro­dze­nie doko­ny­wa­ło się przez chrzest, prze­świad­cze­nie było owo­cem wewnętrz­nie prze­ży­tej reli­gii i dopro­wa­dza­ło do zba­wie­nia oraz sta­łe­go uzdro­wie­nia duszy. Ide­owy­mi spad­ko­bier­ca­mi i kon­ty­nu­ato­ra­mi tych powy­żej zasy­gna­li­zo­wa­nych prą­dów dok­try­nal­nych byli „ewan­ge­li­kal­ni chrze­ści­ja­nie” wyod­ręb­nia­ją­cy się jako „wol­ne Kościo­ły” z Kościo­ła angli­kań­skie­go jak i dwu­dzie­sto­wiecz­ni „zie­lo­no­świąt­kow­cy” wywo­dzą­cy się z meto­dy­stycz­nych grup uświę­ce­nia. Ich zaś odpo­wied­ni­kiem w Euro­pie były wspól­no­ty powsta­ją­ce na sku­tek roz­wi­ja­ją­ce­go się ruchu pie­ty­stycz­ne­go w ramach Kościo­ła lute­rań­skie­go jak i prze­ni­ka­nia też na sta­ry kon­ty­nent z USA i Anglii tych „ewa­ge­li­kal­nych” idei. W Pol­sce wspól­no­ty nawią­zu­ją­ce do idei „dru­giej refor­ma­cji” zarów­no tych pie­ty­stycz­nych jak i „ewan­ge­li­kal­nych” na ogół okre­śla­ły się ter­mi­nem „ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie” bądź „zie­lo­no­świąt­kow­cy”, któ­rych to idee na począt­ku XX wie­ku stop­nio­wo prze­ni­ka­ły zarów­no ruch pie­ty­stycz­ny na Ślą­sku Cie­szyń­skim jak i ten „ewan­ge­licz­ny” roz­wi­ja­ją­cy się w cen­tral­nej i wschod­niej Pol­sce przed odzy­ska­niem nie­pod­le­gło­ści oraz w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Znacz­na część tych wschod­nich ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan, któ­rzy zna­leź­li się w gra­ni­cach Pol­ski po I woj­nie świa­to­wej była pokło­siem rosyj­skie­go prze­bu­dze­nia zwią­za­ne­go z przy­by­ciem i osie­dle­niem się na połu­dniu Rosji w XVIII w. nie­miec­kich meno­ni­tów, któ­rzy zatrud­nio­nym z róż­nych stron Rosji w swo­ich gospo­dar­stwach chło­pom rosyj­skim i ukra­iń­skim na tzw. „biblij­nych godzi­nach” prze­ka­zy­wa­li ewan­ge­licz­ne praw­dy wia­ry. Ci zaś po zakoń­cze­niu robót polo­wych i powro­cie do swo­ich miejsc zamiesz­ka­nia urzą­dza­li w swo­ich domach podob­ne „biblij­ne godzi­ny” gło­sząc Sło­wo Boże. W ten to spo­sób w róż­nych miej­sco­wo­ściach Rosji powsta­wa­ły nowe ośrod­ki nowo­na­ro­dzo­nych chrze­ści­jan. Nawró­co­nych [odro­dzo­nych] meno­ni­tów i pra­wo­sław­nych Rosjan powszech­nie nazy­wa­no „sztun­dy­sta­mi” od nie­miec­kie­go sło­wa „die Stun­den”, co ozna­cza „godzi­ny”. Dru­gim istot­nym ośrod­kiem roz­po­wszech­nia się idei nowo­te­sta­men­to­wych w Rosji obok „sztun­dy­stów”, była dzia­łal­ność angiel­skie­go ewan­ge­li­kal­ne­go kazno­dziei, byłe­go ofi­ce­ra i uczest­ni­ka woj­ny Krym­skiej Lor­da G. Red­stoc­ka [1833–1913] w Peters­bur­gu. Na sku­tek jego dzia­łal­no­ści głów­nie wśród ary­sto­kra­cji rosyj­skiej nawró­ci­li się twór­cy i dzia­ła­cze ruchu ewan­ge­licz­ne­go w Rosji, były ofi­cer armii car­skiej w stop­niu puł­kow­ni­ka Wasi­lij A. Pasz­kow i Baron Modest M. Korf. W odróż­nie­niu od Lor­da Red­stoc­ka, Wasi­lij Pasz­kow na zebra­niach orga­ni­zo­wa­nych w swo­im domu i nie tyl­ko prze­ma­wiał po rosyj­sku, co znacz­nie posze­rzy­ło krąg słu­cha­czy. Z cza­sem „red­sto­kow­cy” i „pasz­kow­cy” jak nazy­wa­no pier­wot­nie tych ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan nawią­za­li kon­tak­ty ze „sztun­dy­sta­mi” na Ukra­inie i bap­ty­sta­mi na Kau­ka­zie. W 1884 roku w Peters­bur­gu odbył się pierw­szy zjazd zjed­no­cze­nio­wy tych ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan „pasz­kow­ców”, „sztun­dy­stów”, bap­ty­stów i bra­ci meno­ni­tów. Ter­min „ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie” w warun­kach pol­skich jest grą słów mają­cą na celu odróż­nia­nie „ewan­ge­lic­kich chrze­ści­jan” tzw. „pierw­szej refor­ma­cji” [lute­rań­skiej i kal­wiń­skiej] od wspól­not i kon­ty­nu­ato­rów tej „dru­giej, alter­na­tyw­nej refor­ma­cji” sku­pia­ją­cej przede wszyst­kim ludzi nowo­na­ro­dzo­nych i ochrzczo­nych w wie­ku doj­rza­łym. Por. G. Den­zler, C. Andre­sen, Lek­sy­kon histo­rii kościo­ła, War­sza­wa 2005; J. W. Kowal­ski, Pro­te­stan­tyzm, [w:] J. Kel­ler, W Kotań­ski, W. Tylach, B. Kupis, Zarys dzie­jów reli­gii, War­sza­wa 1988; G. Wąs, Kaspar von Schwenck­feld, Myśl i dzia­łal­ność do 1534 roku, Wro­cław 2005; L. Koła­kow­ski, Świa­do­mość reli­gij­na i więź kościel­na, Stu­dia nad chrze­ści­jań­stwem bez­wy­zna­nio­wym sie­dem­na­ste­go wie­ku, War­sza­wa 1965; L. Szen­de­row­ski, Ewan­ge­licz­ni chrze­ści­ja­nie, Ruch odrodzeniowo‐reformatorski w histo­rycz­nym Koście­le chrze­ści­jań­skim. Rys histo­rycz­ny XIXXX w., War­sza­wa 1982.

[6] Non­kon­for­mizm (z łac. non – nie + od ang. con­form – sto­so­wać się). Nie­zga­dza­nie się z panu­ją­cy­mi zwy­cza­ja­mi, poglą­da­mi, ustro­jem, zasa­da­mi społeczno‐politycznymi jak i reli­gij­ny­mi w kon­tek­ście etycz­nym, litur­gicz­nym i dok­try­nal­nym. Non­kon­for­mi­sta­mi byli pro­te­stan­ci angiel­scy, któ­rzy w prze­ci­wień­stwie do wyznaw­ców pań­stwo­we­go Kościo­ła angli­kań­skie­go nie przy­ję­li aktu uni­for­mi­stycz­ne­go w 1662 r.

[7] Pod poję­ciem nurt, ruch „ewangeliczno‐zielonoświątkowy”, rozu­mie­my tu wszyst­kie pol­skie wspól­no­ty odwo­łu­ją­ce się do idei tzw. „dru­giej refor­ma­cji” i prze­ży­cia zie­lo­no­świąt­ko­we­go, a roz­wi­ja­ją­ce się na zie­miach pol­skich od począt­ku XX wie­ku, zarów­no te zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ne jak i te dzia­ła­ją­ce nie­for­mal­nie jako „wspól­no­ty domo­we”. Zbo­ry te do lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia, mimo ich odręb­no­ści orga­ni­za­cyj­nej i histo­rycz­nych pro­ce­sów kształ­to­wa­nia się, cecho­wa­ła znacz­na wspól­no­ta wyzna­wa­nych prawd wia­ry i ety­ki jak i pro­sto­ta litur­gii oraz ustrój pre­zbi­te­rial­ny, wszyst­kie one odrzu­ca­ły wszel­kie poza­bi­blij­ne tra­dy­cje kościel­ne na rzecz „biblij­no­ści”. Doty­czy­ło to nie tyl­ko samej litur­gii i dok­try­ny, ale też tytu­lar­no­ści i posłu­gi swo­ich „duchow­nych” okre­śla­nych naj­czę­ściej biblij­ny­mi ter­mi­na­mi: biskup [z gr. doglą­da­ją­cy], dia­kon [z gr. słu­ga], pre­zbi­ter [z gr. star­szy, w zna­cze­niu doj­rza­ły ducho­wo, nie zaś wie­kiem] czy pastor [od paste­rza], któ­re to tytu­ły i urzę­dy mia­ły przede wszyst­kim funk­cyj­ny i słu­żeb­ny cha­rak­ter, poza może nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi, gdzie ter­mi­ny te mogły ozna­czać sto­pień w hie­rar­chii; rela­cje zaś mię­dzy nimi a pozo­sta­ły­mi człon­ka­mi Zbo­ru cecho­wał mniej­szy dystans niż w kato­li­cy­zmie, pra­wo­sła­wiu czy Kościo­łach, tzw. „pierw­szej refor­ma­cji”, tj. „ewan­ge­lic­kich”. Od począt­ku XX wie­ku w nur­cie pol­skich Kościo­łów i wspól­not nawią­zu­ją­cych do „dru­giej refor­ma­cji” wyod­ręb­nić moż­na było dwie pod­gru­py, tj. „zbo­ry ewan­ge­licz­ne” oraz „zbo­ry zie­lo­no­świąt­ko­we”. Ponad­to pod wzglę­dem organizacyjno‐ustrojowym moż­na było je podzie­lić na „deno­mi­na­cje” zrze­sza­ją­ce wię­cej niż jeden zbór w ramach struk­tur pozio­mych oraz samo­dziel­ne poje­dyn­cze zbo­ry. Nie­za­leż­nie od tych zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nych „ewan­ge­licz­nych” czy „zie­lo­no­świąt­ko­wych” „poje­dyn­czych zbo­rów” bądź „deno­mi­na­cji” posia­da­ją­cych oso­bo­wość praw­ną, na obsza­rze Pol­ski dzia­ła­ły i dzia­ła­ją obec­nie nie­for­mal­ne wspól­no­ty chrze­ści­jań­skie w ramach, tzw. „Zbo­ru domo­we­go”. Jest to for­ma Kościo­ła chrze­ści­jań­skie­go, któ­ry roz­wi­ja się i dzia­ła w ramach zebrań domo­wych, two­rząc tym samym spe­cy­ficz­ny ducho­wy kli­mat, ustrój i for­mę litur­gii bar­dziej lub mniej nawią­zu­ją­cej do pier­wot­nych form nowo­te­sta­men­to­wych zebrań. Spo­łecz­no­ści tego typu nale­żą naj­czę­ściej do tzw. efe­me­rycz­ne­go pogra­ni­cza wyzna­nio­we­go, któ­re nie chcą two­rzyć żad­ne­go wyzna­nia w insty­tu­cjo­nal­nym tego sło­wa zna­cze­niu. Pro­pa­gu­ją ideę życia chrze­ści­jań­skie­go wol­ne­go i nie­za­leż­ne­go od kościel­nej zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nej i scen­tra­li­zo­wa­nej zwierzch­no­ści na rzecz cha­ry­zma­tycz­ne­go wewnętrz­ne­go ustro­ju wspól­no­ty, któ­rej pod­sta­wą ist­nie­nia jest oso­bi­sta poboż­ność i cha­ry­zma jej człon­ków. Zbo­ry tego typu dzia­ła­ją na zasa­dach samo­dziel­nej spo­łecz­no­ści lokal­nej bądź też nie­kie­dy two­rzą „deno­mi­na­cje” w ramach dobro­wol­nej fede­ra­cji „Zbo­rów domo­wych”. Po dru­giej woj­nie świa­to­wej więk­szość „ewan­ge­licz­nych chrze­ści­jan” i „zie­lo­no­świąt­kow­ców” weszło w skład „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go”. W wyni­ku zmian poli­tycz­nych i wewnątrz­ko­ściel­ne­go podzia­łu w dru­giej poło­wie lat 80‐tych, doty­czą­ce­go nowych form litur­gicz­nych i dok­try­nal­nych, napły­wa­ją­cych z USA i Euro­py Zachod­niej jak i coraz to więk­sze­go wzro­stu pozy­cji nur­tu „zie­lo­no­świąt­ko­we­go” w ramach „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” uległ on roz­wią­za­niu na XII Syno­dzie tego Kościo­ła, w 1987 roku. Wcho­dzą­ce w jego skład ugru­po­wa­nia (Kościo­ły) usa­mo­dziel­ni­ły się, przy czym duża część jego człon­ków weszła w skład nowo powsta­łe­go „Kościo­ła Zie­lo­no­świąt­ko­we­go w Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej” (KZ). Pozo­sta­li zaś człon­ko­wie, któ­rzy nie zwią­za­li się z żad­nym z ugru­po­wań wyło­nio­nych z roz­pa­du „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” two­rzy­li non­kon­for­mi­stycz­ne, nowe samo­dziel­ne domo­we jed­nost­ki orga­ni­za­cyj­ne lub też liczeb­nie zasi­li­li już ist­nie­ją­ce nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­ce „Zbo­ry domo­we” bądź inne nowo powsta­ją­ce zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ne wspól­no­ty na ogół już o nowym cha­rak­te­rze „ewangeliczno‐neozielonoświątkowym” z ele­men­ta­mi dok­try­ny „pozy­tyw­ne­go wyzna­nia” i „ewan­ge­lii suk­ce­su”. Toteż w kon­tek­ście histo­rycz­ne­go roz­wo­ju, ten prze­ni­ka­ją­cy się wza­jem­nie w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym i po dru­giej woj­nie świa­to­wej wie­lo­po­sta­cio­wy rodzi­my nurt zbo­rów „ewan­ge­licz­nych” i „zie­lo­no­świąt­ko­wych” „dru­giej refor­ma­cji” zrze­szo­nych w ramach „Zjed­no­czo­ne­go Kościo­ła Ewan­ge­licz­ne­go” bądź też roz­wi­ja­ją­cy się poza nim jak choć­by „Chrze­ści­jań­ska Wspól­no­ta Zie­lo­no­świąt­ko­wa” powsta­ła w 1970 roku, na sku­tek wyod­ręb­nie­nia się spo­rej licz­by „wspól­not domo­wych” z naj­więk­szej w Pol­sce nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cej fede­ra­cji „Zbo­rów domo­wych” o cha­rak­te­rze zie­lo­no­świąt­ko­wym czy „Ewan­ge­licz­na Wspól­no­ta Zie­lo­no­świąt­ko­wa” będą­ca odła­mem „Sta­now­czych Chrze­ści­jan” przy­by­łych z Cze­cho­sło­wa­cji do Pol­ski pod koniec lat 60., two­rzył jesz­cze do koń­ca lat 80. ubie­głe­go stu­le­cia dość jed­no­li­ty pod wzglę­dem ducho­wym i ideowo‐etycznym krąg, któ­ry moż­na by okre­ślić wspól­nym ter­mi­nem jako ruch „ewangeliczno‐zielonoświątkowy”.

[8] Okre­śle­nie „zie­lo­no­świąt­kow­cy”, według reli­gio­znaw­cy Zbi­gnie­wa Paska, odno­si się nie tyl­ko do pro­te­stanc­kich „wol­nych Kościo­łów” tzw. „kla­sycz­nych zie­lo­no­świąt­kow­ców”, ale tak­że do grup modli­tew­nych powsta­łych w latach 60‐tych w kościo­łach nie‐zielonoświątkowych. Tym samym nurt ten obej­mu­je w sen­sie ide­owym swy­mi wpły­wa­mi więk­szość wyznań tra­dy­cyj­nych, takich jak: kato­li­cyzm, pra­wo­sła­wie i pro­te­stan­tyzm, two­rząc tym samym swe­go rodza­ju ruch prze­kra­cza­ją­cy ramy jed­ne­go wyzna­nia. W swym fun­da­men­tal­nym, pier­wot­nym zna­cze­niu odwo­ły­wał się on do nowo­te­sta­men­to­wych tre­ści doty­czą­cych cha­ry­zma­tycz­ne­go prze­ży­cia ducho­we­go, okre­śla­ne­go w nowo­te­sta­men­to­wej ter­mi­no­lo­gii jako „chrzest (zanu­rze­nie) w Duchu Świę­tym”, mani­fe­stu­ją­ce­go się pod­czas modli­twy przez oso­by doświad­cza­ją­ce tego reli­gij­ne­go prze­ży­cia „mówie­niem inny­mi języ­ka­mi”. Poprzez swo­ją spon­ta­nicz­ność reli­gij­ną i ideę doświad­cze­nia cha­ry­zma­tów, tj. darów Ducha Świę­te­go („mowy mądro­ści”, „mowy wie­dzy”, „pro­ro­ko­wa­nie”, „audy­cje”, „widze­nia”, „mówie­nie inny­mi języ­ka­mi”), któ­re były obec­ne w chrze­ści­jań­stwie przez całą jego histo­rię, przy­wró­cił on z począt­kiem XX wie­ku pier­wot­ny i cha­ry­zma­tycz­ny cha­rak­ter Kościo­ła we współ­cze­snym zhie­rar­chi­zo­wa­nym i zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nym chrze­ści­jań­stwie. Ruch zie­lo­no­świąt­ko­wy, o czym nale­ży pamię­tać, powsta­wał w ramach wspól­not meto­dy­stycz­nych, tzw. grup uświę­ce­nio­wych, a w Pol­sce roz­wi­jał się w nur­cie zbo­rów „ewan­ge­licz­nych” i w ramach grup pie­ty­stycz­ne­go Kościo­ła lute­rań­skie­go, będą­cych pokło­siem tzw. „dru­giej refor­ma­cji”. Sama nazwa ruchu zie­lo­no­świąt­ko­we­go pocho­dzi od żydow­skie­go świę­ta Dnia Zie­lo­nych Świąt obcho­dzo­ne­go w pięć­dzie­siąt dni od Pas­chy, w któ­rym to według Dzie­jów Apo­stol­skich ucznio­wie Chry­stu­sa doświad­czy­li zesła­nia obie­ca­ne­go im Ducha Świę­te­go, mani­fe­stu­ją­ce­go się wła­śnie „mówie­niem inny­mi języ­ka­mi”, któ­re to zesła­nie w myśl kla­sycz­nej dok­try­ny zie­lo­no­świąt­ko­wej czer­pa­nej z całe­go kon­tek­stu Nowe­go Testa­men­tu jest skut­kiem zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa i tym samym naro­dze­niem się Ludu Nowe­go Przy­mie­rza – Kościo­ła. Zie­lo­no­świąt­kow­cy, obok tre­ści zaczerp­nię­tych z nur­tu ewan­ge­licz­ne­go, repre­zen­tu­ją ideę tzw. trzy­eta­po­wej dro­gi zba­wie­nia, któ­ra uzna­je pomię­dzy nawró­ce­niem się, tj. nowo naro­dze­niem zapie­czę­to­wa­nym chrztem wod­nym w wie­ku doj­rza­łym, a „chrztem w Duchu Świę­tym”, cią­gły też pro­ces uświę­ce­nia się poprzez poku­tę jako odręb­ny etap, tj. znak łaski na tzw. dro­dze zba­wie­nia. W lite­ra­tu­rze przed­mio­tu, nie­za­leż­nie od tego, któ­re z dok­tryn tzw. „dru­giej refor­ma­cji”, tj. ana­bap­ty­stycz­nych, spi­ry­tu­ali­stycz­nych czy purytańsko‐pietystycznych domi­nu­ją w danej wspól­no­cie, związ­ku reli­gij­nym czy nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cych „Zbo­rach domo­wych”, na sku­tek odwo­ły­wa­nia się ich do reli­gij­ne­go doświad­cze­nia pierw­szych uczniów Jezu­sa w Dniu Zie­lo­nych Świąt uży­wa się w sto­sun­ku do nich ter­mi­nu „zie­lo­no­świąt­kow­cy”. Wystę­pu­ją też obok tego ter­mi­nu inne nazwy na okre­śle­nie tego spo­so­bu prze­ży­wa­nia chrze­ści­jań­stwa, takie jak „ruch pen­te­ko­stal­ny”, tj. pięć­dzie­siąt­ni­cy czy „ruch cha­ry­zma­tycz­ny”. To ostat­nie okre­śle­nie w warun­kach pol­skich na ogół odno­si się do dzia­ła­ją­ce­go w ramach Kościo­ła kato­lic­kie­go tzw. „Cha­ry­zma­tycz­ne­go Ruchu Odno­wy w Duchu Świę­tym”. W Pol­sce ruch zie­lo­no­świąt­ko­wy, roz­wi­ja­ją­cy się od począt­ku dwu­dzie­ste­go wie­ku kształ­to­wał się nie tyl­ko pod wpły­wem wie­lu nur­tów dok­try­ny pen­te­ko­stal­nej, ale też, jak już wcze­śniej zasy­gna­li­zo­wa­li­śmy, w ramach ruchu „ewan­ge­licz­ne­go” będą­ce­go pod sil­nym wpły­wem idei pury­tań­skich i pie­ty­stycz­nych. Tym samym kie­ro­wał on swą uwa­gę nie tyl­ko na prze­ży­cie zie­lo­no­świąt­ko­we, ale i na duchowo‐moralną, pie­ty­stycz­ną, „wewnętrz­ną” pra­cę uświę­ce­nio­wą jak i na pury­tań­ską, zewnętrz­ną for­mę poboż­no­ści, prze­ja­wia­ją­cą się nie­kie­dy skraj­nym asce­ty­zmem do „rze­czy tego świa­ta”, two­rząc tym samym nie­kie­dy rodzi­mą odręb­ność ustrojowo‐liturgiczną i dok­try­nal­ną. Pierw­szy­mi zna­ny­mi w lite­ra­tu­rze przed­mio­tu pol­ski­mi zie­lo­no­świąt­kow­ca­mi obok nie­miec­ko­ję­zycz­nych i róż­nych anglo­sa­skich orga­ni­za­cji reli­gij­nych nio­są­cych pomoc znisz­czo­ne­mu kra­jo­wi po I woj­nie świa­to­wej w cen­tral­nej Pol­sce, byli nie­któ­rzy człon­ko­wie spo­łecz­no­ści chrze­ści­jań­skiej nur­tu pie­ty­stycz­ne­go w łonie Kościo­ła lute­rań­skie­go na Ślą­sku Cie­szyń­skim, któ­ra pod nazwą „Zwią­zek Sta­now­czych Chrze­ści­jan” w 1910 r. zosta­ła zare­je­stro­wa­na w Cie­szy­nie. Sta­jąc się tym samym pierw­szym, ofi­cjal­nie funk­cjo­nu­ją­cym wyzna­niem o cha­rak­te­rze zie­lo­no­świąt­ko­wym. Dru­gi nurt dok­try­ny zie­lo­no­świąt­ko­wej nie­za­leż­ny od „Związ­ku Sta­now­czych Chrze­ści­jan” roz­wi­jał się na Kre­sach Wschod­nich. Prak­ty­kę „chrztu w Duchu Świę­tym”, cha­rak­te­ry­stycz­ne­go doświad­cze­nia ducho­we­go dla zie­lo­no­świąt­kow­ców, na te zie­mie przy­nie­śli reemi­gran­ci, któ­rzy po odzy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści w 1918 roku zaczę­li wra­cać w rodzin­ne stro­ny, sze­rząc dok­try­ny zie­lo­no­świąt­ko­we wśród lud­no­ści pol­skiej, bia­ło­ru­skiej, ukra­iń­skiej i łem­kow­skiej na ogół już sku­pio­nej w roz­ma­itych gru­pach o cha­rak­te­rze ewan­ge­licz­nym bądź bap­ty­stycz­nym, two­rząc tym samym w ich ramach lokal­ne Zbo­ry zie­lo­no­świąt­ko­we. W 1929 r., w Sta­rej Czop­ni­cy doszło do for­mal­ne­go, insty­tu­cjo­nal­ne­go zjed­no­cze­nia znacz­nej czę­ści tych samo­dziel­nych Zbo­rów z Pol­ski cen­tral­nej i kre­sów wschod­nich, two­rzą­cych naj­licz­niej­szy w II Rze­czy­po­spo­li­tej Kościół zie­lo­no­świąt­ko­wy, tj. „Zwią­zek Zbo­rów Chrze­ści­jan Wia­ry Ewan­ge­licz­nej”. Nie­za­leż­nie od tych zrze­szo­nych i zale­ga­li­zo­wa­nych już w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym zie­lo­no­świąt­kow­ców, w latach 1922–1947 na Łem­kowsz­czyź­nie roz­wi­nął się trze­ci nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cy rodzi­my nurt zie­lo­no­świąt­ko­wy okre­śla­ny w lite­ra­tu­rze przed­mio­tu jako „pięć­dzie­siąt­ni­cy” lub „pro­sta­cy”, któ­ry na sku­tek prze­sie­dleń lud­no­ści ukra­iń­skiej i łem­kow­skiej pod­czas „Akcji Wisła” od lat 50. zaczął roz­wi­jać się na tzw. zie­miach odzy­ska­nych oraz zbli­żo­ny do nie­go choć nie toż­sa­my z nim inny czwar­ty nurt, któ­ry ukształ­to­wał się wśród lud­no­ści wschod­nio­sło­wiań­skiej, gru­py etnicz­nie nie posia­da­ją­cej wów­czas świa­do­mo­ści naro­do­wej, zamiesz­ku­ją­cej tere­ny mię­dzy Bugiem a Narwią.

[9] Tole­ran­cja, ozna­cza wyro­zu­mia­łość dla cudzych poglą­dów, upodo­bań i wie­rzeń, nie ozna­cza jed­nak obo­jęt­no­ści, bra­ku sta­no­wi­ska, opi­nii czy też bez­kry­tycz­nej apro­ba­ty wobec postaw innych ludzi z któ­ry­mi się nie zagła­dza­my, a któ­rych to poglą­dy i zacho­wa­nia mogą zagra­żać lub zagra­ża­ją życiu bądź wol­no­ści innych ludzi. Tole­ran­cja zatem nie ozna­cza tego, że musi­my się zga­dzać z okre­ślo­ny­mi dok­try­na­mi reli­gij­ny­mi czy ide­ami społeczno‐politycznymi, ale ozna­cza, że nie może­my za pomo­cą prze­mo­cy narzu­cać swo­ich poglą­dów innym. Jeste­śmy tole­ran­cyj­ni przede wszyst­kim wte­dy i tyl­ko wte­dy, kie­dy sami nie naru­sza­my i nie ogra­ni­cza­my wol­no­ści innych ludzi poprzez swo­je zacho­wa­nie bądź też reali­za­cje wła­snych prze­ko­nań i idei. Zatem tole­ran­cyj­ni jeste­śmy tyl­ko wów­czas jeśli sami nie prze­śla­du­je­my, nie żąda­my też prze­śla­do­wań i nie zacho­wu­je­my się agre­syw­nie w sto­sun­ku do tych ludzi, któ­rych postaw i poglą­dów nie akcep­tu­je­my bądź się z nim nie zga­dza­my. Inny­mi sło­wy tole­ran­cja urze­czy­wist­nia się w peł­ni tyl­ko wów­czas, gdy jest przede wszyst­kim obu­stron­na i ma miej­sce tam gdzie bez oba­wy o swo­ją pozy­cję spo­łecz­ną, pra­cę i swo­je życie na ryn­ku róż­nych idei społeczno‐politycznych i reli­gij­nych może­my podej­mo­wać mery­to­rycz­ną pole­mi­kę i dys­ku­sję z tymi, z któ­ry­mi się nie zga­dza­my, w ramach posza­no­wa­nia wol­no­ści sumie­nia i ist­nie­ją­ce­go pra­wa.

[11] Cyt. za: J. Kaj­fosz, Przed nami cel, Kra­ków 1997.

[18] Nie spo­sób nie odnieść się tu sze­rzej do nagła­śnia­ne­go co jakiś czas tema­tu „sekt” w nega­tyw­nym, kry­tycz­nym zna­cze­niu tego sło­wa w kon­tek­ście mniej­szo­ści wyzna­nio­wych w naszym kra­ju na tle domi­nu­ją­ce­go insty­tu­cjo­nal­ne­go Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go okre­śla­nych nie­kie­dy przez nie­któ­rych publi­cy­stów jed­nym mia­nem „Sek­ty”, w związ­ku z powsta­wa­niem roz­ma­itych chrze­ści­jań­skich wspól­not wyzna­nio­wych, któ­re na sku­tek prze­mian poli­tycz­nych w latach 90‐tych zale­ga­li­zo­wa­ły swo­ją dzia­łal­ność, tym samym ujaw­nia­jąc się lub też wyod­ręb­nia­jąc jako nowe z wcze­śniej już ist­nie­ją­cych deno­mi­na­cji, któ­rych jed­ność była sztucz­nym two­rem wyni­ka­ją­cym nie­kie­dy z sytu­acji poli­tycz­nej w PRL. Powsta­ło na ten temat wie­le ten­den­cyj­nych prac, okre­śla­ją­cych każ­dy nurt chry­stia­ni­zmu o cha­rak­te­rze non­kon­for­mi­stycz­nym, w sto­sun­ku do Kościo­ła macie­rzy­ste­go czy więk­szo­ścio­we­go w pejo­ra­tyw­nym tego sło­wa zna­cze­niu jako „sek­ta”. Nie­słusz­nie w tym kon­tek­ście, a suge­styw­nie wywo­dząc sło­wo „sek­ta” (od łac. sło­wa sec­tio – cię­cie, odci­na­nie) seca­re – odci­nać czy­li izo­lo­wać od ogó­łu. Sło­wo „sek­ta” zaś pocho­dzi z łac. sec­ta – szlak podró­ży, kurs, spo­sób postę­po­wa­nia, kie­ru­nek w poli­ty­ce, dok­try­na, szko­ła, zasa­dy prze­wod­nie. Nie ma ono w tym kon­tek­ście zna­cze­nia nega­tyw­ne­go nawet, jeśli sło­wo „sek­ta” wypro­wa­dzi­my z łac. sło­wa sec­ta­tor – idą­cy (za kimś), zwo­len­nik, sym­pa­tyk, uczeń. Bio­rąc powyż­sze zna­cze­nie tego sło­wa za pod­sta­wę, samo chrze­ści­jań­stwo poprzez swój sto­su­nek do oso­by Jezu­sa w kon­tek­ście reli­gii Izra­ela zwią­za­nej ze świą­ty­nią Jero­zo­lim­ską i syna­go­gą było „sek­tą”. Powo­ła­ni przez Jezu­sa pierw­si ucznio­wie według Nowe­go Testa­men­tu „poszli za nim”. I była to nie­wąt­pli­wie ich świa­do­ma decy­zja sko­ro Piotr pyta: „Oto my opu­ści­li­śmy wszyst­ko i poszli­śmy za tobą; cóż za to mieć będzie­my?”. Paweł z kolei został nazwa­ny przez arcy­ka­pła­na z Jero­zo­li­my „przy­wód­cą sek­ty naza­rej­czy­ków”. Sam jest też okre­śla­ny jako „roz­sad­nik zara­zy i zarze­wia nie­po­ko­jów”, od któ­rych więk­szość, a przy­naj­mniej repre­zen­tu­ją­cy hie­rar­chię kapłań­ską arcy­ka­płan się odci­na. Sło­wo „sek­ta” jest tu zatem poję­ciem natu­ral­nym, ozna­cza­ją­cym odręb­ny typ wspól­no­ty i ma cha­rak­ter prze­ciw­staw­ny do insty­tu­cji, któ­rą repre­zen­tu­ją oskar­ży­cie­le Paw­ła. Rów­nież sło­wo „here­zja”, z gr. haire­sis – wybór, zna­czy w hel­le­ni­zmie naukę albo szko­łę filo­zo­ficz­ną. W tym sen­sie here­zją, tj. stron­nic­twem, sek­tą nazy­wa­no sadu­ce­uszów, fary­ze­uszów, a ze stro­ny prze­ciw­ni­ków tak­że chrze­ści­jań­stwo. Ety­mo­lo­gię wyra­zu „here­zja” wypro­wa­dza się z dwóch grec­kich słów: aire­in (wol­ność, wybrać) lub „kata­ros” (czy­sty). W obu tych wyra­zach zawar­ty jest pro­test prze­ciw narzu­co­nej linii dogma­tycz­nej, tj. dąż­ność do wol­no­ści i czy­sto­ści. Bun­tu­ją­cych się myśli­cie­li reli­gij­nych w cza­sach potę­gi Kościo­ła insty­tu­cjo­nal­ne­go i odwo­łu­ją­cych się do wcze­sno­chrze­ści­jań­skiej idei oraz ustro­ju kościel­ne­go nazy­wa­no „here­zjar­cha­mi” zaś ich poglą­dy „here­zją”. Uzna­wa­no za „here­ty­ka” każ­de­go, kto trwał w prze­ko­na­niach uwa­ża­nych przez Kościół insty­tu­cjo­nal­ny za błęd­ne. Toteż wyłą­cza­no takie oso­by i ich zwo­len­ni­ków ze wspól­no­ty Kościel­nej na zasa­dzie: „Był prze­ciw­ko nam”. Zatem w pejo­ra­tyw­nym tego sło­wa zna­cze­niu o „here­zji” moż­na mówić w zasa­dzie od momen­tu ukształ­to­wa­nia się jakiejś for­my Kościo­ła insty­tu­cjo­nal­ne­go i zwią­za­nej z nim okre­ślo­nej orto­dok­sji [pra­wo­wier­no­ści] wyzna­nio­wej. Fakt, że „sek­tę” czy „here­zję” zawsze opi­sy­wa­no w kon­tek­ście ist­nie­ją­cej już insty­tu­cji kościel­nej, wobec któ­rej była opo­zy­cyj­na, nie może impli­ko­wać ujem­ne­go zna­cze­nia tych ter­mi­nów i ozna­czać tym samym fał­szu. Tym bar­dziej, że współ­cze­śnie ter­mi­nem „sek­ta” okre­śla się orga­ni­za­cje lub gru­py destruk­tyw­nie wpły­wa­ją­ce poprzez swo­ją ide­olo­gię i dzia­łal­ność na oso­bo­wość jed­nost­ki lub całej wspól­no­ty i może to doty­czyć w zasa­dzie każ­de­go spo­so­bu życia, odróż­nia­ją­ce­go i izo­lu­ją­ce­go się w spo­sób jaskra­wy od pozo­sta­łej czę­ści spo­łe­czeń­stwa. Gra­ni­ca zaś pomię­dzy „sek­tą”, w pejo­ra­tyw­nym tego sło­wa zna­cze­niu, w reli­gij­nym życiu każ­de­go czło­wie­ka jest bar­dzo płyn­na. I doty­czy to wszyst­kich form chry­stia­ni­zmu, bo wła­ści­wie poję­ta reli­gia chrze­ści­jań­ska ma na celu stwo­rze­nie „nowe­go czło­wie­ka” na obraz i podo­bień­stwo Syna Boże­go. Tym samym ma wszel­kie pre­dys­po­zy­cje do wywo­ły­wa­nia zabu­rzeń natu­ry psy­chicz­nej u osób, któ­re w wyni­ku okre­ślo­nych „prze­żyć reli­gij­nych”: misty­cy­zmu, cudow­no­ści, abso­lu­ty­za­cji ety­ki, kul­tu reli­kwii, fety­szy­zmu, obja­wień, eks­ta­zy, itp., na sku­tek wytwo­rze­nia i zamknię­cia się w swo­im wła­snym świe­cie myśli i wyobra­żeń, nie­po­rów­ny­wal­nych z żad­ną inną wizją – tra­cą nie­jed­no­krot­nie poczu­cie rze­czy­wi­sto­ści, ule­ga­jąc „tota­li­tar­nej ducho­wo­ści” gru­po­wej lub indy­wi­du­al­nej. Jaskra­wym tego przy­kła­dem może być gło­śna swe­go cza­su sek­ta „Nie­bo” i wie­le innych podob­nych zja­wisk, o któ­rych dono­si pra­sa, takich jak choć­by gło­śna spra­wa sióstr beta­nek, któ­rych prze­ło­żo­na mat­ka Ligoc­ka odwo­łu­jąc się do pry­wat­nych obja­wień zapo­wie­dzia­ła „Wio­snę Kościo­ła”, któ­rej ona sama dla tej odno­wy mia­ła stać się iskrą. Sytu­acja w klasz­to­rze była na tyle nie­po­ko­ją­ca, że w 2005 r. do Kazi­mie­rza przy­je­cha­ła spe­cjal­na dele­ga­cja z waty­kań­skiej Kon­gre­ga­cji ds. Insty­tu­tów Życia Kon­se­kro­wa­ne­go i Sto­wa­rzy­szeń Życia Apo­stol­skie­go. Nie­ste­ty bar­dzo czę­sto, w wie­lu pra­cach, na tle insty­tu­cjo­nal­nej jed­no­wy­zna­nio­wej więk­szo­ści w naszym kra­ju, nazy­wa się „wol­ne Kościo­ły” „dru­giej refor­ma­cji” „sek­tą” w ramach reli­gii chrze­ści­jań­skiej, nie­kie­dy trak­tu­jąc oba te poję­cia bli­sko­znacz­nie, co jest dużym nad­uży­ciem i zafał­szo­wa­niem tego zja­wi­ska zarów­no w sen­sie reli­gij­nym jak i histo­rycz­nym. Tym bar­dziej, że obec­nie histo­ry­kom opie­ra­ją­cym się na ana­li­zie źró­deł pier­wot­ne­go chrze­ści­jań­stwa i bliż­sze­mu przyj­rze­niu się roz­ma­itym nur­tom inspi­ro­wa­nym przez lek­tu­rę Pisma świę­te­go oraz dzię­ki roz­wo­jo­wi bibli­sty­ki, coraz trud­niej jest doko­nać roz­róż­nie­nia mię­dzy pra­wo­wier­no­ścią, a „błęd­ną nauką”. Doty­czy to nie tyl­ko pierw­szych wie­ków chrze­ści­jań­stwa, gdzie w two­rzą­cym się Koście­le były sil­ne ele­men­ty cha­ry­zma­tycz­ne opar­te na keryg­ma­cie, któ­ry był ele­men­tem arbi­tral­nym w roz­strzy­ga­niu spo­rów, doty­czą­cych „prawd wia­ry”, ale i roz­ma­itych nur­tów w okre­sie póź­niej­szym, któ­re akcen­to­wa­ły jed­ność mię­dzy zasa­da­mi zawar­ty­mi w Biblii, a spo­so­bem postę­po­wa­nia ludzi w odróż­nie­niu od ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści. W Pol­sce kul­tu­ro­wy kato­li­cyzm jest tak sil­ny, że nie zauwa­ża się tej gru­py oby­wa­te­li nasze­go kra­ju jak my i nam podob­nych człon­ków roz­ma­itych wspól­not chrze­ści­jań­skich. Z per­spek­ty­wy jed­nak pań­stwa, kul­tu­ry i histo­rii chrze­ści­jań­stwa oraz idei reli­gii chrze­ści­jań­skiej, non­kon­for­mi­stycz­na i hete­ro­dok­syj­na posta­wa człon­ków takich nie­za­leż­nych czę­sto nie­for­mal­nie dzia­ła­ją­cych wspól­not była i jest świa­dec­twem „wia­ry świa­do­mej” w świe­cie „nie­prak­ty­ku­ją­cych” i w przy­tła­cza­ją­cej więk­szo­ści, nie­świa­do­mych tre­ści nauki Chry­stu­sa, człon­ków Kościo­ła insty­tu­cjo­nal­ne­go. Spo­łecz­no­ści takie jak nasza i nam podob­ne są nie­za­prze­czal­nym przy­kła­dem powsta­wa­nia w obrę­bie jed­no­li­tej kul­tu­ry, w tym przy­pad­ku pol­skiej, swo­istej odręb­no­ści nie tyl­ko reli­gij­nej, ale i etyczno‐kulturowej, wyra­ża­nej w postę­po­wa­niu, będą­cym skut­kiem odmien­no­ści inter­pre­to­wa­nia i postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści w kon­tek­ście samo­kształ­ce­nia inte­lek­tu­al­ne­go oraz doświad­cze­nia reli­gij­ne­go wypły­wa­ją­ce­go z tre­ści Biblii. To zaś powo­du­je dla nas i człon­ków ana­lo­gicz­nych wspól­not poja­wie­nie się wie­lu wyzwań i koniecz­ność spro­sta­nia im, w kon­tek­ście naszej wia­ry w Boga i idei zawar­tych w Biblii. Nie­kie­dy sta­no­wi to źró­dło wie­lu cier­pień i tym samym wyrze­czeń zwią­za­nych z bra­kiem akcep­ta­cji przez nas nie­etycz­nych zacho­wań oto­cze­nia, ale też i rado­ści w bra­ter­stwie jak i w osią­gnię­ciu speł­nie­nia ducho­we­go w Chry­stu­sie. Reasu­mu­jąc cho­dzi o to, by odno­śnie pań­stwa uży­wa­ją­ce­go „mie­cza”, o któ­rym to wspo­mi­na św. Paweł: „Albo­wiem rzą­dzą­cy nie są postra­chem dla uczyn­ku dobre­go, ale dla złe­go. A chcesz nie bać się wła­dzy? Czyń dobrze, a otrzy­masz od niej pochwa­łę. (…) bo nie na próż­no nosi miecz” jak i w kon­tek­ście „mie­cza”, o któ­rym mówi Chry­stus w sło­wach: „nie przy­sze­dłem przy­nieść pokój, ale miecz”, rozu­mieć wła­ści­wy sens tych wypo­wie­dzi. W kon­se­kwen­cji w życiu społeczno‐politycznym pań­stwo jak i jego oby­wa­te­le nie powin­ni zacho­wy­wać się tak jak­by miesz­kań­ca­mi nasze­go kra­ju byli tyl­ko wyłącz­nie Pola­cy wyzna­nia rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Por. Prak­tycz­ny Słow­nik Biblij­ny, red. A. Grabner‐Haidera, War­sza­wa 1995; Mały Słow­nik Łacińsko‐Polski, red. J. Kor­pan­ty, War­sza­wa 2004; Słow­nik Wyra­zów Obcych – PWN, red. J. Tokar­ski, War­sza­wa 1979; M. Dzier­ża­now­ski, Betan­ki z Kazi­mie­rza Dol­ne­go w sek­cie księ­dza, „Wprost” War­sza­wa nr 10, z dn. 11. 03. 2007, s. 23.

[19] Bada­nia nad sta­nem wie­dzy reli­gij­nej są nie­po­ko­ją­ce by nie powie­dzieć, że zatrwa­ża­ją­ce. Nie­jed­no­krot­nie na pyta­nie: „Co to jest Trój­ca?” ankie­to­wa­ni odpo­wia­da­ją: „Jezus, Józef i Mary­ja”. Koja­rzą Trój­cę bar­dziej z posta­cia­mi bożo­na­ro­dze­nio­wej szop­ki niż z czyn­no­ścią „prze­że­gna­nia się” pod­czas modli­twy litur­gicz­nej – zna­kiem krzy­ża. Wie­lu uwa­ża, że Sodo­ma i Gomo­ra to biblij­ne mał­żeń­stwo. Na pyta­nie czy moż­na się wyspo­wia­dać z grze­chu pier­wo­rod­ne­go popraw­nie, że „nie”, odpo­wia­da 66 pro­cent ankie­to­wa­nych Pola­ków, zaś że „tak” 29 pro­cent. Por. Ankie­ta OBOP [w:] A. Szost­kie­wicz, Deka­log i Pola­cy, Nie zabi­ja­ją, Nie świę­tu­ją, Cudzo­ło­żą, „Poli­ty­ka” War­sza­wa 2001, nr 37. s. 3–9; Sz. Hołow­nia, Gorz­kie żale, „New­swe­ek”, War­sza­wa 2007, nr 14, s. 26–28.

[21] Hete­ro­dok­sja – inny pogląd (z gr. hete­ros – dru­gi, inny, odmien­ny, nie­jed­no­rod­ny, roz­ma­ity + doksa – sąd, zda­nie, pogląd). Tu ozna­cza wystę­pu­ją­cą w ramach okre­ślo­ne­go sys­te­mu filo­zo­ficz­ne­go lub teo­lo­gicz­ne­go dopusz­czal­ną nie­jed­no­rod­ność reflek­sji i posta­wy. Toteż hete­ro­dok­sja nie jest tym samym co odstęp­stwo czy here­zja.

[22] Orto­dok­sja (z gr. orthos – słusz­ny, doxa – pogląd) – ści­sła wier­ność dok­try­nie wypły­wa­ją­ca z jed­no­li­te­go sys­te­mu poję­cio­we­go. Histo­ria zor­ga­ni­zo­wa­nych i zde­fi­nio­wa­nych dok­tryn reli­gij­nych w kon­tek­ście odczy­ty­wa­nia prawd biblij­nych poucza nas, iż pyta­nie o orto­dok­sję, tj. pier­wot­ność w sto­sun­ku do here­zji jako innej dro­gi wobec orto­dok­sji jest pro­ble­mem kury i jaj­ka. A to dla­te­go, że poje­cie here­zji jest bez sen­su dopó­ki nie jest ona skon­fron­to­wa­na w odnie­sie­niu do okre­ślo­nej orto­dok­sji, ta zaś kon­sty­tu­uje się i utrwa­la na ogół jako funk­cja here­zji i jest ści­śle zwią­za­ną z okre­ślo­ną insty­tu­cją kościel­ną rosz­czą­cą sobie pra­wo do jedy­nie słusz­nej wykład­ni biblij­nych prawd wia­ry i bycia jedy­nym w sen­sie insty­tu­cjo­nal­nym zbaw­czym Kościo­łem, poza któ­rym nie ma już zba­wie­nia. Od cza­sów Mar­cjo­na [II wiek], któ­ry poprzez zakwe­stio­no­wa­nie wszyst­kich Pism Sta­re­go i nie­któ­rych frag­men­tów Nowe­go Testa­men­tu dał ówcze­sne­mu Kościo­ło­wi impuls do spre­cy­zo­wa­nia obec­ne­go kano­nu Pisma świę­te­go jak i od fun­da­men­tal­ne­go spo­ru Ata­na­ze­go [296–373 r.] z Ariu­szem [256–336 r.], któ­ry zakwe­stio­no­wał boską natu­rę Chry­stu­sa powta­rza się ów stan rze­czy w histo­rii Kościo­ła, tj. cią­gle for­mu­ło­wa­nie wobec zaist­nia­łej here­zji okre­ślo­nej orto­dok­sji wyra­ża­nej w dogma­tach wia­ry przez zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ny Kościół kato­lic­kie­go jak i póź­niej­sze wspól­no­ty pro­te­stanc­kie bądź poszcze­gól­ne gru­py chrze­ści­jań­skie. Stąd też wszel­kie samo­dziel­ne poza insty­tu­cjo­nal­ne for­mu­ło­wa­nia prawd wia­ry w opar­ciu o Pisma kano­nicz­ne mogą być obcią­żo­ne pięt­nem here­zji wobec już ist­nie­ją­cych i uzna­nych dogma­tów okre­ślo­ne­go Kościo­ła. Z punk­tu widze­nia tych wszyst­kich Kościo­łów chrze­ści­jań­skich jed­nak tak nie jest, ponie­waż według nich dok­try­ny wia­ry i dogma­ty nie są usta­no­wio­ne, ani też żad­na w tych spra­wach ewo­lu­cja nie zacho­dzi, ale od wie­ków były one zawar­te w pismach kano­nicz­nych, do któ­rych to okre­ślo­ny Kościół się tyl­ko odwo­łu­je, co jak wie­my ujmu­jąc to histo­rycz­nie nie jest praw­dą. Inny­mi sło­wy nie­któ­re for­my, przez któ­re w prze­szło­ści wyra­ża­ło się chrze­ści­jań­stwo i wyra­ża się obec­nie, nie zawsze nim było i jest w sen­sie swo­jej isto­ty, tj. jakiejś pier­wot­nej „orto­dok­sji” [pra­wo­wier­no­ści] pocho­dzą­cej bez­po­śred­nio z „impul­su Jezu­sa”. Nie spo­sób jest też tę „orto­dok­sję” jed­no­znacz­nie dzi­siaj wyar­ty­ku­ło­wać, choć­by z tego wzglę­du, że każ­da inter­pre­ta­cja tek­stu Nowe­go Testa­men­tu, jeśli nawet przyj­mie­my go jako zapis tej „orto­dok­sji”, będzie budzi­ła sprze­ciw w kon­tek­ście już ist­nie­ją­cych prze­ko­nań reli­gij­nych na tle dogma­ty­ki chrze­ści­jań­skiej, wypra­co­wa­nej przez roz­ma­ite jego for­my na prze­strze­ni histo­rii. Toteż poje­cie orto­dok­sji ma sens tyl­ko w odnie­sie­niu do zbio­ro­wo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nych, tj. wypo­sa­żo­nych w urząd, organ nauczy­ciel­ski bądź war­stwę kapłań­ską wykła­da­ją­cą praw­dy wia­ry zawar­te w Pismach. Jed­nym sło­wem jedy­nie jakaś for­ma dopusz­czal­nej hete­ro­dok­sji w ramach „orto­dok­sji otwar­tej”, któ­rej isto­tą jest nie two­rze­nie i for­mu­ło­wa­nie okre­ślo­nych dogma­tów w opar­ciu o Pismo, ale w myśl zasa­dy, że Pismo świę­te jako osta­tecz­ny zapis nauki apo­stol­skiej słu­ży do wykry­wa­nia błę­dów [2Tym. 3:16–17] i tym samym do ducho­we­go pogłę­bia­nia prawd wia­ry [Jan 8:31–32; 16:12–14] jak i przede wszyst­kim do eli­mi­no­wa­nia nie­bi­blij­nych prak­tyk i poglą­dów poprzez zwal­cza­nie for­ma­li­zmu reli­gij­ne­go, dogma­ty­za­cji biblij­nych tre­ści, cha­rak­te­ry­zu­ją­cych się pychą ducho­wą, infan­ty­li­zmem i egzal­ta­cją reli­gij­ną, doszu­ki­wa­niem się dzia­ła­nia Boga tam gdzie go nie ma, przy­pi­sy­wa­niem też nad­mier­ne­go zna­cze­nia doświad­cze­niom ducho­wym, któ­re są raczej środ­kiem w życiu chrze­ści­ja­ni­na nie zaś celem, waż­nym też ele­men­tem takiej lek­tu­ry jest dema­sko­wa­nie barw­nej, poza­bi­blij­nej kosmo­lo­gii, demo­no­lo­gii bądź też nad­mier­nej rytu­ali­za­cji tre­ści sakra­men­tów usta­no­wio­nych przez Chry­stu­sa jako zewnętrz­nych zna­ków rze­czy­wi­sto­ści ducho­wej i moral­nej poprzez fał­szo­wa­nie prawd wia­ry na sku­tek źle poję­tej asce­zy i isto­ty Kościo­ła, a tym samym prze­no­sze­nia form poboż­no­ści nowo­te­sta­men­to­wej z wewnętrz­no­ści na zewnętrz­ność reli­gij­ną, któ­ra w życiu jed­nost­ki i Kościo­ła zno­si moc Krzy­ża.